z życia Londynki

Hate and Love, czyli "Jestem człowiekiem"

Ocena użytkowników:  / 5
SłabyŚwietny 

W lutym będzie dwa lata jak jestem w tym dziwnym kraju Zjednoczonym Królestwem zwanym. Dopadł mnie ostatnio silny kryzys natury egzystencjalnej i pojawiły się myśli dręczące, czy, aby, to moje miejsce na ziemi. Czy od tego kim jestem zależy gdzie chce być? Czy jestem dumna z polskości, czy trochę się jej wstydzę. Bo przecież lubię, gdy biorą mnie za Niemkę, Hiszpankę, Angielkę... Czasem myślą, że jestem Rosjanką, Ukrainką, a nawet Czeszką. Więc jestem Polka, Europejką, a może Słowianką?

Jak to -zwykle - u mnie bywa, skomplikowałam sprawę „na maksa” i już nie wiedziałam, gdzie pies pogrzebany. Czy zgodnie z ostatnim zdaniem, którego w dosłownym tłumaczeniu chyba Anglik, by nie zrozumiał - sposobem myślenia, językiem, mentalnością, historią i kulturą przynależę do kraju nad Wisłą i tam będzie mi najlepiej. Ile we mnie naleciałości komunizmu, zacofania ekonomicznego i specyficznego stosunku do pieniądza.

Co zrobić z mitem "Polaczka cwaniaczka", zwanego przedsiębiorczym, i jak oddzielić kombinowanie jakim nasiąknęliśmy za komuny, od zdrowego adaptowania się do nowych warunków. Dlaczego tu daliśmy się poznać z tak rożnych stron. Uważają nas za „very hardworking people”, a jednocześnie zarzuca się nam, że kradniemy prace Anglikom, rodzimy najwięcej dzieci i pobieramy zasiłki. Angielscy politycy obiecują, ze się tym zajmą, szczególnie przed wyborami, a jednocześnie maja świadomość, ze tu płacimy podatki, wydajemy swoje pieniądze, co znacznie wpływa na rozwój gospodarczy.

W Polsce zaś wciąż istnieje mit bogacza emigranta, co u wielu powoduje strach przed powrotem, alkoholizm, narkomanię, bezdomność, problemy psychiczne i fakt, że w angielskich więzieniach najwięcej właśnie Polaków. Jednocześnie Polska nie jest przygotowana na powrót i pomoc emigrantom, tak samo, jak nie potrafi docenić ich wkładu w PKB.

Czy ktoś poza mną zrozumie dumę z Papieża, czy Walesy. A ja zrozumiem wielowymiarowość rządów Margaret Thatcher albo subtelne różnice między odmianami buddyzmu? Jak wytłumaczyć Litwince tajemną postać ojca Rydzyka, a jednocześnie nie dziwić się, gdy koleżanka z Tanzanii nie zgadza się, że można przeżyć gdy na dworze minus 30.

Czy ktoś, oprócz naszej nacji, zrozumie „Smoleńskgate”, czy czasy „Solidarności”? Odpowiedz brzmi: „nie”. Tak samo, jak my do końca nie zgłębimy apartheidu, czy poczucia winy Anglików za kolonizację. Przeżyłam ostatnio szok, gdy biały z RPA porównał Mandelę, z Hitlerem.

Czy czarna Jamajka katoliczka, da wiarę, że u nas czarnoskóry osobnik, wciąż budzi sensację, skrajne emocje, i agresję, a przecież 90 procent społeczeństwa zna Dekalog. Ale, czy ja sama przyzwyczaję się do głośnego stylu bycia, kolorowych nastolatek i ich braku szacunku dla starszych. Nie uznam za dziwactwo diamentu w zębach, bardzo kolorowych ubrań, dredów, czy publicznego palenia marihuany . Czy nie pomyślę z pogardą o stojących pod pubem pijanych, roznegliżowanych, bardzo młodych Angielkach, czekających na kumpli, którzy za rogiem kupią kokę, po czym wspólnie wciągną i będzie im dobrze?

