Wielkie, wielkie

Wielkie, wielkie "Dziękuję" dla Wojtka Różańskiego

Z wielkim żalem informuję, że Wojtek Różański, zakończył współpracę z „The Polish...

Ulice będą nasze

Ulice będą nasze

Ulice będą naszeW Polsce nie ma protestów obywatelskich.Zawsze gdy ludzie wychodzą na...

NIEDOJRZAŁE SPOŁECZEŃSTWO

NIEDOJRZAŁE SPOŁECZEŃSTWO

NIEDOJRZAŁE SPOŁECZEŃSTWO, czyli siedź cicho głupi „Społeczeństwo polskie jest...

W niebie Maroka

W niebie Maroka

W niebie Maroka Dwa bilety na samolot. Od Wizzair. Prawie za darmo! W marcu polecimy! ...

Powrót do Jedwabnego

Powrót do Jedwabnego

Powrót do JedwabnegoKoniec pewnej historii zawsze jest – jak wiadomo – początkiem innej...

Siwy Dym

Siwy Dym

Siwy Dym   Obecnie obowiązująca ordynacja w wyborach do sejmu z jej listami...

Czołem, Panie Kapitanie!

Czołem, Panie Kapitanie!

CZOŁEM PANIE KAPITANIE 25 maja 2017 roku był dniem w którym kolejny raz zakończyło się...

IDOL ANALFABETÓW

IDOL ANALFABETÓW

Paweł Tanajno – przedsiębiorca i polityk (PO, Ruch Palikota, DB) bez żenady napisał na...

Dwie Polski, czyli – Plwajmy na tę skorupę

Dwie Polski, czyli – Plwajmy na tę skorupę

Dwie Polski, czyli – Plwajmy na tę skorupę Cmentarz to być może najlepsze miejsce do...

MEDIA - PIERWSZA WŁADZA

MEDIA - PIERWSZA WŁADZA

MEDIA - PIERWSZA WŁADZA     Media żerują na naszej frustracji i strachu, na żądaniu...

A mógł powiedzieć:

A mógł powiedzieć:"Kryśka - znajdź se chłopa!"

Ulubionym zawołaniem posłanki Pawłowicz jest: „Zamknij mordę!”, kierowane do bliźnich,...

Nowa energia, nowa Polska.. z ciocią w tle

Nowa energia, nowa Polska.. z ciocią w tle

Musiał minąć ponad tydzień, żebym nabrał dystansu do wydarzeń przed Pałacem...

Wypieprzyć Polskę z Unii Europejskiej!

Wypieprzyć Polskę z Unii Europejskiej!

Unia Europejska powinna wywalić Polskę na zbitą mordę, nie bawić się w procedury,...

Przeciw bolszewizacji prawa

Przeciw bolszewizacji prawa

Dzień 16 lipca zapewne przejdzie do historii najnowszej państwa polskiego, ponieważ – w...

PARTIA CZY POLSKA?

PARTIA CZY POLSKA?

PARTIA CZY POLSKA? Jak to możliwe, że system wyborczy tak prosty i jasny jak ordynacja...

Macierewicz to nie wariat – jest znacznie gorzej

Macierewicz to nie wariat – jest znacznie gorzej

Antoniego Macierewicza uważałem do wczoraj za wariata, idealnie wpisującego się do...

Por. Stefan Mustafa Abramowicz - Wspaniały przykład oddania Ojczyźnie

Por. Stefan Mustafa Abramowicz - Wspaniały przykład oddania Ojczyźnie

Por. Stefan Mustafa Abramowicz - Wspaniały przykład oddania Ojczyźnie Ale pomimo...

wielkanoc 2017

wielkanoc 2017

{jcomments on}

UPOLITYCZNIONE SZKOŁY, CZYLI O CO CHODZI Z TYM STRAJKIEM?

UPOLITYCZNIONE SZKOŁY, CZYLI O CO CHODZI Z TYM STRAJKIEM?

UPOLITYCZNIONE SZKOŁY, CZYLI O CO CHODZI Z TYM STRAJKIEM? Protesty grup zawodowych...

