IDOL ANALFABETÓW

IDOL ANALFABETÓW

Paweł Tanajno – przedsiębiorca i polityk (PO, Ruch Palikota, DB) bez żenady napisał na...

Dwie Polski, czyli – Plwajmy na tę skorupę

Dwie Polski, czyli – Plwajmy na tę skorupę

Dwie Polski, czyli – Plwajmy na tę skorupę Cmentarz to być może najlepsze miejsce do...

MEDIA - PIERWSZA WŁADZA

MEDIA - PIERWSZA WŁADZA

MEDIA - PIERWSZA WŁADZA     Media żerują na naszej frustracji i strachu, na żądaniu...

A mógł powiedzieć:

A mógł powiedzieć:"Kryśka - znajdź se chłopa!"

Ulubionym zawołaniem posłanki Pawłowicz jest: „Zamknij mordę!”, kierowane do bliźnich,...

Nowa energia, nowa Polska.. z ciocią w tle

Nowa energia, nowa Polska.. z ciocią w tle

Musiał minąć ponad tydzień, żebym nabrał dystansu do wydarzeń przed Pałacem...

Wypieprzyć Polskę z Unii Europejskiej!

Wypieprzyć Polskę z Unii Europejskiej!

Unia Europejska powinna wywalić Polskę na zbitą mordę, nie bawić się w procedury,...

Przeciw bolszewizacji prawa

Przeciw bolszewizacji prawa

Dzień 16 lipca zapewne przejdzie do historii najnowszej państwa polskiego, ponieważ – w...

PARTIA CZY POLSKA?

PARTIA CZY POLSKA?

PARTIA CZY POLSKA? Jak to możliwe, że system wyborczy tak prosty i jasny jak ordynacja...

Macierewicz to nie wariat – jest znacznie gorzej

Macierewicz to nie wariat – jest znacznie gorzej

Antoniego Macierewicza uważałem do wczoraj za wariata, idealnie wpisującego się do...

Por. Stefan Mustafa Abramowicz - Wspaniały przykład oddania Ojczyźnie

Por. Stefan Mustafa Abramowicz - Wspaniały przykład oddania Ojczyźnie

Por. Stefan Mustafa Abramowicz - Wspaniały przykład oddania Ojczyźnie Ale pomimo...

wielkanoc 2017

wielkanoc 2017

{jcomments on}

UPOLITYCZNIONE SZKOŁY, CZYLI O CO CHODZI Z TYM STRAJKIEM?

UPOLITYCZNIONE SZKOŁY, CZYLI O CO CHODZI Z TYM STRAJKIEM?

UPOLITYCZNIONE SZKOŁY, CZYLI O CO CHODZI Z TYM STRAJKIEM? Protesty grup zawodowych...

Ręce precz od samorządów!

Ręce precz od samorządów!

  Ręce precz od samorządów! Rola samorządów w państwie zależy od całościowej jego...

rżnięcie

rżnięcie

  Krzysztof {jcomments on}

TUSK GWOŹDZIEM DO PISOWSKIEJ TRUMNY

TUSK GWOŹDZIEM DO PISOWSKIEJ TRUMNY

Już wiadomo, że za chwilę PiS będzie fetował swoją klęskę jako zwycięstwo, tym...

PRZEKLĘTY DAR WOLNOŚCI ..... i trochę o drzewach

PRZEKLĘTY DAR WOLNOŚCI ..... i trochę o drzewach

PRZEKLĘTY DAR WOLNOŚCI ..... i trochę o drzewach   „Wolność jest wielkim darem. Nie...

PiS czyli: Poniżać i Szmacić  (cz.I)

PiS czyli: Poniżać i Szmacić (cz.I)

Na Facebooku opublikowałem komentarz dotyczący, cierpiącej na bezjajowość opozycji...

EDUKACJA MARIONETEK

EDUKACJA MARIONETEK

            EDUKACJA MARIONETEK   Społeczeństwa istnieją dzięki posłuszeństwu: wobec...

TYLKO U NAS! Dlaczego PiS popiera wycinanie drzew? Odkrywamy prawdziwe powody.

