IDOL ANALFABETÓW

IDOL ANALFABETÓW

Paweł Tanajno – przedsiębiorca i polityk (PO, Ruch Palikota, DB) bez żenady napisał na...

Dwie Polski, czyli – Plwajmy na tę skorupę

Dwie Polski, czyli – Plwajmy na tę skorupę

Dwie Polski, czyli – Plwajmy na tę skorupę Cmentarz to być może najlepsze miejsce do...

MEDIA - PIERWSZA WŁADZA

MEDIA - PIERWSZA WŁADZA

MEDIA - PIERWSZA WŁADZA     Media żerują na naszej frustracji i strachu, na żądaniu...

A mógł powiedzieć:

A mógł powiedzieć:"Kryśka - znajdź se chłopa!"

Ulubionym zawołaniem posłanki Pawłowicz jest: „Zamknij mordę!”, kierowane do bliźnich,...

Nowa energia, nowa Polska.. z ciocią w tle

Nowa energia, nowa Polska.. z ciocią w tle

Musiał minąć ponad tydzień, żebym nabrał dystansu do wydarzeń przed Pałacem...

Wypieprzyć Polskę z Unii Europejskiej!

Wypieprzyć Polskę z Unii Europejskiej!

Unia Europejska powinna wywalić Polskę na zbitą mordę, nie bawić się w procedury,...

Przeciw bolszewizacji prawa

Przeciw bolszewizacji prawa

Dzień 16 lipca zapewne przejdzie do historii najnowszej państwa polskiego, ponieważ – w...

PARTIA CZY POLSKA?

PARTIA CZY POLSKA?

PARTIA CZY POLSKA? Jak to możliwe, że system wyborczy tak prosty i jasny jak ordynacja...

Macierewicz to nie wariat – jest znacznie gorzej

Macierewicz to nie wariat – jest znacznie gorzej

Antoniego Macierewicza uważałem do wczoraj za wariata, idealnie wpisującego się do...

Por. Stefan Mustafa Abramowicz - Wspaniały przykład oddania Ojczyźnie

Por. Stefan Mustafa Abramowicz - Wspaniały przykład oddania Ojczyźnie

Por. Stefan Mustafa Abramowicz - Wspaniały przykład oddania Ojczyźnie Ale pomimo...

wielkanoc 2017

wielkanoc 2017

{jcomments on}

UPOLITYCZNIONE SZKOŁY, CZYLI O CO CHODZI Z TYM STRAJKIEM?

UPOLITYCZNIONE SZKOŁY, CZYLI O CO CHODZI Z TYM STRAJKIEM?

UPOLITYCZNIONE SZKOŁY, CZYLI O CO CHODZI Z TYM STRAJKIEM? Protesty grup zawodowych...

Ręce precz od samorządów!

Ręce precz od samorządów!

  Ręce precz od samorządów! Rola samorządów w państwie zależy od całościowej jego...

rżnięcie

rżnięcie

  Krzysztof {jcomments on}

TUSK GWOŹDZIEM DO PISOWSKIEJ TRUMNY

TUSK GWOŹDZIEM DO PISOWSKIEJ TRUMNY

Już wiadomo, że za chwilę PiS będzie fetował swoją klęskę jako zwycięstwo, tym...

PRZEKLĘTY DAR WOLNOŚCI ..... i trochę o drzewach

PRZEKLĘTY DAR WOLNOŚCI ..... i trochę o drzewach

PRZEKLĘTY DAR WOLNOŚCI ..... i trochę o drzewach   „Wolność jest wielkim darem. Nie...

PiS czyli: Poniżać i Szmacić  (cz.I)

PiS czyli: Poniżać i Szmacić (cz.I)

Na Facebooku opublikowałem komentarz dotyczący, cierpiącej na bezjajowość opozycji...

EDUKACJA MARIONETEK

EDUKACJA MARIONETEK

            EDUKACJA MARIONETEK   Społeczeństwa istnieją dzięki posłuszeństwu: wobec...

