z życia Londynki

Nowe usta na...Komunię

Ocena użytkowników:  / 2
SłabyŚwietny 

Podsłuchana w warszawskim tramwaju rozmowa, o tym czy mamusia powinna sobie zrobić nowe usta na Komunie córki, a może przy okazji (pewnie będzie rabat) zmniejszyć córci nos. Czyli teraz zamiast komunijnych zegarków, BMX, laptopów, „ajpadów”, będą nowe nosy, uszy, a - co u bardziej rozwiniętych - może inne wystające części?

Podobno jest wiosna. Przypominają mi o tym kolorowe magazyny dla kobiet. Pełno w nich porad jak zadbać o skórę i włosy po zimie. Jakie preparaty są nowością, jakie zabiegi niezbędne, by wyglądać pięknie i świeżo. Co odżywić, co nawilżyć, co odtłuścić. Jak pozbyć się cellulitu, jak unikać „pajączków”, jak pozbyć się trądzika. Zmienia się skład preparatów, kosmetolodzy wymyślają nowe zabiegi, by się odmłodzić, odmienić, ulepszyć.

Nauka i technologia pozwala na używanie nowych urządzeń. Lasery, które kiedyś ratowały życie, dziś modelują i upiększają. Medycyna estetyczna (a -w zasadzie - przeróżne zabiegi zorientowane głównie na profilaktykę starzenia się skóry, oraz działania rekonstrukcyjne, mające odtworzyć stan wcześniejszy) weszła nie tylko na salony, jest głównym tematem telewizji śniadaniowej oraz brukowców. Przestała być marzeniem przeciętnego Kowalskiego, a dla niektórych z show biznesu (z polityką włącznie) stała się wręcz obowiązkiem.

Jak już pisałam byłam tydzień w Polsce, gdzie oglądałam rodzimą telewizję, dodam tylko, że w UK jej nie oglądam. Jaki było moje zdziwienie, gdy po roku prawie nie poznałam niektórych celebrytów, dziennikarzy i aktorów. Rzecz dotyczyły obu płci. W zasadzie nie mam nic przeciwko temu, by ludzie za własną kasę poprawiali sobie to i owo. Jeśli to im pomoże i zatrzyma czas, choć na parę miesięcy albo na rok zmieni samopoczucie - czemu nie. Niestety z przykrością muszę stwierdzić i nie chcę wymieniać nazwisk, że efekty są tragiczne. Podkreślam, że to moja bardzo subiektywna opinia. Nie chcę nikogo urazić, ale przykro mi gdy znana z dystansu do siebie i fantastycznego poczucia humoru, nie najmłodsza w prawdzie, ale wyrazista, inteligentna Pani, występująca w programach telewizyjnych nagle wygląda inaczej, wcale nie lepiej, a do tego z trudem mówi i męczę się razem z nią jej słuchając. I pytam po co, czy nie lepsza naturalność, godne starzenie, zmarszczki mimiczne, świadczące o usposobieniu. Czemu nie podziwiać doświadczenia, mądrości życiowej, której nabywa się właśnie z upływem lat. Czy każda prezenterka musi mieć usta jakby ją użądliła pszczoła i na dodatek często tylko w jeden kącik? Czy te Panie i Panowie nie widzieli nigdy tym razem posłużę się nazwiskiem Donatelli Versace, która wg mnie powinna być pokazywana każdemu przed zabiegiem medycyny estetycznej. Paraliż mięśni spowodowany przez botox czyli nic innego jak jad kiełbasiany robi z twarzy maskę bez emocji. Wiem, że są nowe zabiegi jak kwas hialuronowy, który występuje naturalnie w naszym organizmie i decyduje o sprężystości, elastyczności i gładkości skóry. Dzięki swoim higroskopijnym właściwościom (cząsteczka kwasu wiąże 40 razy więcej wody niż sama waży) pozwala utrzymać właściwy stopień nawilżenia tkanek i można podawać praktycznie w każde miejsce na ciele. Moja znajoma kosmetyczka twierdzi, że to najlepsze i odgraża się, że go sobie wstrzyknie, a mówi to zjadając kolejne ciastko z kremem. Poleca też mezoterapie igłową i osocze bogato-płytkowe, czyli w skrócie pobranie naszej krwi, odpowiednie jej „zamieszanie” tylko po to by wstrzyknąć ją z powrotem w odpowiednie miejsce. A wszystko by oszukać czas, otoczenie i poniekąd siebie. Szczytem była podsłuchana w warszawskim tramwaju rozmowa o tym czy mamusia powinna sobie zrobić nowe usta na Komunie córki, a może przy okazji (pewnie będzie rabat) zmniejszyć córci nos. Czyli teraz zamiast komunijnych zegarków, BMX, laptopów, „ajpadów”, będą nowe nosy, uszy, a - co u bardziej rozwiniętych - może inne wystające części?

Dla mnie to wszystko jest bez sensu. Osobiście uważam, że skóra, a właściwie całe nasze ciało jest obrazem naszego ogólnego stanu zdrowia, czyli jedynie kompleksowe dbanie może coś zmienić. Powiem więcej jestem pewna, że dieta, ruch, harmonia, udane życie seksualne, dobre związki, satysfakcjonująca praca, medytacja czy modlitwa zdziałają więcej niż najdroższe zabiegi. Straszny mi banał wyszedł, bo przecież wszyscy to wiedzą, a i tak nie wymieniłam wszystkiego. Dlatego też ja nie podniosę sobie powiek, nie usunę tłuszczyku z brzucha, nie spłycę zmarszczek (jak się pojawią), nie wszczepie włosów, a przynajmniej teraz tak myślę. Ja będę chodzić na Zumbę, więcej spacerować, czy w ciszy pomodlę się w Polskim kościele na Ealingu. Jak zwykle będę jadała owsiankę, smarowała twarz oliwą z oliwek, jadła dużo surowych warzyw i owoców. Będę zmuszała partnera by zrobił mi masaż i kusiła, by robił inne przyjemności. Postaram się myśleć pozytywnie, być życzliwa dla innych i śmiać jak najwięcej, nie zważając, że od tego mogą pojawić się zmarszczki wokół oczu. Albo stanie się to niechcący. Dam przykład: ostatnio przez kilka miesięcy zajadałam się mieszanką: szpinak, rukola i rukiew wodna, głównie dlatego, że oprócz walorów smakowych, to jedyne „glony” (no oprócz jeszcze lodowej, sałaty oczywiście) do którego nie kusi mnie by dodać majonezu, a przy okazji wszystko już umyte i od razu można spożyć. Jakie było moje zdziwienie, gdy w profesjonalnym magazynie poświęconym urodzie, przeczytałam, że właśnie owa rukiew wodna (bardzo modna, do tej pory z tego, że była jako jedna z przekąsek na weselu u Kate i Wiliama) działa wg najnowszych badań jak botoks i jedzona regularnie ujędrnia, napina i spłyca zmarszczki. No i proszę a ja głupia myślałam, że wszyscy mówią, że wyglądam dziesięć lat młodziej, bo schudłam 10 kg (tyle pracy i wyrzeczeń!), a to tylko głupie, zielone zielsko...

Wylaszczona Londynka