TYLKO U NAS! Dlaczego PiS popiera wycinanie drzew? Odkrywamy prawdziwe powody.

Najpierw, jak jakiś najgorszy lewak, oburzałem się, na to, że minister Szyszko...

GRUBA BALETNICA, CZYLI EGALITARYZM W EDUKACJI

GRUBA BALETNICA, CZYLI EGALITARYZM W EDUKACJI

GRUBA BALETNICA, CZYLI EGALITARYZM W EDUKACJI   Największym problemem nauczycieli i...

władza

władza

     Krzysztof    {jcomments on}

cywilizacyjne dylematy Europy

cywilizacyjne dylematy Europy

Głośnym ostatnio stał się wywiad Jarosława Kaczyńskiego udzielony niemieckiemu...

mimozy

mimozy

{jcomments on}Krztsztof

„Bolek” czy nie? Nigdy się nie dowiemy

„Bolek” czy nie? Nigdy się nie dowiemy

Wałęsa wszedł już do światowej historii i nic ani nikt go stamtąd nie wymaże, a...

33 tys. znaków na temat szkolnictwa

33 tys. znaków na temat szkolnictwa

„Kwestia szkolna" jest istotną częścią „kwestii polskiej", tego, czym żyjemy i jak...

"W naszym angielskim domu" - Janusz Młynarski

Lotnik w szlafroku i duchy w żywopłocie

Ocena użytkowników:  / 6
SłabyŚwietny 
Niedoszłe upały i złośliwość losu. Co babcia widzi w krzakach. Janusze czyli wieśniaki. Terapeutyczne odwiedziny lotnika w szlafroku. Wakacje szkodzą paleniu. Mały sukinsyn i jego trolejbus. Słabizna -w co facet może oberwać piłką? Chrypiący rasista i Murzyn-gigant.

I znów szare niebo. Od ostatniego słonecznego dnia minął tydzień i jeśli kolor nieba się zmienia, to co najwyżej na ciemnoszary. Nie tyle jednak owa szarość wpływa na mnie, co towarzyszące jej zjawiska atmosferyczne, a w szczególności ciśnienie, bardzo niskie, na które nawet pita wiadrami kawa nic nie pomaga. Na tę wszechogarniającą ospałość jedynym remedium jest alkohol – podnosi ciśnienie i poprawia nastrój, ale na krótko, niestety, natomiast, to co dzieje się później, czyli kac, sprawia, że ręka sięgająca po butelkę, najczęściej się cofa. Tak więc większość czasu spędzam w łóżku, w półśnie, lub śnie, który, jednak,w najmniejszym stopniu, nie pomaga. Przestaję jednak narzekać, ponieważ ludzie mają poważniejsze powody do biadolenia, niż aura.

***

Nareszcie słońce, a w BBC zapowiadają sześciotygodniowe upały! Bez wiatraków trudno je będzie wytrzymać w domu. Ale wiatraki trafił szlag, pewnie podczas przeprowadzki. Zamówiłem dwa w „Argosie” i już po dwóch godzinach przywieziono mi je do domu. Perełka, która na wieść o nabytku wyzwała mnie od zakupoholików, przymknęła się, gdy następnego dnia było, zgodnie z prognozami 30° w cieniu. Ja jednak przeczuwałem, że los będzie złośliwy i na mój zakup zareaguje z właściwą sobie złośliwością. I rzeczywiście – już następnego dnia przyszło ochłodzenie – mija już trzeci tydzień, a upałów ani widu ani słychu.

Żywopłotowe wizje babci

W drugim skrzydle budynku mieszka pewna kobieta. Trudno powiedzieć ile ma lat, Ma ona zwyczaj wychodzenia na galerię, lub raczej krużganek, która łączy wszystkie mieszkania, i prowadzenia głośnych monologów, lub dialogów z niewidzialnymi istotami. Jej aktywność osiąga szczyt po północy. Wychodzi wówczas ze swojego lokum, odstawia laskę służącą do podpierania i zbliża się do balustrady krużganku, z którego widać trawnik i park. Zapala papierosa i zawsze na początku rzuca te, oto słowa: - Fuck you! - po czym spluwa trzy razy w kierunku żywopłotu, jakby tam znajdował się ktoś, kto jest adresatem tych słów.

