z życia Londynki

Nowy stary rok

Ocena użytkowników:  / 5
SłabyŚwietny 

Szkoda, że ta magiczna doba - Sylwestrem - zwana nie zmienia tego, co chcemy, od razu, bez pracy i trudu. Ale w zasadzie to dobrze, bo to byłaby istna rewolucja!

Przez następny miesiąc będziemy się wszyscy mylić pisząc datę, nic dziwnego skoro dwanaście ostatnich miesięcy było 2013, a tu nagle nie wiadomo, kiedy 2014. Dla młodzieży z natury beztroskiej i skorej do zabawy to zwyczajnie kolejny rok, który trzeba hucznie z radością obchodzić. Ale jak powiedział mój znajomy, z czego tu się cieszyć, przecież będziemy o rok starsi. To fakt, ale przecież im starsi tym mądrzejsi. Co dobre i złe zarazem. Wszystko wydaje się bardzo względne, a pojęcie czasu szczególnie. Jak zwykle pod koniec roku dopadła mnie refleksyjność i zastanowienie, czy aby we właściwym kierunku podążam? Zaczęłam intensywnie myśleć, co dobrego, co trudnego zdarzyło się u mnie przez ostatni rok. I przypuszczam, że jak większość z nas odczucia miałam mieszane. Uległam też pokusie by coś postanowić, ale tym razem dotrzymać. I powiem szczerze, wiem, że nie będzie łatwo. Stare i znane jest wygodne. Należy być systematycznym, cierpliwym, a przede wszystkim pamiętać o tym, czego właśnie pragniemy.

Szkoda, że ta magiczna doba Sylwestrem zwana nie zmienia tego, co chcemy, od razu, bez pracy i trudu. Ale w zasadzie to dobrze, bo to byłaby istna rewolucja. Wystarczy, że niektórzy budzą się pierwszego jak po bitwie, nie zawsze świadomi, co się działo, albo, co gorsza jeszcze przed północą polegną. Inni, jak co roku przed telewizorem z kieliszkiem szampana, w domowych pieleszach gdzie czują się najlepiej. Część, na domówce z bliższymi i dalszymi znajomymi, przy zastawionym stole, każdy coś smacznego przyniósł, powspominał albo się czymś pochwalił, co łatwiej wychodzi po kilku głębszych. Niektórzy Ci bardziej zamożni zamówili taksówki i wyruszyli na bal. Kobiety w pięknych sukniach, futrach, obficie skropione perfumami, mężczyźni dystyngowani w smokingach przetańczyli tę noc przy muzyce na żywo. Znam też takich, co cieszyli się, że już tańczyć nie muszą. Wspomnieć należy o tych cierpliwych i dzielnych, co w nie najlepszą przecież typowo angielską pogodę wyruszyli wiele godzin wcześniej do centrum Londynu, by obejrzeć pokaz sztucznych ogni i w dzikim tłumie witać Nowy Rok. Wielu tradycyjnie spotkało się z sąsiadami w pobliskim pubie przy kuflu lagera i stołach bilardowych. Korporacyjni ruszyli do modnych klubów na Soho, zaopatrzeni w odpowiedni towar. Kulturalni obejrzeli premierę nowej sztuki. Melomani udali się na wyjątkowy noworoczny koncert. Spokojni zaczytali się w nowej książce specjalnie kupionej na ten wieczór. Rodzice bawili się razem z dziećmi w śmiesznych szpiczastych czapeczkach rzucali konfetti i dmuchali balony. Pozytywnie zakręcani na ten jeden dzień pojechali do Japonii by zjeść suszi o północy, albo kąpać się na plaży w Acapulco.  Zakochani patrzyli sobie w oczy w okolicy Łuku Triumfalnego, albo pływali gondolą kanałami w Wenecji. Chorzy niestety spędzili tę noc w chorobie, a samotni w samotności. Ja spędziłam tę noc zupełnie inaczej niż zwykle, a przez to właśnie niezwykle, po północy udałam się samotnie na spacer do pobliskiego parku i wiecie, co wam powiem tam się nic nie zmieniło. Uśmiechnęłam się, zatem do siebie myśląc, więc może to nie prawda, że o rok będę starsza…

Noworoczna Londynka