TYLKO U NAS! Dlaczego PiS popiera wycinanie drzew? Odkrywamy prawdziwe powody.

TYLKO U NAS! Dlaczego PiS popiera wycinanie drzew? Odkrywamy prawdziwe powody.

Najpierw, jak jakiś najgorszy lewak, oburzałem się, na to, że minister Szyszko...

GRUBA BALETNICA, CZYLI EGALITARYZM W EDUKACJI

GRUBA BALETNICA, CZYLI EGALITARYZM W EDUKACJI

GRUBA BALETNICA, CZYLI EGALITARYZM W EDUKACJI   Największym problemem nauczycieli i...

władza

władza

     Krzysztof    {jcomments on}

cywilizacyjne dylematy Europy

cywilizacyjne dylematy Europy

Głośnym ostatnio stał się wywiad Jarosława Kaczyńskiego udzielony niemieckiemu...

mimozy

mimozy

{jcomments on}Krztsztof

„Bolek” czy nie? Nigdy się nie dowiemy

„Bolek” czy nie? Nigdy się nie dowiemy

Wałęsa wszedł już do światowej historii i nic ani nikt go stamtąd nie wymaże, a...

33 tys. znaków na temat szkolnictwa

33 tys. znaków na temat szkolnictwa

„Kwestia szkolna" jest istotną częścią „kwestii polskiej", tego, czym żyjemy i jak...

"W naszym angielskim domu" - Janusz Młynarski

Wstręt lorda do pustej flaszki

Ocena użytkowników:  / 4
SłabyŚwietny 
Warszawskie odwiedziny. Wyglądasz jak dziwka. Kiedy mężczyźnie zależy na kobiecie? Buraczany trunek. Przygoda z lordem Ianem. Szybkie wchodzenie w łeb. Syndrom pustej flaszki. Wyjście bez wyjścia. PiS-dzielenie. Niepisanie z powodu pisania.
Łomajgocie, to ja aż tak długo nic nie pisałem?! Strasznie ten czas zapieprza, a im bliżej człowiek grobu, tym  mija szybciej.

Ostatnio miałem lekką dezorganizację, albowiem przyjechały do nas dwie koleżanki Perełki ze studiów. Nie widziały się całe lata, choć też mieszkały w Warszawie cały czas i niedaleko od siebie. Pozwiedzać i posnuć się po sklepach.

Były mocno rozczarowane, co im zresztą przepowiedziałem, sam nb. też byłem, gdy przyjechałem pierwszy raz, gdzieś na początku lat 90. Wszystko wydawało mi się jakieś mniejsze, bardziej pospolite w zderzeniu z tym, co sobie wyobrażałem, no, ale o tym pisałem już setki razy, więc przystopuję.
Koleżanki przywiozły ze sobą mężów, którzy jakoś do nich nie pasowali, one ładne, inteligentne, a oni mrukliwi, niezadowoleni jacyś, podenerwowani. Jeden bez przerwy ruszał nogą, a drugi bawił się kluczykami, ale chyba nie od samochodu, bo przylecieli samolotem, chyba że to były kluczyki od samolotu. Zastanawiałem się nad tym, co im dolega i szybko zdiagnozowałem, o co chodzi.