Ręce precz od samorządów!

Ręce precz od samorządów!

  Ręce precz od samorządów! Rola samorządów w państwie zależy od całościowej jego...

rżnięcie

rżnięcie

  Krzysztof {jcomments on}

TUSK GWOŹDZIEM DO PISOWSKIEJ TRUMNY

TUSK GWOŹDZIEM DO PISOWSKIEJ TRUMNY

Już wiadomo, że za chwilę PiS będzie fetował swoją klęskę jako zwycięstwo, tym...

PRZEKLĘTY DAR WOLNOŚCI ..... i trochę o drzewach

PRZEKLĘTY DAR WOLNOŚCI ..... i trochę o drzewach

PRZEKLĘTY DAR WOLNOŚCI ..... i trochę o drzewach   „Wolność jest wielkim darem. Nie...

PiS czyli: Poniżać i Szmacić  (cz.I)

PiS czyli: Poniżać i Szmacić (cz.I)

Na Facebooku opublikowałem komentarz dotyczący, cierpiącej na bezjajowość opozycji...

EDUKACJA MARIONETEK

EDUKACJA MARIONETEK

            EDUKACJA MARIONETEK   Społeczeństwa istnieją dzięki posłuszeństwu: wobec...

"W naszym angielskim domu" - Janusz Młynarski

Obsunięta świnka, czyli wybrzuszona nienawiść pod prawym żebrem

Ocena użytkowników:  / 2
SłabyŚwietny 
Szkodliwość niepalenia. Dom otwarty dla muzułamanów. Sąsiad whisky i czosnek. Wielkie oczy doktor Mitry. Kobieta z Porsche' wygraża. Pieprzenie na przewijce.

Zły jestem na siebie, bo rzadko wychodzę z domu. Większość czasu spędzam na tapczanie słuchając muzyki, czytając, czasem pisząc. Wstaję jedynie w celu łazienkowym albo po to, by pograć na pianinie, lub się pożywić.

Od dziś jestem jeszcze bardziej zły na siebie, ponieważ przeczytałem gdzieś, że ludzie, którzy przebywają w pozycji siedzącej przez co najmniej osiem godzin, długo nie pożyją, a chciałbym jeszcze pożyć.

Pocieszałem się, że mnie to nie dotyczy, ponieważ ja ani chwili nie spędzam w pozycji siedzącej nie licząc momentów poświęconych na załatwienie wiadomo jakich spraw, więc głównie leżę. Kiedy powiedziałem to Perełce, oświadczyła, że jestem idiotą, bo nie chodzi o pozycje, lecz brak ruchu, niedotlenienie i, że namiętne palenie jeszcze bardziej przybliża koniec mojej ziemskiej egzystencji.

Gdy to słyszę, zawsze podaję mój ulubiony przykład na szkodliwość niepalenia, oraz aktywności fizycznej, opowiadając o pewnym znajomym, który nie palił, zdrowo się odżywiał, nie pił kawy i herbaty, codziennie biegał, śmigał na rowerze i zmarł na raka płuc w wieku lat, niespełna 40. I zaraz dodaję kolejną opowieść -przykład, o moim dawnym sąsiedzie, który palił od 13. roku życia, wcześnie zaczął pić, codziennie wypijał na czczo setkę spirytusu i dopiero wówczas przystępował do śniadania, które według dzisiejszych standardów jest absolutnie niezdrowe, co najmniej tak, jak „British breakfast”. Dodam, że pan Leopold, bo tak miał na imię ów sąsiad, nie był żadnym menelem, lecz inżynierem górnictwa naftowego, a studia skończył przed wojną we Lwowie. Zmarł w wieku 96 lat, a -jego niepijąca i niepaląca -żona, 20 lat wcześniej.

Perełka zna to na pamięć, toteż gdy zaczynam o znajomym, który młodo zmarł, ona natychmiast reaguje: - Tylko błagam nie zaczynaj z tym facetem, co nie dożył czterdziestki i panu Leopoldzie.

