z życia Londynki

H2O

Ocena użytkowników:  / 3
SłabyŚwietny 

Woda przyszła mi do głowy jako temat przedłużający lato. Mam nadzieję, że przywoła Wasze wspomnienia z  wakacji.

Czy zastanawialiście się kiedyś nad wodą? Tak, myślę o monotlenku diwodoru - taka jest inna rzadko stosowana nazwa tej zwykłej lecz niezwykłej cieczy. Nie zwracamy na nią szczególnej uwagi, jest powszechna, w kranie, w butelce. Jak wiele innych prostych rzeczy doceniłam ją tu w Londynie. Tak się złożyło, że w naszym poprzednim domu, zdarzało się, że była przeważnie zimna, a albo - co gorsza - nie było jej wcale.

Gdy sąsiad spieszący się do pracy w „kebabie” mył zęby, tudzież  inne części ciała, ja z namydloną głową, trzęsąc się z zimna, wkurzałam się okrutnie i dziwiłam się skąd znam tak brzydkie wyrazy. Oczywiście w Warszawie też bywały braki w dostawie ciepłej, z powodów tajemniczych konserwacji, ale zawsze byłam uprzedzona i mogłam sobie nagrzać, by się umyć.

Uwielbiam poranny prysznic, zamykam wtedy oczy, przywołuje obrazy z Tunezji, gdzie w niesamowity upał (jako jedyna z grupy) wskoczyłam pod wodospad w oazie.

Po męczącej wspinaczce pod górę. nagle na bezkresnej pustyni zobaczyliśmy małe jeziorko, woda spadała do niego z góry jak wodospad, jednocześnie tworząc tęczę. Widok był niesamowity i z początku myślałam, że to fatamorgana. Do dziś pamiętam to uczucie, gdy cudownie ochłodzona, pływałam samotnie w tym nieziemskim miejscu. Właśnie te emocję przywołuję co rano latem.

Jesienią i zimą preferuję kąpiel w wannie (dzięki Ci Panie że w nowym domu ją mamy). Ten rytuał wymaga czasu, więc tym razem spotkanie z wodą ma miejsce wieczorem. Po pracowitym dniu, odprężam się w aromatycznej pianie, zapalam świece i sącząc z eleganckiego kieliszka różowe wino. Znów zamykam oczy, by wcielić się w nieprzyzwoicie bogatą, Alexis i czekam (jak w Dynastii) aż dołączy do mnie 15 lat młodszy…Oj chyba się zagalopowałam  miało być o wodzie.

Woda jest mokra i niebieska, przeważnie słona (97,38% wody na świecie zawiera sól). Może być w szklance czy kałuży. Wije się strumieniem w groźnych górach, zaskoczy małym stawikiem w pobliskim lesie. Czeka na żeglarzy na naszych pięknych Mazurach. Każde miasto przecina jako rzeka, będąc miejscem niedzielnych spacerów i rajem dla wędkarzy. Lubię rodzimą Wisłę, choć wolę wciąż czystą Narew, czy Biebrzę, gdzie w głuszy, przemierzając ją kajakiem, można zapomnieć, że żyjemy w erze komputerów, a giełda w USA określa nasze finanse. Ale tak na prawdę bliskie jest mi morze.  Niestety nie myślę o naszym zimnym, nie za czystym Bałtyku, za to ze wspaniałymi piaszczystymi plażami (a na nich koszami do siedzenia z wikliny, które na zawsze kojarzyć mi się będą z wczasami FWP we Władysławowie), ani też o jeszcze zimniejszym i bardziej słonym, o kamienistym cudownym brzegu w Plymouth, czy pobliskim Brighton (kopii Nicei), gdzie letnie weekendy spędzają zapracowani Londyńczycy. Co prawda po kąpieli morskiej w wyżej wymienionych czuję się z początku dumna, że przełamałam słabość, potem silna pływając energicznie, przez chwilę zadowolona, gdy pomyślę ile właśnie tracę kalorii, by jednak dość do wniosku, że nie chce być żadnym pieprzonym morsem.