Żona z mężem w sklepie

Co może drażnić faceta, który ma perspektywie wyjście z żoną na tzw. miasto? No oczywiście, że łażenie po sklepach! Rozumiałem tych biedaków. - Kochanie, wejdź tu na chwilę. -krzyczy z przymierzalni – podoba ci się ta bluzka.
-Podoba się. - odpowiada znudzonym głosem facet i wychodzi.
A zobacz tę spódniczkę. Dobrze mi w niej?
=Taaak, dobrze ci.
-A może czerwona byłaby lepsza? Ładnie mi jest w czerwonym, ale czerwony teraz niemodny. Czy ja wiem... słuchaj... idź przynieś mi czerwoną albo nie przynieś mi tamtą czarną sukienkę.
Facet przynosi, a ona:
-To nie ta, ja chciałam tę bez koronki.
Później woła go znów, żeby jej zamek z tyłu zaciągnął, za chwilę, żeby osądził, czy dobrze leży ta czarna i czy nie za krótka, czy nie wygląda w niej jak dziwka. -Wyglądasz. - mówi facet, ale w myślach, bo gdyby powiedział głośno, to musiałby znów śmigać po sklepie w poszukiwaniu dłuższej. Wystarczy taki epizodzik pomnożyć razy „x” i mamy obraz gehenny, która czeka nieszczęśnika. Ja nigdy na coś takiego, żadnej pani nie pozwoliłem, zawsze stanowczo odmawiałem, choć zdawałem sobie, że to podle egoistyczne, bo przecież zakupy, przymierzanie, to jedna z niewielu przyjemności, jakich mogą doświadczyć kobiety.
Jednak ja odradzam paniom ciągania swoich mężczyzn po sklepach odzieżowych, obuwniczych itp. Chyba że w początkowej fazie znajomości, kiedy ta znajomość nie została jeszcze skonsumowana, czyli przed drugą randką. Wtedy jeszcze mężczyźnie zależy na kobiecie, a ściślej na jej ciele i zrobi wszystko, nawet 100 sklepów z nią zaliczy.
Nie zauważyłyście tego, drogie panie, że z upływem czasu, już po tej konsumpcji, facet staje się mniej chętny do takich wypraw, coraz mniej... coraz mniej, aż wreszcie zaczyna się wykręcać. No, chybachyba że się boi -jest pod pantoflem albo na utrzymaniu kobiety.

Whisky buraczana

Tym właśnie, czyli perspektywą towarzyszenia małżonkom tłumaczyłem ich przygnębienie. Stare porzekadło mówi, że „na frasunek dobry trunek”. Miałem jeszcze pół butelki „Jacka Danielsa” i całą „Bells' a”. Postawiłem na stole, przyniosłem szklanki i zaproponowałem spożycie owych darów bożych. Tymczasem faceci się skrzywili – bourbona, to oni nie lubią, a „Bell' s” jest im kompletnie nieznany, więc też dziękują.
-Gdybyś miał „Balantine' s”, to co innego. -powiedział jeden z nich.
-„Balantines”, to whisky dla buractwa. -odrzekłem urażony ich słowami – Do szpanowania,a ja piję to, co lubię, bo przecież nie będę sam przed sobą szpanował.
Spojrzeli po sobie, wykrzywiając ironicznie usta. Lepsi goście, założę się, że to mnie wzięli za buraka, a przecież nawet Lord Ian S., zawsze mi powtarzał, że „Bell's” i „Grant”, najbardziej mu smakują.

Przygoda z arystokratą

Z tym Ianem, to ciekawa historia. To był rok 2000 chyba, mieszkałem wtedy Oksfordzie, u znajomego, rzeźbiarza Allana, zaproponował mi mieszkanie u siebie, w zamian za to, że przypilnuję mu domu i lokatorów. Dom był świeżo zakupiony i na kredyt, który należało, niestety, spłacać. Allan dostał pracę w Atlancie w USA, na jakiejś tamtejszej uczelni plastycznej, jako wykładowca, za jakieś niesamowite pieniądze, a wcześniej ta uczelnia zakupiła jego prace. W ogóle się nie zastanawiałem i jeszcze tego samego dnia się wprowadziłem.
Wieczorem, w kuchni poznałem współlokatorów, byli to Andrew student prawa na Oxford University, Hannah – studentka farmakologii tamże oraz Patricia, Kanadyjka, która robiła jakieś studia podyplomowe z archeologii, również na OU.
Byli bardzo mili, a gdy się dowiedzieli, że jestem Polakiem, to stali się jeszcze milsi. Koniecznie chcieli powiedzieć coś miłego o Polsce, ale dla nich było to „f**king nowhere”.
Ze współczuciem patrzyłem na te ich męki, jak usilnie grzebią w pamięci, żeby znaleźć, choćby jakiś okruch wiedzy o mojej ojczyźnie, bym nie odniósł wrażenia, że to jest dla nich „nowhere”, żeby mi przykro nie było. Wcale mi nie było, ale nagle Andrew tryumfalnie wykrzyknął: - Walesa, „Solidarity”, martial law, Jaruzelski, John Paul the Second, Sobieski, Polish pilots - a później jeszcze:- Polański Kieślowski, Wajda, Skolimowski!
Skończywszy wyliczankę, wybiegł nagle z kuchni, ale zaraz wrócił z butelką wina.