Szczerze mówiąc, trochę się przestraszyłem tej niechybnej, bliskiej śmierci i spojrzałem nawet na rower i „vibrapower” stojące w kącie pokoju, ale na spojrzeniu się skończyło. Pomyślałem, że to i tak dobrze, bo wcześniej nawet nie spoglądałem w tamtą stronę. Obiecałem sobie, że już od jutra zacznę się „sportować” codziennie. Najśmieszniejsze jest to, że w to uwierzyłem, a przecież tyle lat znam siebie, więc powinienem już wiedzieć, ile są warte moje postanowienia.

***

Aha, byłbym zapomniał, zrobiło mi się coś pod lewym żebrem, jakieś wybrzuszenie. Spojrzałem w lustro – dość widoczne. Szybko do internetu i okazało się, że to może być objaw stu milionów chorób. Zadzwoniłem do przychodni – najbliższy termin dopiero za tydzień. OK, nie ma sprawy, jak coś się będzie złego działo, to zadzwonię po karetkę. Perełka stwierdziła, że to kara za moją nienawiść do obcych kultur, za niechęć do Somalijek i innych uchodźców.

Bez przesady z tą nienawiścią -owszem denerwują mnie w sklepach lub autobusach, bo zakłócają mój rytm, ale później wszystko, bardzo szybko mi przechodzi, zresztą towarzysko, to nawet fajne kobity. Co do uchodźców-nigdy nic nie miałem przeciwko nim, natomiast przeciwko „nachodźcom” i owszem. Poza tym moje mieszkanie jest dla muzułmanów w pewnym sensie domem otwartym, nawet rzekłbym -azylem. Pisałem wcześniej o moich sąsiadach – muzułmańskim małżeństwie narodowości hinduskiej. Otóż małżonek trzyma w naszej lodówce flaszkę „Jacka Danielsa” i przychodzi kilka razy dziennie walnąć sobie „drina” bez wiedzy żony, która jest ortodoksyjną muzułmanką i nie toleruje u niego picia alkoholu.

Mamy z Perełką wyrzuty sumienia, bo jego połowica, to wspaniała i mądra kobieta, bardzo życzliwa i przez wszystkich lubiana, ale on też jest super gość, więc mamy zrobić, tym bardziej, że ja nie należę do ludzi asertywnych. Te częste wizyty związane są jednak z pewną uciążliwością, chodzi tu o woń czosnku, dodam, że bardzo intensywną, wydzielaną przez naszego gościa. On zawsze nas przeprasza za tę woń, ale mówi, że musi, by żona nie poczuła odeń alkoholu.

Mieszkający z babcią, młody, niespełna 18. letni Somalijczyk, też do nas zachodzi, ale rzadziej, a powodem jest to, że babcia nie pozwala mu palić zioła w domu i w ogóle palić gdziekolwiek, a u nas mu wolno. Choć mnie częstuje – odmawiam, ponieważ zioło czyni mnie ociężałym i sennym, więc szkoda go dla mnie. Perełka też nie gustuje, choć kiedyś lubiła.

Chłopak jest bardzo grzeczny, miły i uczynny – kiedyś, zaraz po naszym wprowadzeniu się, gdy spotkał nas przed domem, zadeklarował swoją pomoc, gdybyśmy potrzebowali, zastrzegając, że za darmo, że nie szuka żadnej fuchy i wiele razy nam pomógł głównie przy komputerach. Od czasu do czasu zagląda jego brat, który studiuje medycynę, też pali, ale raz na miesiąc. Mówi, że to go „stabilizuje”. Nie bardzo wiem, co on ma na myśli, ale to chyba dobrze, że „stabilizuje”, a nie „destabilizuje”.

***

Dzień mojej wizyty w przychodni był upalny i duszny, nie pomagały wentylatory, ani zimne prysznice brane co pół godziny, wchodziłem pod zimny strumień i nawet w trakcie polewania się pociłem! Do przychodni mam niedaleko, ale to wystarczający dystans, by stracić świeżość. Niby są dezodoranty, ale i one zawodzą w taką pogodę. Dobrze, że u lekarza jest klima.