Byłem ciekaw do kogo kieruje te polecenie, dlatego wziąłem lornetki, żeby dokładnie się przyjrzeć temu miejscu, ale nie dojrzałem tam żywej duszy, uznałem więc, że albo lornetki są za słabe, albo adresat, lub adresaci słów sąsiadki są jedynie imaginacją.

Wychyliłem się przez okno, by przyjrzeć się sąsiadce – lornetki odstawiłem, ponieważ dzieliło mnie od niej nie więcej niż cztery metry w linii prostej. Zobaczyła mnie i rzuciła w moim kierunku chrapliwie: „I'm fucking watching you!”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że ma mnie na oku. Szybko odsunąłem się od okna, natomiast kobieta kontynuowała, ale tak bełkotliwie, że rozumiałem jedynie „fucking”.

Odwiedziny terapeutyczne

Zawsze głęboko współczuję ludziom cierpiącym, szczególnie tym, których toczą „choroba duszy, czyli tzw. choroby psychiczne: depresja, psychozy. Moja ciotka, która jest psychiatrą, zawsze twierdziła, że takie schorzenia są gorsze od raka. Ciągle jeszcze to co dzieje się ludzkim mózgu pozostaje nierozwiązaną zagadką, a więc i również to, co znajduje się w olbrzymim worku, opatrzonym etykietą: „choroby psychiczne”. Nadal nie sposób dotrzeć do przyczyn, więc ciągle jeszcze traktowane są objawowo. Miałem w życiu sporo okazji, by przyglądać się osobom cierpiącym psychicznie, sam przecież „zażyłem” depresji i mam pojęcie, co potrafi ona uczynić z ludzkim życiem. Kto jej doświadczył niech pomyśli sobie, że w psychozach należy ją pomnożyć razy „iks”, a kto jej nie miał, niech przypomni sobie „kaca lękliwca” i niech sobie wyobrazi, że trwa on nie jeden dzień, lecz parę miesięcy, lub dłużej. Bez przerwy.

Żal mi się zrobiło tej kobiety. Pomyślałem, że -być może- gdy z nią porozmawiam, to odwrócę jej uwagę, od demonów, które ją dręczą. Pomyślałem tak, ponieważ wielokrotnie w przeszłości udawało mi się zadziałać kojąco na ludzi doświadczających duchowych cierpień. Inna sprawa, że konsekwencje tego nierzadko bywały uciążliwe, ponieważ wielu ukojonych, traktowało mnie później, jako medykament, bądź terapeutę, nawiedzając mnie bez końca.

Nałożyłem szlafrok i udałem się do hałaśliwej sąsiadki, zdając sobie sprawę, że kontakt z nią niekoniecznie musi przybrać pożądany przeze mnie rezultat. Skutkiem jej agresywnego usposobienia mogło być, choćby to, że dostanę laską po łbie. Ale nawet jeśli oberwę, a jej to jakoś pomoże, ulży, to niech tam.

Lotnik w szlafroku

Stała przed półotwartymi drzwiami swojego mieszkania, zwrócona już w moim kierunku, jakby wcześniej wyczuła, że przyjdę. W ręku trzymała, wcześniej odstawioną laskę, co nie wróżyło nic dobrego. Nie wyglądała na zaskoczoną.

Z daleka wydawała się wysoka i mocno zbudowano, a kiedy do niej podszedłem, okazała się kruchą, drobniutką starowinką o miłej, szczupłej, nieco kociej twarzy.

Przywitałem się z nią i przedstawiłem. Zapytała skąd jestem? Odpowiedziałem, że z Polski.

-Jesteś pilotem?