Po tygodniu byliśmy już jak bliska rodzina. Ja miałem sporo wolnego czasu, więc zająłem się zaniedbanym ogrodem, w przerwach brzdąkałem na gitarze albo odświeżałem umiejętność gry na skrzypcach, ale tu wspomagałem się już alkoholem, bo na trzeźwo bałem się profanować instrumentu. Po dwóch szklankach moje palce nabierały giętkości, która – niestety – uchodziła wraz z metabolizowaną whisky. Kiedy właśnie przygotowywałem się do rzępolenia, wchłaniając stosowny trunek, nadszedł Andrew, pochwalił moje ogrodnicze osiągnięcia i oznajmił, że chciałby mnie zaprosić na rejs łodzią po kanałach oplatających Oksford. Ucieszyłem się, bo zawsze tego chciałem, ale nigdy nie udawało mi się trafić na jakąś wolną łódkę, natomiast on, jako student miał możliwość wypożyczenia takowej z uniwersyteckiej przystani. Z tej okazji polałem mu solidnie i Andrew strasznie się rozgadał. Dowiedziałem się, między innymi, że Hannah jest córką lorda S. spadkobiercy wielkiej fortuny słynnej rodziny, która w XIX i XX wieku miała kilka fabryk produkujących rowery, samochody, motocykle. Zaskoczyło mnie to, ponieważ Hannah była skromną, niewyróżniającą się niczym szczególnym - poza wzrostem, ponad 190 cm – osobą. Wydawało mi się, że studenci z arystokratycznych rodów wynajmują tu raczej jakieś luksusowe rezydencje i nie zadają się plebsem. Andrew, choć z arystokracją nie miał nic wspólnego, to wiedzy na jej temat mu nie brakowało. Arystokraci brytyjscy bardzo dbają o to, żeby nie afiszować się swoją zamożnością, należy to, do bardzo złego tonu. Ubierają się skromnie, często niedbale, oczywiście wyłączywszy jakieś szczególne uroczystości, bywa nawet i tak, że niektórzy ukrywają się pod przybranymi nazwiskami, za wiedzą władz uczelni - rzecz jasna. Mieszkają wraz ze zwykłymi ludźmi, dorabiają roznoszeniem ulotek, innymi pracami, a najczęściej angażują się charytatywnie.

Byle w łeb szybko szło

Kilka dni później zajechał przed dom granatowy, sportowy kabriolet MG. Wysiadł z niego szpakowaty, szczupły, wysoki, może dwumetrowy mężczyzna, w nieco za obszernej, czarnej marynarce, błękitnej koszuli i takichże dżinsach. Widać było, że chodzenie sprawia mu sporą trudność, wyjął z samochodu składaną laskę i podpierając się nią, ruszył w kierunku naszego domu. Domyśliłem się, że może, to być ojciec Hannah, nie tylko z powodu wysokiego wzrostu, lecz również wydatnej szczęki, którą po nim musiała odziedziczyć. Otworzyłem drzwi, zanim zdążył zadzwonić. Przedstawił się. Moje domysły okazały się słuszne, to był jej ojciec. Od powrotu Hannah z uczelni dzieliły nas dwie godziny, zaproponowałem mu więc przejście do ogrodu, gdzie o tej porze dnia panował przyjemny cień. Z trudem usiadł na krześle, tłumacząc, że gnębi go problem z kręgosłupem.
Zaczęliśmy rozmowę tradycyjnie, czyli od pogody, a później o tym, jak podoba mi się w UK. Kiedy wyczerpaliśmy już temat, mężczyzna wskazał na butelkę whisky i zapytał, czy to moja. Odrzekłem, że tak. Zainteresował się: - Pijasz tylko „Bell'sa, czy również jakieś inne whisky?
Miałem zamiar odpowiedzieć, że wszystko mi jedno co piję, byle szybko szło w łeb i dobrze trzepało, ale nie chciałem wyjść na buraka. Tak się jednak złożyło, że „Bell's” najbardziej mi podchodził, więc od dłuższego czasu, jeśli miałem ochotę się napić, to właśnie tę whisky kupowałem.
Ian, bo tak miał na imię ojciec Hannah, zapytał, dlaczego ją tak szczególnie sobie upodobałem? Odparłem, że jest bardzo łagodna i nie śmierdzi magazynem zbożowym, co go bardzo rozśmieszyło. Dodałem jeszcze, że lubię Glenmorangie, ale jest stanowczo za droga dla mnie.