Tym razem pani doktor nie miała przyciągającego dekoltu i była to zupełnie osoba. Pierwsze skojarzenie, na jej widok, było obrazem Farah Pahlavi, żony szacha Iranu. Piękna kobieta! A oczy, to miała nawet większe od niej. Tym bardziej poczułem się zawstydzony, że jestem taki mokry od potu. Niby wiem, że lekarze z kamienną twarzą badają badają pacjenta, który od roku nie mył zębów, czy nóg lub robią inne badania, po których zwykły człowiek przez tydzień nie spojrzałby na jedzenie, ale mimo tego czułem się skrępowany. Pani doktor miała na imię Mitra, przypomniałem sobie, że tak nazywało się staroperskie bóstwo, choć czczone również w Indiach, a nie tylko na terenie obecnego Iranu. Stawiałem jednak na irańskie pochodzenie lekarki. Zbadała mnie bardzo dokładnie i stwierdziła, że to niegroźna niedyspozycja jelit. Przepisała stosowny medykament zastrzegając, że nie wolno pić alkoholu podczas kuracji. Kiedy wypowiedziała te słowa, poczułem nagłą i nieprzemożoną chęć napicia się, obojętnie czego, byleby był to alkohol. Zawsze tak mam, ale odrzekłem, że jestem wrogiem alkoholu, więc to nie wchodzi w rachubę. - To dobrze, to bardzo dobrze. - powiedziała pani doktor.

Widząc się już oczami wyobraźni w pubie przy szklance (podwójnej oczywiście) whisky, zagadnąłem ją jeszcze o imię, dodając, że kojarzy mi się ono ze staroperskim bóstwem. I miałem rację dr Mitra pochodziła z Iranu, to imię to właśnie na cześć owego bóstwa. Urodziła się już w Wielkiej Brytanii, do której zbiegli jej rodzice urzędnicy irańskiego MSZ, po tym jak Chomeini doszedł władzy.

Spocony jak koń po westernie, dolazłem do najbliższego pubu, zamówiłem podwójną whisky z lodem, ale lód się akurat skończył. Barman przepraszał, tłumacząc, że dzisiaj lód, z powodu upału miał niesamowite branie. Prosił, żebym poczekał, bo szef po jechał poń i za 20 minut przywiezie. Nie chciało mi się czekać, więc wypiłem ciepłą. Na dwa razy. Ohyda! Opanowując odruch wymiotny, poprosiłem o piwo. Było zimne. Wyszedłem przed pub i usiadłem przy stoliku. Wypiłem je niemal duszkiem. Whisky wspomożona piwem zadziałała tak, jak powinna - złapałem haka i tego powodu udałem się po następne. Czułem się wspaniale, przestało się ze mnie lać, świat piękniał w oczach, poczułem luz, rozsiadłem się wygodnie i nonszalancko i równie nonszalancko zapaliłem papierosa. Zalana słońcem ulica była niemal pusta, jakiś zmęczony rowerzysta, który z wysiłkiem pedałował i wolno jadący czarny kabriolet, chyba Porsche, prowadziła go kobieta w oliwkowej sukience. Jej twarz, choć zasłonięta dużymi, ciemnymi okularami wydała mi się znajoma. Kiedy dojeżdżała do pubu zahamowała, zatrzymując się w odległości dwóch metrów ode mnie. Pogroziła mi palcem:

- Podobno nie znosisz alkoholu. -zwróciła się do mnie.

Teraz poznałem, to moja pani doktor.

- To piwo bezalkoholowe – skłamałem bezczelnie. Uśmiechnęła się, znów pogroziła i odjechała. Spokojnie zamówiłem piąte.

***

W tym czasie, kiedy ja przebywałem w przychodni, a później w pubie, Perełka przeglądała internet w związku moim wybrzuszeniem, efekty jej poszukiwań były podobne do moich, czyli, że może to być wszystko – milion różnych chorób, podobne objawy. Denerwowała się, że tak długo mnie nie ma, próbowała się dodzwonić, ale zapomniałem zabrać telefonu.