Nie zatrybiłem – dlaczego pilotem? Czyżby mój szlafrok przypominał uniform lotniczy? Zapytałem jej skąd to skojarzenie i okazało się, że staruszka, kiedy była jeszcze dzieckiem mieszkała w Cambridge, a kilkanaście kilometrów od tego słynnego miasta uniwersyteckiego, znajdowała się baza lotnicza RAF. Stacjonowali tam polscy piloci oraz mechanicy, którzy na przepustki wypuszczali się do Cambrigde, wiele tamtejszych Angielek romansowało z nimi, a niektóre powychodziły nawet za mąż.

-Jestem wariatką – powiedziała w pewnej chwili – Leczę się, ale to nic nie pomaga. - i zaraz dodała – A może to inni są nienormalni, bo nie widzą tego, co ja widzę? Męczą mnie te złe duchy. Naśmiewają się ze mnie. Siedzą w tamtym żywopłocie. – tu wskazała na równo przystrzyżone krzewy laurowe.

Wieki temu ludzi obłąkanych często uważano za takich, co widzą i czują więcej, nie izolowano ich od społeczeństwa, a tych, którzy mieli fiksum-dyrdum na tle religijnym uważano za proroków, a nierzadko za świętych. Niegdyś słowo wariat nie było obraźliwe, oznaczało osobą różniącą się od innych, niejednokrotnie świętą, w Indiach do dziś ludzie chorzy psychicznie, uważani są za wybrańców bogów.

Rozterki wakacyjne

Choć wakacje mamy z Perełką przez cały rok, to jednak mamy zamiar wyjechać gdzieś, żeby uciec od tej okropnej angielskiej pogody.

Przejrzeliśmy oferty. Myśleliśmy o Pondicherry w Indiach, dawnej francuskiej enklawie nad Zatoką Bengalską, planowaliśmy to od trzech lat, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie, głównie moje zmienne nastroje, co dowodzi, że nie tylko kobieta zmienną jest. I kiedy ja już się zdecydowałem, to Perełka przypomniała mi, że są mistrzostwa Europy w piłce nożnej, turnieje tenisowe w Eastbourne i na Wimbledonie, olimpiada w Rio. Później jednak stwierdziła, że – w sumie nie ma przeszkód – bo przecież w Indiach też jest telewizja. Przyznałem jej rację i być może wyruszylibyśmy, gdyby nie pewna rzecz, na którą wcześniej nie zwracałem uwagi – długość lotu. W najtańszej ofercie proponowano bowiem, lot trwający 23 godziny i na dodatek z dwiema przesiadkami: w New Delhi i Hajdarabadzie, którego kilka godzin pociągiem do celu podróży. Zniósłbym ten lot jakoś, gdyby nie to, że przez tę prawie, całą dobą nie mógłbym palić. Była oferta 17, 5 godzinna, ale bilety, w obie strony kosztowałyby 2600 funtów, ta najtańsza opiewała na 1500.

Nigdy nie zapomnę ośmiogodzinnego lotu do Nowego Jorku i męczarni jakich przeżywałem – tak dawał mi się we znaki głód nikotynowy.

Rozważaliśmy również rejs statkiem, bo tam przynajmniej można palić, ale te trasy, które nas interesowały były już zarezerwowane i to do roku 2020!Jednak w październiku na pewno gdzieś wyruszymy, chyba do Maroka, wcześniej się nie da, bo olimpiada, a wrześniu muszę, w ważnej sprawie wyjechać do Polski.

Kop w słabiznę

Perełka jest jednak większą fanką sportu niż myślałem, oglądała wszystkie mecze bez wyjątku, ja próbowałem, ale niecierpliwię się, gdy nic się nie dzieje i wówczas zajmuję się czymś innym,głównie czytaniem i słuchaniem muzyki. Fanką piłki nożnej Perełka jest od niedawna, dlatego nie zna przepisów obowiązującej w tej dyscyplinie, musiałem jej wyjaśniać, co to jest „off side” czyli spalony, że rzut z autu nie może być wykonywany przy pomocy nóg, lecz wyłącznie ręcznie, co to jest nakładka, atak na piłkę, ale najbardziej interesowało ją to, dlaczego zawodnicy stojący w murze podczas rzutu wolnego, trzymają się za..., no za krocze (Perełka użyła słowa „tam”), - Czy to naprawdę tak boli, jak się dostanie „tam piłką”? - spytała. -Bardzo, ale i tak nigdy się nie przekonasz, dopóki nie zmienisz płci. - odpowiedziałem.