Wstręt lorda do pustych flaszek

Patrzyłem na stojącą na stole butelkę i oceniłem w myślach, że z trudem udałoby się z niej wydusić więcej, niż jedną pełną szklankę, ale zaproponować wypada.
-Tak, to bardzo dobra whisky, choć wymieszana z trzech słodów.
-Może więc wypijemy te ostatki, bo nie znoszę widoku niedopitych trunków. - zaproponowałem.
Zaśmiał się i powiedział:- A ja nie znoszę widoku pustej butelki. - po czym dodał: - Ok, chętnie, chociaż o tej porze raczej nie pijam.
Wyszedłem do kuchni i wróciłem z czystymi szklankami. Ochoczo chwyciłem za butelkę, ale zanim polałem, spytałem, co z samochodem, przecież nie pojedzie pod wpływem, ale Ian wyjaśnił mi, że zatrzymał się w hotelu, więc nie ma problemu.
Szybko uwinęliśmy się z tą whisky i wtedy on wyjął z kieszeni marynarki kluczyki od samochodu i powiedział: -Wybacz mi drogi chłopcze, ale gdybyś mógł przynieść z bagażnika butelkę „Bell'sa”, byłbym ci bardzo wdzięczny, bo zanim ja się tam dowlokę, to miną całe wieki.
Wykończyliśmy ją już w towarzystwie Andrewa, który dołączył do nas po wykładach.
Później jeszcze wiele razy miałem okazję pokrzepiać się w jego towarzystwie tą whisky, którą wzgardzili goście z Warszawy.

Przyjaźnie dobite i niedobite

Dzięki wizycie Perełkowych gości miałem okazję naocznie i „nausznie”, przekonać się, jak wielkie różnice światopoglądowe panują pomiędzy Polakami, jak skrajnie różne jest podejście do polityki prowadzonej przez obecny rząd. Obie panie były usposobione anty-pisowsko, a ich mężowie na odwrót. Panie naśmiewały się z teorii zamachu, a panowie za wszelką ceną próbowali udowadniać – choć, jak i one, nie byli fachowcami od badania katastrof lotniczych. Ja raczej starałem się nie włączać w te dyskusje, wiedząc już doskonale, jak zajmowanie stanowiska, w tej czy innej kwestii dotyczącej politycznych działań PiS - bo w sumie wszystkie są polityczne – może zrujnować wszelkie układy, Od koleżeńskich począwszy, na rodzinnych skończywszy.
Sam straciłem kilkanaścioro koleżanek i kolegów tylko dlatego, że krytykowałem PiS, ale jakoś nie zwrócili uwagi na to, że równie krytycznie odnosiłem się PO. Pomimo tego, nadal cieszę się przyjaźnią tych drugich, a z tych pierwszych, to już tylko niedobitki pozostały. Bardzo mi smutno tego z powodu. Ja, w każdym razie, nigdy tak nie zareagowałem i nie przewidują takich reakcji w przyszłości.
Dlaczego nie może być tak, jak tu, w Wielkiej Brytanii, gdzie różnice światopoglądowe, nawet wśród małżonków bywają skrajne, a jednak nie mają wpływu na tzw. życie codzienne. To samo dotyczy układów towarzyskich – wśród przyjaciół również unika się dyskusji na tematy polityczne, głównie dlatego, by nie razić drugiej strony, takie rzeczy zostawia się politykom, publicystom. W trzecim tygodniu pobytu naszych gości w Londynie było pomiędzy nimi tak fatalnie, że przestali się do siebie w ogóle odzywać, tzn. żony do mężów, mężowie do żon. No cóż, właśnie o to chodzi Kaczyńskiemu, dzielić i szczuć, szczuć i dzielić. Wychować sobie fanatyczny elektorat, ludzi, którzy pójdą za nim, choćby po to, żeby żonie, mężowi, kumplowi, sąsiadowi zrobić na złość.

