z życia Londynki

Keep smiling!

Ocena użytkowników:  / 4
SłabyŚwietny 

Polacy nie są roześmianym narodem i nie da się zwalić wszystkiego na historię. A przecież śmiech to zdrowie. Wszyscy znają to powiedzenie, a jednak na co dzień o tym zapominamy, bagatelizujemy, a może nie do końca w to wierzymy. Wystarczy popatrzeć na nasze twarze i mamy odpowiedź. Gdy kąciki ust idą w dół to znaczy, że smutas, ponurak, pesymista. 

Nasza skłonność do ponuractwa i narzekania jest oczywista i powszechna. Mimo, że mamy poczucie humoru, śmiejemy się w najgorszych chwilach, tworzymy kawały o naprawdę trudnych sprawach, to daleko nam, chociażby do Anglików , którzy śmieją się tak po prostu, bez powodu, do siebie i innych. W Polsce jak ktoś idzie ulicą i się uśmiecha to wariat i jedyne co przychodzi nam do głowy to powiedzenie „szczerzy się jak głupi do sera”. I to jest błąd! Okazuje się, że nawet nieszczery uśmiech czyli grymas ust powoduje wydzielanie endorfin. W Indiach działa 1800 klubów śmiechu. Ich członkowie spotykają się o 6 rano i śmieją się do rozpuku, bez względu na to czy jest im do śmiechu.

W Stanach Zjednoczonych i w UK (muszę się zapisać!) powstają terapeutyczne grupy śmiechu. Gelotologia (terapia śmiechem), joga śmiechu robią zawrotną karierę na całym świecie. Istnieją kursy dla instruktorów śmiechu, by móc później zawodowo rozśmieszać chorych w szpitalach, dzieci czy pensjonariuszy w domach spokojnej starości. Lekarze potwierdzają, że nie ważne czy udawany czy prawdziwy, grunt, że tak ważny dla całego organizmu. Śmiech poprawia krwiobieg, przyspiesza bicie serca i krążenie krwi, dzięki czemu organizm otrzymuje więcej tlenu, co z kolej poprawia koncentrację, sprawność i refleks. Pobudza układ odpornościowy, hamując wydzielanie hormonów stresu: adrenaliny i kortyzolu. Jak już wspomniałam zwiększa wydzielanie hormonów szczęścia, łagodzi bóle głowy, mięśni i zębów.   Śmiech poprawia nasze samopoczucie,  korzystnie wpływa na stan naszego zdrowia fizycznego i psychicznego. Krótko mówiąc to taki wewnętrzny jogging – masowanie organów wewnętrznych. Niedawno sama miałam okazję się przekonać jak niezwykle działa, gdy Samir (instruktor jogi) zaproponował na koniec zajęć, nie jak zazwyczaj relaks bierny, ale dosłownie kilka minut głośnego śmiechu. Właśnie byłam po delikatnie mówiąc ostrej wymianie zdań z moim lubym więc nie było mi do śmiechu. Podjęłam jednak próbę, najpierw nieśmiało, po chwili głośno, do rozpuku. Potwierdziło się, że jest zaraźliwy – cała sala rżała równo. Udawany przeszedł w prawdziwy, śmiało się całe ciało: usta, oczy, ramiona, ręce, brzuch. Wszytko w środku  mi się  ruszało, aż bolała przepona. Niektórzy się popłakali, inni prawie posikali się ze śmiechu. Wystarczyło parę minut, a całe moje ciało było fantastycznie rozluźnione, co nie zawsze udawało mi się osiągnąć w technikach relaksacyjnych, czy nawet po medytacji. Jeśli jeszcze Was nie zachęciłam do śmiechu, dodam szczególnie dla pań, że odchudza – przyspiesza trawienie i pobudza przemianę materii. Skurcze mięśni wpływają korzystnie na pracę śledziony, wątroby i jelit. Jest namiastką ćwiczeń fizycznych. Podczas śmiechu ruszamy głową, rękami, nogami, całym tułowiem. Panowie – nie prawdą jest, że tylko u kobiet uśmiech podnosi atrakcyjność, a u płci brzydkiej jest oznaką uległości. Ostatnie badania dowodzą, że jest doskonałym narzędziem społecznego wpływu i stanowi ważny element flirtu.

A teraz trochę marzeń

Wprowadziłabym obowiązkowy przedmiot w szkołach podstawowych - śmiechotykę, otworzyłabym nowy kierunek studiów: śmiechologię. Ile złotych zaoszczędził by NFZ, ile funtów NHS, gdyby zaczęto leczyć ludzi śmiechem, przepisywać śmiechowe terapie. Śmiech na receptę dla wyjątkowo opornych. Zmniejszyła by się liczba chorych na raka, cierpiących na choroby układu krążenia, serca, wszystkich chorób związanych ze stresem. Ludzie chorzy mniej by cierpieli (śmiech zmniejsza ból), spadła by ilość osób uzależnionych od „pain-killerów”, a depresja przestałaby być plagą XXI wieku. Zbankrutowałyby wreszcie koncerny farmaceutyczne, sprzedające tonami antydepresanty. Szpitale zamieniłyby się na wczasy ze śmiechem, gdzie każdy chciałby się leczyć. Przychodnie zmieniłyby nazwę na poradnie śmiechu. Praca nad śmiechem była by trendy. Jak grzyby po deszczu rosły by kluby śmiechu, gdzie zamiast do pubów bieglibyśmy w weekendy. Zmniejszyło by się bezrobocie. Kwitłby śmiecho-biznes i powstawałyby nowe miejsca pracy. Od poczucia humoru zależało by przyjęcie do pracy.  Zamiast CV trzeba by rozśmieszyć pracodawcę. W każdej szanującej się firmie zamiast idiotycznych wyjazdów integracyjnych pełnych pijaństwa i  seks-skandali organizowano by obowiązkowe, wyjazdowe dni śmiechu.

Amerykanie od dawna wiedzą, że szeroki uśmiech jest wart miliony dolarów, przynosi sukces i pieniądze, przekonali się o tym handlowcy i akwizytorzy. Specjaliści z „customer service” wiedzą, że każdego upierdliwego klienta z reklamacją można przecież rozbawić, łagodnie rozweselić i zmniejszyć jego agresję. Śmiech łagodzi obyczaje, jest użyteczny w niezręcznych sytuacjach towarzyskich, pomaga w kłótni, zwiększa dystans do trudnych spraw oraz ma niezwykłą zdolność integracji. Uśmiech jest niezastąpionym środkiem komunikacji niewerbalnej. Jest przydatny w miłości, przyjaźni i seksie. Reasumując gdybyśmy się więcej śmiali  bylibyśmy chudsi, sprawniejsi, zdrowsi, szczęśliwsi, bardziej radośni, a przez to zwyczajnie piękni. Apeluję  więc do wszystkich w kraju ojczystym i w Zjednoczonym Królestwie: zamieńmy Prozac na śmiech, nic nie kosztuje, a jak wiele zmienia...( i nie ma skutków ubocznych )

Uśmiechnięta Londynka  

PS . "Dla przeciwwagi wielu uciążliwości życia niebo ofiarowało człowiekowi trzy rzeczy: nadzieję, sen i uśmiech".  - Immanuel Kant