-O Boże, gdzie byłeś tak długo? Mów co ci jest?

Nie musiałem odpowiadać na pierwsze, ponieważ przyczynę mojej dłuższej nieobecności łatwo było zauważyć, więc powtórzyła pytanie drugie.

Odpowiedziałem, że mam świnkę, na co Perełka zareagowała:

-Czy ty zgłupiałeś, czy twój lekarz?! Przecież gdy ma się świnkę to puchnie szyja, a nie prawy bok!

-Pani doktor powiedziała, że to świnka obsunięta, obsunęła się z szyi, pod żebro. Kazała mi stać codziennie na rękach,przez pięć godzin i po tygodniu świnka wróci na dawne miejsce.

Oczywiście, chwilę później powiedziałem prawdę, a Perełka odetchnęła, z ulgą zresztą.

***

No nie da się żyć! Nadal gorąco, a wilgotność powietrza, to chyba ze sto procent, jak w łaźni parowej, tyle, że bez pary, jak nawet spadnie jakiś deszcz, to po chwili jest jeszcze duszniej, parniej, bo co spadło natychmiast wyparowuje. Wszystkie okna pootwierane, zero przeciągu. Włożyłem łeb do lodówki, ale jak długo, można wytrzymać w tak niewygodnej pozycji. Przysunąłem wiatrak najbliżej jak mogłem, niby trochę lepiej, ale nawiewa mi włosy na oczy, więc nie mogę pisać ani czytać. „To zwiąż włosy, durniu” - ktoś mi doradzi. Też na to wpadłem, ale gdy zwiążę, to mam wrażenie, że ktoś mnie za nie ciągnie.

W internecie znalazłem przenośny klimatyzator za 250 funtów, trochę nie tanio, ale przecież to jest zakup na lata, dostawa do domu w ciągu czterech godzin. Biorę. Już miałem kliknąć „płacę”.ale przypomniałem sobie, że taki sprzęt oprócz zimna produkuje również ciepło, które trzeba jakoś odprowadzić. Jest rura odprowadzająca to powietrze na zewnątrz, ale trzeba mieć w domu jakiś otwór na tę rurę. Można ją wysunąć za okno, ale ono musi być otwarte, co nie ma żadnego sensu, bo gdy klimatyzacja pracuje, okna muszą być zamknięte. OK, do wanny z zimną wodą!Tak, ale problem w tym, że zimna woda jest... ciepła, bo rury się już nieźle nagrzały.

Bez wiary sprawdzam temperaturę wody z kranu w kuchni. Yes, yes,yes! Zimna, więc łeb pod wodę. Nie mogę długo stać w tej pozycji. Ktoś puka do okna, to starszy Somalijczyk, ten co medycynę studiuje. W garniturze czarnym jak węgiel, ciemnopopielata koszula, mocno zawiązany krawat. Ten widok sprawił, że znów oblały mnie poty, a on nic suchutki, świeżutki, pachnący. Poradził mi, żebym nalał do miski zimnej wody i zanurzył w niej przedramiona na dłużej niż jedną minutę, zapewniając, że poczuję ulgę. Pomyślałem,że to jakiś somalijskie gusła, czary-mary. Widząc uśmieszek niedowierzania na mojej twarzy stwierdził, że zimna woda ochłodzi żyły, a ściślej krew płynącą w żyłach i poczuję ulgę. Miał rację.

Przez jakiś czas miałem się nieźle, ale znów oblały mnie poty, kiedy przez okno zobaczyłem babcię Somalijkę okutaną w czarny nikab i jeszcze parę innych rzeczy. Maszerowała żwawo do swojego mieszkania, bez jednej kropli potu na twarzy. - Nie za gorąco ci – krzyknąłem.

-Nie, a co? - spytała zdziwiona. - Nic, pytam tylko. -odparłem.

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że prawie w ogóle nie czuję pragnienia, piję znacznie więcej gdy temperatura jest niższa.

***

Gdy nie piszę, nie czytam, wówczas oglądam filmy, a ponieważ wszystkie dobre już obejrzałem, więc pozostało mi oglądanie złych. Najgorsze są amerykańskie filmy sensacyjne klasy „B”, właściwie nie ma sensu ich oglądać- dno i dziesięć metrów mułu!

Zawsze ten sam schemat. Zazwyczaj jest tak: pierwsze kadry, to kochająca się zamożna rodzinka, mieszkająca w uroczym domu. On jest albo wziętym prawnikiem, albo lekarzem, lub naukowcem. Rodzinka je wspólnie śniadanka i kolacje, bez przerwy się obcałowuje, bez przerwy słychać: „Kocham cię tato”, „Ja też cię kocham synku”. Co kilka minut słychać te deklaracje.

Pewnego dnia pan domu wraca po pracy i dziwi się, bo w domu cicho, wchodzi do salonu, a tam żona z poderżniętym gardłem i synek też poderżnięty. Facet łapie się za głowę, łka itp. I następna scena: ekipa śledcza łazi po mieszkaniu, zabezpiecza ślady, a policyjny detektyw zadaje pytania. Kolejna scena: pogrzeb i „Pan jest pasterzem...”. Później facet wraca do domu i rozmyśla. Gwarantuję, że za chwilę podejdzie do kominka i weźmie do rąk zdjęcia, na którym widnieje on z żoną i synkiem. Przymknie oczy i zobaczy siebie żonę i synka biegnących plażą, dla lepszego efektu w zwolnionym tempie, później przebitka zrozpaczonego faceta – i znów wspomnienia -synek jak miał roczek, jak miał trzy latka, pięć i z ostatniego czasu.

Kolejne retrospekcje - to na bank będzie - jak się kochają (fizycznie), jak biegną przez ukwieconą łąką trzymając się za ręce (koniecznie zwolnione tempo). Później facet się załamuje, zaniedbuje się w pracy, zaczyna pić. W takich filmach policja zawsze jest nieudolna i szybko umarza postępowanie, albo łapie sprawcę, czy sprawców, ale sąd ich uniewinnia. Jeśli wersja pierwsza, to facet sam postanawia ich odszukać i pomścić małżonkę i syna, albo tylko pomścić. Pewnego dnia przestaje pić, bierze kąpiel, schodzi do piwnicy i wyjmuje ze skrytki walizę, a walizie broń długa, broń krótka, maszynowa i nie maszynowa. W takich filmach zawsze się okazuje, że mściciel służył wcześniej jako komandos, że brał udział w jakichś brawurowych akcjach, albo był antyterrorystą, albo przynajmniej snajperem. A jeszcze później, gdy już tych bandziorów znajdzie, to wyłapuje pojedynczo i zadaje im powolną śmierć.

Do filmu nie zawsze dodany jest opis, więc najczęściej sugeruję się tytułem, jeśli więc widzę np. tytuł „ Morze krwi”, albo „Idź i walcz”, „Krwawy odwet”, albo cokolwiek ze sztukami walki -rezygnuję i włączam następny i jeśli widzę takie nazwiska jak Sylwester Stallone, Jean Claude van Damme, Dolph Lundgren, Bruce Lee, Steven Seagal, Denzel Washington i paru innych, ponieważ nie trawię filmów o prymitywnej fabule będących pretekstem do mordobicia. Nie przepadam za Stevenem Spielbergiem i prawdę mówiąc podobał mi się tylko jeden jego film „Imperium Słońca” -kilka scen w tym filmie wzruszyło mnie do łez, naprawdę się popłakałem. Nawet miałem zamiar popatrzeć w lustro, żeby zobaczyć jak wyglądam, gdy płaczę, ale przecież jak wyglądam gdy nie płaczę i to już jest wystarczający hard-core, więc po co mam się jeszcze bardziej stresować.

***

Sąsiad mówił, że w razie potrzeby mogę korzystać z whisky, którą przechowuje w mojej lodówce. I nadarzyła się taka potrzeba. Podczas wirtualnej, bardzo fajnej rozmowy z koleżanką, chcąc by rozmowa była również fajna i dla niej, postanowiłem wspomóc się szklaneczką tej jego whisky, albowiem, po wypiciu wydaje mi się, że jestem tak wspaniały pod każdym względem, iż powinno się mnie filmować i pokazywać codziennie w telewizorze.

Niestety jedna szklanka nie pomogła mi w nabraniu takiego przekonania, w związku z czym sięgnąłem po następną i tak dalej, i tak dalej. Pod koniec kilkugodzinnej konwersacji, nie czułem się ani szczyptę bardziej wspaniały, niż przed jej rozpoczęciem, choć butelka była już całkiem pusta, a spodziewałem się rychłych odwiedzin spragnionego sąsiada. Zdążyłem wyskoczyć do sklepu przed jego przyjściem i flaszkę odkupić. Wypił jak zwykle z pomarańczowym „dżiusem” i się ulotnił zżerając ostatnie główki czosnku.

Po południu Perełka chciała przyrządzić jakąś potrawę i potrzebowała czosnku, powiedziałem jej, że sąsiad wszystek zeżarł. - Pójdę do niego i pożyczę.

I tak zrobiła. Długo nie wracała, a gdy już przyszła, to zaraz opowiedziała przebieg wizyty. Trwała ona tak długo, ponieważ sąsiada wzięło na zwierzenia. Najpierw narzekał na małżonkę, że wielu rzeczy mu zabrania, głównie picia, a później zdradził, że wczoraj były jego urodziny. Tak długo błagał ją o udzielenie dyspensy w piciu, że ta wreszcie uległa. Sporo wypił i wtedy naszła go ochota. Na trzeźwo trochę narzekał na atrakcyjność małżonki, że gruba, że ma żylaki, że nie jest zbyt wyrafinowana w ars amandi, ale – nie od dziś – wiadomo, że alkohol pity przez mężczyznę – czyni w jego oczach kobiety piękniejszymi, albo przynajmniej zwiększa próg tolerancji na brak urody. Żalił się, że niejedna by go po rękach całowała z możliwość spędzenia z nim kilku chwil łóżku

Ledwie Perełka skończyła opowieść, ktoś zapukał do drzwi. To był sąsiad. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to jego kruczoczarne włosy i takaż broda, a przecież wczoraj wszystko miał siwe. Trzeba przyznać, że wyglądał dużo młodziej, na trzydzieści parę lat. Zrobił sobie drinka i pośpiesznie wypił, ponieważ lada chwila miała wrócić z zakupów jego żona. Zaproponował, żebym też się napił. Odmówiłem, chociaż miałem kociokwik po przepitej i nieprzespanej nocy.

***

Jeszcze o filmach. Czasami proponuję Perełce, żebyśmy obejrzeli coś wspólnie, ale ona już ma dość oglądania filmów ze mną, a wszystko przez „przewijki”, czyli przewijanie scen, które według mnie niczego do filmu nie wnoszą. Na przykład kobieta wchodzi po schodach, a mieszka np. na trzecim piętrze. I ona tak idzie, idzie i idzie, aż po paru minutach dochodzi do swojego mieszkania, później szuka klucza, trzy minuty, później zdejmuje płaszcz, buty, a jeszcze później wszystko, bo idzie pod prysznic. Myje się, bardzo powoli, najczęściej nie używając mydła, wychodzi, wyciera się, wkłada płaszcz kąpielowy, zapala świecę (nie wiadomo po jakiego...., bo przecież ma włączone światło) - a jeszcze ta świeca nie chce się zapalić - po czym nalewa sobie wina i zasiada w fotelu. Te czynności zabierają około 10 minut, więc ja przewijam na podglądzie. Później przychodzi jakiś facet. Pieprzą sobie głupoty, a później – się pieprzą. Po pieprzeniu ona idzie pod prysznic, a on zapala papierosa, gdy skończy, idzie do łazienki i wchodzi do kabiny, w której już jest ona. I znów się pieprzą. Później wychodzą, znów piją wino, on pali. Kiedy ona się zaczyna do niego przytulać, on niepostrzeżenie wyjmuje jakąś tabletką i wrzuca jej do wina. A nie można, tego skrócić? Przecież wiadomo, do licha ciężkiego, że jak się wraca z pracy do domu, to bierze się prysznic, je się obiad, że czasem przychodzić jakiś facet. I czy to wszystko musi być tak detalicznie pokazane? Czy nie wystarczy, że facet przyjdzie, ona się przytuli, a ten wtedy wrzuci jej tę tabletkę do wina? Poza tym jaki związek z akcją mają długie sceny? Przewijam zyskując kolejne 10 minut. Zdarza się, że jeden film, trwający półtorej godziny oglądam kwadrans albo – góra 20 minut. W dwie godziny sześć, siedem filmów.