Wychodzić, żeby nie wyjść

Od początku twierdziłem, że brytyjski rząd będzie robił wszystko, żeby do BREXIT nie doszło. Cameron nie przewidział, że grając va banque z Nicolasem Farage, polegnie razem z nim. Były już premier, liczył na to, że w referendum większość Brytyjczyków opowie się za pozostaniem w Unii Europejskiej, a tu „zonk”. Jednak ciągle się zastanawiam, dlaczego Cameron przyśpieszył referendum, które miało się odbyć, według pierwotnych założeń w czerwcu 2017 roku? Miałby rok na ugłaskanie „brexitowców”. Teraz nowa premier Theresa May, musi robić z gęby cholewę – najpierw twarde „wychodzimy”, „szanujemy wolę większości”, a teraz odkręcanie całej sprawy, szukanie kruczków prawnych po to, żeby wyłgać się BREXIT. Kiedyś postawiłem tezę, niezbyt oryginalną zresztą, iż nie ma znaczenia, co naród brytyjski myśli sobie o UE, wyjściu z niej, lub pozostaniu, ponieważ bardziej liczy się to, czy globalnej finansjerze BREXIT się opłaci, czy nie? Skoro obecny rząd chce się z BREXIT wyłgać, to znaczy, że globalistom się to nie opłaca i „nie pomoże święty Boże” - jeśli im pasuje UK w UE, to tak będzie! A widać, że pasuje.

Nie pisałem, bo...pisałem

Długo nic nie pisałem, ale nie tylko goście mi w tym przeszkodzili, lecz również dlatego, że dużo...pisałem. Pozaczynałem mnóstwo tekstów komentujących głównie polską i europejską rzeczywistość, ale zbyt dużo tych, złych wydarzeń na, jak moją głową, poza tym teksty te, były bardzo stronnicze, emocjonalne, momentami pełne nienawiści. Poza tym zacząłem pisać powieść kryminalną. Spisałem już 60 stron i szlag je trafił, bo wcisnąłem coś, czego wciskać nie powinienem, i wszystko zostało zmiecione z twardego dysku. No i dobrze, choć Perełka szczerze żałuje, bo jej się podobało, a liczę się z jej opinią, ponieważ ona czytuje wyłącznie dobrą literaturę. No, ale nic to, zaczynam od nowa. Może nawet to i lepiej, bo gdzieś tak w okolicach 50. strony uznałem, że lepiej by mi szło, gdybym pisał w pierwszej osobie, a nie w trzeciej, więc musiałbym przerabiać, a to bardziej męczące niż pisanie od nowa. Cdn.
Janusz Młynarski

Komentarze   

 
supertłumacz
0 #2 supertłumacz 2017-02-04 10:44
Trafne obserwacje Autora wywołały u mnie wiele skojarzeń.