Tak samo, jak dręczy mnie pytanie czy nasze ortodoksyjne poglądy i społeczne przyzwolenie na traktowanie kobiet jako męskiej własności, rożni nas znacząco od wyznawców Islamu. Albo jak pojąć, że ostatnio modne w Polsce słowo gender myli się niektórym ze zmiana płci? I kto dal nam prawo będąc heteroseksualni wypowiadać się na tematy ludzi innej orientacji? A jednocześnie złapałam się na tym, że ekscentrycznego, związanego z modą sąsiada, młodego Meksykanina, natychmiast zaszufladkowałam, tylko dlatego, ze dłużej się malował i czesał niż ja. I w jakim byłam błędzie, dowiedziawszy się ze ma dziewczynę, z którą wkrótce weźmie ślub. Wreszcie czy ktoś z Pendżabu zrozumie, ze u nas nazwanie kogoś schizofrenikiem to największa obelga, gdzie w jego kraju to ludzie bliżej Boga?

Czy wytłumaczę starszej kobiecie, która jest w tu 15 lat, nie zna języka, ale pomogła całej rodzinie w Polsce i jej spracowane dłonie wzruszają mnie do łez jaka, różnica między mobbingiem a „sexual harassment”? Kiedy feministka nie będzie się kojarzyć z czymś złym i godnym potępienia zarówno przez Polaków jak i Polki?

Czy zagłębiając się w prawa człowieka, pojęcie norm, regulacje prawne w UK jestem jeszcze w stanie zrozumieć to, co się dzieje w polskim życiu publicznym i na scenie politycznej?

Czy jak wrócę jest możliwe, że tak ,jak drzewie,j będę czuła się u siebie? Jednak, czy poradzę sobie, z szybkością życia w tym mieście. Czy nadążę za nowa technologią. Czy kiedyś zrozumiem tych, co zamiast jeździć na rowerze, czy iść do teatru, wolą gotować z komórka w ręku, prać rozmawiając przez Skype' a, prasować ucząc się hiszpańskiego, szukać miłości przez portale, czy lansować się na Facebooku. Ale jednocześnie chciałabym sprawdzać coś w necie z prędkością światła, czy pisać ten tekst na komórce.

A przecież potępiam, że zmęczony robotni,k śpiący w metrze, nie ustąpi kobiecie w zaawansowanej ciąży, albo biegnący do autobusu, potrąci staruszkę, która upadnie i tego nawet nie zarejestruje, a on się cieszy, ze nie spóźni się do pracy. Wiem, ze wyszedł mi groch z kapusta. Ale dzięki temu zrozumiałam, że kocham to miasto i jednocześnie nienawidzę. I mimo, że serce wyrywa się do rodziny, tęsknota dusi mnie od środka i złapałam się na tym, że czując u Mleczki (sieć polskich delikatesów w UK) zapach polskiego chleba tak zwyczajnie, po babsku, się rozryczałam, to chcę tu być.

Jednak najbardziej w moich rozterkach pomógł mi przemiły, starszy, Hindus, z którym wdałam się w pogawędkę na przystanku autobusowym, gdzie schowałam się przed strugami angielskiego deszczu. Był tysięczną osobą, którą pytałam kim się czuje będąc tu, a pochodząc stamtąd. Czy ma i jakie są jego rozterki jako emigranta. Jak się czuje, gdy jedzie do Indii, jak przeżywa powrót tutaj. On chyba był zdziwiony moimi pytaniami, choć bardzo inteligentnie i szczerze na nie odpowiadał. Rozmawialiśmy intensywnie więcej niż 20 minut. I w końcu jedno banalne, najprostsze zdanie wypowiedziane przez niego otworzyła mi oczy: „Mój dom jest tam gdzie ja”. Na drugie pytanie odpowiedz znalazłam sama: „Jestem człowiekiem”. Polska Londynka