Następnym razem znów spróbuję myśląc, że tym razem będzie przyjemniej, ale tak mam również w związkach z facetami, więc pewnie to jakaś zawiła część mojej osobowości, której żadne racjonalne przesłanki, ani traumatyczne przeżycia z przeszłości nie są w stanie zmienić. A wracając do lodowatości, to jak ma być już mi zimno to wolę krioterapię lub śmiganie na nartach w ekstremalnych warunkach na Rysach czy Kasprowym. Śnieg czy lód też jest wodą tylko w innej postaci. Mamy też parę wodną, ale nie będę o tym pisać, bowiem sauny po prostu nie cierpię.

Wydaje mi się czasem, że w poprzednim wcieleniu byłam rybką. Niestety nie złotą, spełniającą życzenia, nie rekinem (choć pewnie niejeden mój ex tak myśli). Nie wiem, czy piękną, ale z pewnością kolorową. Najbliżej mi chyba do Clownfish (popularny Nemo z kreskówki). Uwielbiam kolory i wierzę w ich wpływ na nasze samopoczucie. Najlepiej czuję się pod wodą, gdzie wokół rozciąga się cudowny podwodny las zwany rafą koralową. Potrafię godzinami pływać samotnie z fajką (snorkling) przyglądając się jak toczy się podwodne życie. Nie mam wystarczającego talentu by opisać słowami co wtedy czuję i widzę. Wielkość, różnorodność, „przekolorowość”(moje prywatne słowo) przerasta też moje malarskie zapędy. Pewnie najwierniej można by to oddać filmem czy fotografią. Niektórzy to robią znakomicie, ale to wciąż smakowanie ciastka (kapkejka oczywiście), które widzimy w witrynie w cukierni.

I szlak mnie trafia, że kłócą się okropnie w Egipcie i co gorsza końca nie widać. Mam jedynie nadzieję, że z powodu tych arabskich waśni nie zaczną usychać koralowce, a rybki przestaną się mnożyć. Póki co znalazłam swój mały Egipt w National Marine Aquarium w Plymouth. Można tu popodglądać: kraby, koniki morskie, homary, ukwiały, rozgwiazdy, ośmiornice, mątwy i inne skorupiaki. Wszyscy tu przychodzą by popatrzeć na rekiny, których wiele w Oceanie Atlantyckim. Obok nich snuja się barakudy i płaszczki, które są bardzo zabawne i wydaje się, ze robią śmieszne minki. Są też różnokolorowe, rożnej wielkości żelki czyli oślizłe meduzy. Muzeum jest fajnie pomyślane, przed wielkimi szklanymi akwariami ustawione są krzesła, jak w kinie, gdzie można usiąść i się gapić. Są specjalne miejsca, dla dzieci by się nie nudziły, z obrazkami i zabawkami o tematyce marynistycznej. Jest tez prawdziwe kino, gdzie wyświetlają animowany film o oceanie z efektami takimi jak ruszające krzesła i polewanie woda. Można tez zapłacić za noc spędzona z rekinami (cokolwiek to znaczy). Jest też zbiornik z replika wodnego samolotu z II wojny światowej, który jest doskonałym siedliskiem dla ryb. Wodne zwierzaki są umieszczone, zarówno z boku jak i na górze, co w przypadku rekinów, robi wrażenie, gdy masz uczucie, ze dotyka twojej głowy jego wielki, śliski, srebrny brzuch. Gwiazda wystawy jest tez wielki żółw morski, który zaskakująco szybko pływa. To morskie muzeum ma tez wymiar edukacyjny, pokazuje jak ludzie zanieczyszczają morza, jak je eksploatują itd., jest tez specjalny przewodnik mówiący jakich ryb nie jeść, albo jakimi je zastąpić. Reasumując Akwarium mnie nie powaliło, ale niewątpliwie dało namiastkę podwodnego świata. Myślę, ze po nurkowaniu w Egipcie, już żadne stwory za szyba nie zrobią na mnie wrażenia, ale jak już wspomniałam na bezrybiu i rak ryba.

Morska Londynka