z życia Londynki

Why?

Ocena użytkowników:  / 2
SłabyŚwietny 

Jestem tu ponad rok, a średnio raz w tygodniu zadają mi niewygodne pytanie: - Dlaczego przyjechałaś do UK?. Nie ma to raczej zabarwienia negatywnego, zwykle jest powodowane ludzką ciekawością. Najgorsze jest to, że ja sama nie bardzo umiem opowiedzieć „why?”. Wiem natomiast, które powody mnie nie dotyczą.

Po pierwsze na pewno nie wyemigrowałam z najpopularniejszego powodu czyli ze względów ekonomicznych. Większość naszych rodaków, (ale nie tylko) szuka na wyspie materialnego raju.

Podobno parę lat temu było nieźle, ale prawda jest taka, że obecnie płace są lepsze, ale i koszty utrzymania znacznie wyższe, co niestety obala mit bogacza emigranta. Rzecz jasna jeśli ktoś znajdzie prace co już nie jest takie oczywiste, poszukiwani są specjaliści, a tacy zwykle i w Polsce spokojnie sobie radzą.

Największym obciążeniem finansowym są mieszkania, a właściwie pokoje, choć raczej powinnam użyć słowa klitki, cele itp, nie dość, że za małe dla otyłych to dodatkowo kosztują majątek. Sama mając piękne 3 pokojowe mieszkanie w centrum Warszawy z balkonem oraz garażem podziemny w nowoczesnym bloku tu w Londynie jak sardynka w puszcze gnieżdżę się w małym pokoiku w trzeciej strefie i co ciekawe wynajmuje je za tą samą kasę co chatę w stolicy Polski. Pewnie mi łatwiej znieść rzeczywistość niż inni, którzy przyjechali tu za chlebem. Więc jeśli nie kasa to co? Przygoda, chęć zmiany, ciekawość, przekręcenie wygodnego życia i stabilizacji o 180 stopni. Wyzwanie i chęć udowodnienia sobie, że sama w obcym mieście sobie poradzę. Ucieczka od tego co znajome, trochę nudne, niewygodne i czasem uwiera. Rzucenie się w wir życia, płyniecie pod prąd. Wiek i świadomość, że za kilka lat może mi się po prostu nie chcieć. Pewna odpowiedzialność, że syn już na tyle duży, że może zostać z babcią. Doskonalenie języka, fascynacja wielokulturowością, spotkanie z nowymi religiami, kulturami. Chęć spróbowania nowych smaków, zapachów. Poznanie nowych ludzi, próba patrzenia na świat ich oczami. Nowe zwyczaje, inne święta, inni bogowie. Fascynująca tolerancja w tym wielonarodowościowym tyglu, ale też rasizm, przemoc, narkomania, alkoholizm i cała ciemna strona emigracji, która z pewnością jest tematem na oddzielny artykuł. Ale - wracając do tematu - może to wolność i niezależność przywiodła mnie tu, po latach spędzonych w korporacji. Wrodzona ciekawość świata, ambicja, „zadaniowość” i ciągła praca nad samorozwojem. Albo to, co jako żart mówiłam do koleżanek, że łatwiej znaleźć fajnego faceta w 15 milionowym mieście niż w 3 milionowej Warszawce. Samiec rzeczywiście się znalazł (i to właściwie sam przydreptał nawet nie musiałam go szukać), ale zgodnie z regułą, że z mężczyznami jak z autobusami, jeden odjeżdża, a drugi przyjeżdża i w ojczyźnie by się objawił (tym bardziej, że jako patriotka ostatecznie wybrałam dobre bo polskie). Pewnie znalazło by się jeszcze milion powodów, choć wszystkie samą mnie nie przekonują, gdyby nie pewne olśnienie. Odkryłam go za sprawą mojego znajomego, który jak na nieskomplikowaną osobę przystało zapytał „co masz tu czego nie miałaś tam?”. Odpowiedz okazała się taka prosta. Nie bójcie się nie zostawię Was w niepewności i zdradzę Wam swój sekret związany z emigracją. W UK mam plazmę! Na dodatek markową i nie ważne, że kupiłam ją okazyjnie, przypadkiem od kolegi z pracy, tylko dlatego, że stare pudło (znalezione na śmietniku) wielkości malucha (fiata 126p) w nowym pokoju się zwyczajnie nie mieściło, a poza tym nikt nie chciał go wnieść na 2 piętro. Teraz jestem spokojna, szczęśliwa i nie dość, że znam sama odpowiedź dlaczego zdecydowałam się zasilić szeregi Polaków w UK, to na dodatek nie zastanawiam i głupio nie uśmiecham jak po raz tysięczny zadają mi to trudne pytanie. Walę teraz prosto z mostu... by mieć plazmę.

Londynka

PS. Pamiętajcie najlepsze odpowiedzi są zwykle proste, banalne, a często zaskakujące i to my sami niepotrzebnie wszystko komplikujemy.