Właśnie przypomniałem sobie, że w po staropolsku, to wrażliwe u mężczyzn miejsce nazywano „słabizną”.

Mały sukinsyn z trolejbusem

Raczej rzadko wychodzę na zakupy, bo korzystam z dobrodziejstwa internetu – zamawiam po prostu to, co jest mi potrzebne, oszczędzając w ten sposób czas i nerwy. Nie muszę stać w kolejkach, ani ciągać za sobą ciężkiego „trolejbusa”. Wychodzę głównie po warzywa i owoce – do tych w supermarketach nie mam zaufania, są naszprycowane i nie do końca dojrzałe, natomiast na targu mogę sobie wybrać dojrzałe, które co prawda wymagają szybkiego spożycia, ale przynajmniej jest gwarancja, że większość herbi – i pestycydów uległa neutralizacji. Dodatkową zaletą jest również bardzo niska cena.

Gramoląc się po schodach, z owym „trolejbusem” czyli torbą na kółkach”, usłyszałem, że z sąsiedniego „krużganka” dobiega śpiew i klaskanie. Zaciekawiony ruszyłem w tamtym kierunku i zobaczyłem babcię, która, pląsając, wyśpiewuje, jakieś znane tylko sobie piosenki. Obok niej stała młoda, ładna, lekko tęgawa, roześmiana Murzynka, klaszcząca do taktu. Moje przyjście speszyło, a nawet zdenerwowało babcię, bo rzuciła w moim kierunku: -Czego tu szukasz mały, pier....y sukinsynu?!

Teraz, to ja się speszyłem, nie chcą jednak odejść bez słowa, odrzekłem, że zwabił mnie ten piękny śpiew, chciałem posłuchać z bliska.

-Nie kłam mały, pier... sukinsynu! - odkrzyknęła.

Nie wnikając w to, dlaczego nazywa mnie sukinsynem, zacząłem się zastanawiać dlaczego akurat „mały”? Przecież mierzę powyżej metr osiemdziesiąt?
Chcąc ją udobruchać, uśmiechnąłem się najpiękniej jak potrafię i pochwaliłem kostium, który miała na sobie – czarny żakiet i spodnie w białe groszki. - Wyglądasz w nim bardzo młodo. -dodałem.

-To nie kostium, tylko piżama, głupi, mały dupku! - babcia na to.

Przeprosiłem za najście i w odpowiedzi usłyszałem: - Spier... sukinsynu!

Tym razem babcia nie użyła przymiotnika, uznałem więc, że bliska wydawałem się jej mały, natomiast z daleka, już nie.

Janusze, czyli wieśniaki

Kilka godzin później, po północy znów usłyszałem jej głos. Tradycyjnie rzucała obelgi i przekleństwa w stronę żywopłotu. Narzuciłem coś na siebie i udałem się na babciny „krużganek”. Akurat wymachiwała pięścią we wiadomym kierunku. Zebrałem się na odwagę i krzyknąłem: - Cześć! Wszystko w porządku?! - i po chwili: – Jak masz na imię? Ku swojemu zaskoczeniu,  usłyszałem: - Margaret, a ty?
Przedstawiłem się, ale- tu muszę wyznać- że ostatnimi czasy, nieco mniej chętnie przedstawiam się swoim imieniem. Bierze się, to stąd, że od jakiegoś czasu, imię Janusz uchodzi za wieśniackie, co prawda tylko wśród Polaków, ale gdy przedstawiam się cudzoziemcom, to też czuję się dziwnie, choć wiem, że to imię, jest dla nich,co najwyżej,egzotyczne. W młodzieżowym slangu „janusz”, to synonim wąsatego, szczerbatego, polskiego buraka, prymitywa, robola itp. Zajrzałem właśnie do słownika młodzieżowego slangu, a tam o „januszach”: „ Typowy, nieurodziwy polski mężczyzna, którego znakiem rozpoznawczym są czerwone policzki(znane także jako żelazka). Osobnik może również wyróżniać się noszeniem skarpetek (białe wskazane) do sandałów. Najczęściej spotykany w rejonach uczelni o profilu technicznym.”Trochę się buntuję, bo przecież nie jest to imię pospolite wśród buractwa ani buractwa dawnego, ani współczesnego, czy pretensjonalne, dla mnie bardziej burackie jest: Ariel, Oliwier, Brajan, Alan, i inne, których nie wymienię, by nie wpędzać nikogo w kompleksy. Poza tym nie rozumiem tej pogardy dla studiów technicznych – zawsze byłem i jestem pełen podziwu dla tych, którzy mają ścisłe umysły, to przecież takim ludziom zawdzięczamy postęp w technologii, w medycynie i w innych pokrewnych dziedzinach, a dzięki „zwykłym”inżynierom, lekarzom, żyje się nam wygodniej i dłużej.