Zacznę od najbardziej bieżących.
dwumetrowy mężczyzna, w nieco za obszernej, czarnej marynarce, błękitnej koszuli ...
W Polsce to niemożliwe. Pod kilkoma względami jestem ponadwymiarowy, a rynek polski jest nastawiony na zabiedzone społeczeństwo, takie żeby koszty lokalowe dla MacDonaldsów były jak najniższe dzięki ograniczeniu powierzchni kuchni, karłom łatwiej przeciskać się między kotłami. . Trochę lepiej jest w Republice Czeskiej gdzie zaspokajam swoje nietypowe potrzeby - skarpety, bielizna, koszule, marynarki, duże parasole dla VIP itp.

Ciekawsze jest porównywanie znajomych z Polski i ich zachowania poza Polską.

Pod koniec lat 90 - tych wybraliśmy się z Żoną do Szwecji, gdzie wyszły za maż jej trzy najlepsze przyjaciółki
1. Od przedszkola
2. Od szkoły średniej
3, Ze studiów.
Dwie pierwsze dobrze znałem, bo często odwiedzały swoje rodziny w Polsce, a ja byłem zmuszany wtedy do roli kierowcy, odbioru z lotniska itp. O dziwo, zaproszenie i gwarancję zakwaterowania uzyskaliśmy od tej trzeciej.. wszystkie mieszkały w Sztokholmie.

Pojechaliśmy promem dużym samochodem bo liczyłem że podzielą się z Żoną zawartością swoich szaf. Podobnie jak w Kanadzie powszechne jest wykorzystanie nachylenia zbocza w architekturze - z jednej strony dom ma 4 lub 5 kondygnacji (z garażami), z przeciwnej tylko dwie np. w dzielnicy Huddinge. . .Jako kierowca zwróciłem uwagę na powszechny w Skandynawii asfalt - czarny pumeks (półprzepuszcza lny, o wysokiej przyczepności, śnieg na nim błyskawicznie topnieje). .

Zapraszające małżeństwo prowadziło działalność gospodarczą. Ciężko pracowali bez urlopów przez kilka lat i mieli plany zostawienia domu pod naszą opieką na okres wakacji na Cyprze. Okres próbny dla mnie został skrócony do jednego dnia bo po zwiedzaniu starówki i zafundowaniu im obiadu w eleganckiej ale taniej chińskiej restauracji zaproponowałem (bez mapy!) powrót do domu inną , lepszą, nieznaną im drogą. Jeszcze przez 3 dni panie przekazywały sobie obowiązki pani domu, a ja tymczasem poszukiwałem najdroższego klubu brydżowego.

Ograniczenia w sprzedaży alkoholu na promie dotyczyły przede wszystkim ilości opakowań. Oczywiście nabyłem wyłącznie największe i najlepsze jakościowo (Johny Walker , black label) . Z Polski zabraliśmy dużo rosyjskich prezentów - np. maszynki do masażu, żywica z sosny syberyjskiej do sauny, solidnych, ale kupionych za grosze na Stadionie Dziesięciolecia . .

Były to moje najlepsze wakacje w życiu. Nie bez znaczenia dla mego humoru był wynik finansowy moich gier karcianych. Klub mieścił się w samym centrum, przy moście. podobnym do Poniatowskiego. Od wysokiego wpisowego zostałem zwolniony jako autor licznych artykułów w prestiżowym amerykańskim miesięczniku The Bridge World. Darmowy parking na dole, a na górę trzeba było wejść po schodach bez windy około 30 metrów. Wracaliśmy do Polski wioząc ,około 100 kilogramów oliwek zakupionych w pakistańskich sklepach i nieco mniejszą ilość egzotycznych przypraw.

Obserwacje socjalne identyczne jak u Autora - im wyższa klasa społeczna, tym bardziej bezpretensjonal ni i tym niższe oczekiwania. Wielopokoleniow y dostatek powoduje podwyższenie przeciętnego wzrostu - w klubie brydżowym było prawie jak na zebraniu koszykarzy.

Był jeszcze jeden plus - te bliższe (...) przyjaciółki nie śmiały mnie fatygować podczas kolejnych pobytów w Polsce.
Cytować
 
 
Xawery
+2 #1 Xawery 2016-12-10 17:20
Świetnie się czyta.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież