z życia Londynki

Kobiecość jest do....

Ocena użytkowników:  / 4
SłabyŚwietny 

Każdy facet myśli, że baba pragnie chłopa jak tlenu. Nie, ja akurat O2 mam pod dostatkiem. Wychodzę na dwór idę do pobliskiego parku. Jak potrzebuje H2O idę nad pobliski Grand Canal albo wzdłuż Brent River. Kiedy chcę popatrzeć na prawdziwych mężczyzn idę do pobliskiego zoo i patrzę na cudownie kolorowe pawie.

Walentynki spędziłam w domowym spa. Nalałam do wanny wody z olejkiem yang-yang. Na twarz nałożyłam banana z płatkami owsianymi. Zamknęłam oczy i byłam na cudownej bajkowej Wyspie. Wydawało mi się, że to Bieszczady, ale nie, to gdzieś koło Władysławowa, a może na mierzejo wiślanej byłam. Woda nie jak w Bałtyku, czy Wiśle, bardziej jak na rafie koralowej w Australii. Kolorowe rybki. Oj, nie, to kaczka z "Primarku" z mydełkiem w środku. Było mi całkiem nieźle. I nagle knock – knock. Busy! - krzyknęłam i zaklęłam pod nosem. Koniec spa trza robić obiad. I tak skończył się Woman's Day. A zaraz, chyba mam kłopoty z timingiem. Pisałam o Walentynkach. Czy jest jakaś znacząca różnica. Nie, widzę komercja nie da zapomnieć, tak jak teraz szykujemy się do Mother.s Day. A propos - w pewnym sklepie w okolicach 4 stycznia widziałam przy kasach czekoladowe jajeczka. Przypadek? Nie, Easter is comming. Znów mi wyszła fasolowa z grzybami.

W Woman's Day poszłam się bawić do „Chaty po Zbóju",|wcześniej byłam tam w piątek licząc na karaoke. Piękny nowy wystrój. Wcześniej była to „Swojska Chata.” Przeurocza właścicielka, cudowny klimat do zabawy, wspaniałe jedzenie. Jedyny minus - nie można płacić kartą, ale co tam „ściana płaczu” tuż przy "Chacie". Przygrywał fantastyczny zespół „Tarasy”. Bawili się wszyscy. Polacy, Ukraińcy. Wszyscy goście falowali w rytm znanych przebojów. Obsługa fantastyczna. Tylko ja sama, wzbudzałam sensacje. Uwielbiam tańczyć i śpiewać i to mnie gubi. Ciężko wówczas nie dać się ponieść emocjom. Nie piłam, starałam się być bezstronna, obserwowałam ludzi, zachowania, reakcje. Tych podpitych, ich kobiet itd. I wiecie, co Wam powiem? To nieprawda, że kobietom w życiu łatwiej. Jak pewna pani napisała: „Kobiecość jest do dupy”. Zgadzam się z nią w 100%. Każdy facet myśli, że baba pragnie chłopa jak tlenu. Nie ja O2 mam pod dostatkiem. Wychodzę na dwór idę do pobliskiego parku. Jak potrzebuje H2O idę nad pobliski Grand Canal albo wzdłuż Brent River. Jak chcę popatrzeć na prawdziwych mężczyzn idę do pobliskiego zoo i patrzę na cudownie kolorowe pawie. Jak mi nudno idę do pobliskiego "Irish Pubu" na bilard. I tam spotykam fantastycznych Polaków. Tam wreszcie mogę być sobą: wspaniały właściciel czuwa, a przekonałam się o tym wczoraj, będąc na St. Patrics Day. Fantastyczny wystrój wszędzie zielone koniczynki, baloniki zielone, dobry humor i inne gadżety. Bawiłam się super. Ktoś coś stłukł, ktoś zaśpiewał, żałowałam, że nie byłam na koncercie albo pokazie irlandzkiego tańca, ale mam nadzieję, że za rok zatańczę sam Irish dance. I tym miłym akcentem zakończę ten felieton.

Zbyt Kobieca Londynka

PS. Wolę być facetem i krzyczeć : „Ja jestem macho niech kobiety mi wybaczą...”