Co Margaret wie o księżycu?

W każdym razie Margaret, takich złych skojarzeń, z „januszami”, przynajmniej tego dnia, nie miała.

Patrzyła na mnie badawczo przez dłuższy czas, aż wreszcie bardziej stwierdziła, niż spytała: - Czy wiesz, że księżyc jest pusty w środku? Nie bardzo wiedziałem, co odpowiedzieć. Rzeczywiście, czytałem gdzieś, że nasz satelita jest obiektem sztucznym, że to wielka baza kosmitów, w którym kiedyś mieszkali, lub mieszkają nadal. Kiedy wspomniałem o tej teorii, Margaret wymownie postukała się w czoło. - Jacy kosmici? To chyba ty jesteś świrem, a nie ja! - po czym wyjęła z ust sztuczną szczękę, wytarła o szlafrok i włożyła ją z powrotem i westchnęła: - To dziwne, ale bolą mnie sztuczne zęby. - po tym stwierdzeniu udała się, bez słowa pożegnania, do siebie, trzaskając drzwiami.

Przygoda z zachrypniętym rasistą i Murzynem.

Chyba mam jakąś zdolność przyciągania różnych dziwaków.

Wyszedłem z domu, z zamiarem zakupu nowego „trolejbusa”, ale wszelkie zakupy wymagające wyjścia na zewnątrz poprzedzam zawsze wizytą w kawiarni. Kiedy już byłem blisko, zobaczyłem, niewysokiego faceta około czterdziestki, który wrzeszczał ochrypłym głosem. Nie rozumiałem jednak ani słowa, poza wulgaryzmami, bo te akurat wywrzaskiwał wyraźnie. Biła z niego agresja i jakaś dzikość. Wykrzywiał twarz w potwornych grymasach, to szczerząc zęby, to wybałuszając oczy, od czasu, do czasu wykonywał ruchy nogami, jakby coś kopał. Gdy mnie zobaczył, skupił całą swoją uwagę na mnie, wrzeszcząc w moim kierunku. Udawałem, że nie zwracam uwagi i spokojnym krokiem, nie odwracając głowy, gdy mnie mijał, szedłem tam, gdzie zamierzałem. Modliłem się tylko, żeby nie zawrócił i – broń Boże- nie przysiadł się do mnie.

Dotarłem do kawiarni, usiadłem przy stoliku na zewnątrz i zamówiłem kawę. Zanim kelnerka ją przyniosła, usłyszałem znów chrypiące krzyki, a po chwili i osobnika, który je z siebie wydawał. Oczywiście nie poszedł dalej, tylko usiadł przy sąsiednim stoliku nie przerywając wrzasków. Zacząłem się dokładniej przysłuchiwać, jaki treści wyrzuca z siebie i domyśliłem się, że chodzi mu o przegraną Anglii z Islandią.

-Wszystko przez tych czarnych! Jak drużyna była biała, Anglia była najlepsza na świecie. - chrypiał na cały głos, a chwilę potem wrzasnął: -Jestem bezrobotny dlatego nie jestem zmęczony! - i powtórzył tę „sentencję” kilka razy.