Kolejne irytujące elementy, głównie w amerykańskich produkcjach, to poprawność polityczna. Szef policji zawsze jest czarny i ruga białych podwładnych, prokuratorem też jest Murzynka, sędzią - Murzyn, dyrektorem więzienia – Murzyn, najlepszym specjalistą od medycyny sądowej – Murzyn.

Nie mam nic przeciwko temu, żeby Murzyni pełnili najwyższe z możliwych funkcji, ale to jest wierutna bzdura! Akcja filmu toczy się np. w stanie Mississippi, Tennesee, albo Teksas lub Alabamie, czy Luizjanie, a to są najbardziej rasistowskie stany, w których czarny może tylko pomarzyć, i to niezbyt głośno o takich stanowiskach. W tych stanach, zmieniło się na korzyść, tylko tyle, że nie dokonuje się samosądów na czarnych, ale pogarda, lekceważanie, a nawet nienawiść w stosunku do czarnych, jest na porządku dziennym.

Perełka twierdzi, że tylko prymitywy postępują tak, jak ja, tzn. przewijają filmy, mówi, że odzieram kino z magii. Rzeczywiście! Przecież dobre filmy oglądam bez przewijki!

***

Zaczął się US Open, wcześniej była olimpiada, a jeszcze wcześniej Euro2016. Przed telewizorami zasiedli pisowcy i niepisowcy, wszyscy zgodnie kibicowali naszym sportowcom, chociaż niby istnieją dwie Polski. Przeraża mnie to, że różnice światopoglądowe, tak dzielą ludzi. A przecież i sportowcy nasi mają różne przekonania, jedni są „lewakami” inni „prawakami”, jeszcze inni pośrodku albo apolityczni. I jakoś potrafimy się wznieść nad podziałami wspólnie się cieszyć z ich sukcesów. Kiedy gra Agnieszka Radwańska, która sympatyzuje z PiS, to przecież nie życzę jej przegranej, złamania nogi czy innej kontuzji. Jeśli jakiś lubiany przeze mnie aktor, czy inny artysta popiera PiS, a nawet angażuje się w działalność polityczną po tamtej stronie, to nie przestaję go lubić i cenić. Wielu moich znajomych, a nawet przyjaciół odsunęło się ode mnie wywalając mnie z Facebooka i to właśnie ci sympatyzujący z PiS, tylko dlatego, że pisałem krytycznie o ich guru – Kaczyńskim i o tym, że mi się nie podoba pisowskie państwo i ta pisana na nowo historia, Podobnie jest z moimi ukraińskimi przyjaciółmi i znajomymi - część odwróciła się ode mnie, bo krytykuję zwolenników Bandery i ukraińskiego nacjonalizmu, ale jak mogę nie krytykować? Poza tym, o ile dobrze pamiętam, nie popierało banderowskiego ruchu.

To okropne, że polityka dzieli nawet rodziny, podobno już podczas świąt najbliżsi skaczą sobie do oczu, obrażają się na siebie, zrywają kontakty. Czyżby była to jakaś zapowiedź, czegoś jeszcze bardziej niebezpiecznego, zawarta w Ewangelii św. Mateusza, że „Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna, dzieci powstaną przeciwko rodzicom i o śmierć ich przyprawią.” Czy to wszystko nie zmierza właśnie ku temu?  Cdn.

Janusz Młynarski {jcomments on}