Później znów zaczął wygadywać na czarnych, że wszystko przez nich, z tym, że nie ograniczał się tylko do piłki nożnej, lecz winił ich już za wszystko. - Kiedyś było wszystko jasne -mężczyźni walczyli, baby siedziały w kuchni, rodziły dzieci, a czarni byli niewolnikami. Słuchałem tego ze zgrozą, między innymi dlatego, że stolik dalej siedział Murzyn z dwiema córeczkami, które jadły lody. On sam dystyngowanie popijał kawę i wydawał się raczej spokojny, jakby nie zwracał uwagi na słowa chrypiącego sąsiada, tyle, że nieco nerwowo poruszał prawą, dolną kończyną, co mogło oznaczać zniecierpliwienie, ale też podenerwowanie. Poza tym, był potężnie zbudowany – ledwie mieścił się na krześle, miał przynajmniej dwa metry wzrostu, lub coś koło tego. Bałem się, że może dojść do rękoczynów, dlatego postanowiłem interweniować, a ponadto nie zgadzałem się z opinią zachrypniętego osobnika.

-Dlaczego tak wrzeszczysz człowieku? - zagaiłem.

-Bo straciłem swój pier....y głos! - odwrzeszczał.

-Byłeś z tym u lekarza?

-Nie!-wrzasnął jeszcze głośniej.

Zasugerowałem mu, żeby jednak udał się do przychodni, bo taka chrypka może być objawem, jakiejś poważnej choroby, nawet nowotworowej, ale on niespecjalnie się tym przejął stwierdzając, że przegrana Anglii jest dla niego większym problemem niż nowotwór. Nie chcąc dopuścić, do tego, by znów nadawał na czarnych, zapytałem go jak ma imię. Odpowiedział, że Tobias i poprosił mnie o papierosa. Poprosiłem, żeby przysiadł się do mnie. Zapalił i niestety znów zaczął swoją rasistowską gadkę. - Czarni akurat grali bardzo dobrze, a biali byli beznadziejni, a najbardziej Rooney. Gdyby nie czarni – ciągnąłem - to nie istnielibyście nie tylko w piłce, ale i lekkiej atletyce, w boksie.

To mówiąc obserwowałem spod oka Murzyna-giganta. Przestał telepać nogą, ale nie patrzył w naszą stronę. Tymczasem mój rozmówca zaskoczył mnie takim oto stwierdzeniem:

-Masz rację, bez czarnych nie istniejemy.

Córeczki Murzyna skończyły właśnie jeść lody, on sam sprężyście podniósł się z krzesła niemal zawadzając o- ocieniającą ogródek – markizę. Nie myliłem się, co do tych dwóch metrów. Popatrzył na nas i podszedł do naszego stolika, sięgnął do wewnętrznej kieszenie marynarki, a ja pomyślałem: „No, teraz ani chybi nas zastrzeli.”Ale on zamiast pistoletu wyjął portfel, więc moja kolejna myśl: „Chyba policjant i zaraz zgarnie chrypiącego za rasizm”. Murzyn wyjął z portfela dwie wizytówki i położył na stoliku, po czym rzekł: - Skoro tak lubicie czarnych, to zapraszam do mojego biura brokerskiego, dostaniecie rabat. Trzymajcie się. Powodzenia. - zabrał córki i wsiadł do jakiegoś czarnego auta, stojącego w pobliżu.

Skończyły mi się papierosy, ale nie chciało mi się iść po nie, więc poprosiłem Toby' ego, żeby on to zrobił. Choć nie należał raczej do ludzi zrównoważonych, to jednak nie miałem obaw, że nie wróci. I miałem rację. Spytałem go, czy ma ochotę na kawę, ale powiedział, że wolałby colę. Wypił do dna jednym haustem, nagle zerwał się z krzesła i, nie rzekłszy ani słowa, ruszył gdzieś szybkim krokiem. Pojawił się po kilku minutach, podszedł do mnie i pokazał mi zwinięty w kulkę banknot 20. funtowy, i znów gdzieś poszedł, i znów wrócił po niedługim czasie. Położył przede mną paczkę „rothmansów”: - Takie palisz? - wychrypiał. Potaknąłem. - Poczekaj, to jeszcze nie wszystko. Wszedł do kawiarni. Po chwili przyszła kelnerka i postawiła przede mną dwie kawy, szarlotkę i hamburgera, za nią przyszedł Toby, wycierający dłonie papierowym ręcznikiem. - To wszystko dla ciebie. - powiedział i znów zniknął, tym razem na dobre.

Na kawę się skusiłem, choć wypiłem już ze trzy w domu i czwartą tutaj. Zamierzając wypić kolejne dwie zdawałem sobie sprawę,że dopadnie mnie gonitwa myśli, a nawet panika – zawsze tak się dzieje,gdy przesadzę z kofeiną,ale nałóg, to nałóg. Cdn

Janusz Młynarski

 

Komentarze   

 
supertlumacz
0 #4 supertlumacz 2017-08-02 02:38
2 sierpnia 2017
W Polsce rekordowe upały, a ja wykorzystując doświadczenie długiego przebywania w Egipcie chodzę w długich białych skarpetach Takie widywałem u aktorów w Teatrze Żydowskim w Warszawie jeszcze w latach 70-tych. Czyży pogardliwie Janusz to kolejny polski prostacki stereotyp podszyty nutką antysemityzmu?

Mnie przypadł do gustu poniższy wywód znaleziony w Internecie

Autor: Janusz (---.siedlce.do mtel.com.pl)
Data: 2015-09-23 21:56



Święty Janusz istnieje naprawdę.
W drugiej połowie wieku XIII, którą się tu obecnie zajmujemy, sprawami ogólnopolskimi, a więc także rozwojem języka polskiego, trudnili się ze świeckich dostojników tylko ci, którzy wyszli z dworu kaliskiego a skupiali się politycznie wokół osoby Przemysława. Celem polityki ogólnonarodowej musiało być przede wszystkim morze: żeby utrzymać choćby te resztki Pomorza! Tę ziemię gdańską, którą książę tamtejszy, Mszczuj II, zapisał Przemysławowi w r. 1282. Ale książę pomorski był młody (żył jeszcze potem 13 lat), usposobienie jego i uczucia mogły się zmienić, zaś margrabowie brandenburscy czyhali wciąż na Pomorze. Na wszelki wypadek trzeba było myśleć o jakim sprzymierzeńcu. Uznano, że najlepiej będzie związać się z państwem morskim, które by mogło w razie potrzeby przysłać okręty na pomoc i dopilnować sprawy od strony morza. Te względy pchnęły Przemysława ku Skandynawii, ku Szwecji. Posłał tam dziewosłębów po księżniczkę szwedzką, Ryksę, córkę Waldemara szwedzkiego.

Pośrednikiem był wybitny Polak, zamieszkały w Szwecji, mianowicie św. Janusz. Przypomnijmy sobie z rozdziału 8, jak św. Jacek pozostawił w Szwecji swego ucznia, Janusza. Pochodził on z krakowskiego klasztoru Dominikanów. Zasłynął w Szwecji jako znakomity kaznodzieja, a prawością charakteru, prostotą obok uczoności i świątobliwością obok zdatności do czynu, jednał sobie nie tylko mnóstwo przyjaciół, ale też grono naśladowców chętnych przywdziać habit św. Dominika. Nowicjuszów zebrało się z czasem tylu, iż był kłopot, jak ich pomieścić stosownie, tj. żeby mieli czas i miejsce na naukę bez przeszkód. Zaradził temu arcybiskup miasta Upsali, Farler, wystawiwszy dla św. Janusza klasztor w mieście Sagluna. Za tym przykładem powstały następne klasztory w różnych stronach Szwecji, gdyż dzięki polskiemu świętemu zakon dominikański nabył wśród Szwedów znacznej popularności. Sam zaś św. Janusz tak był ceniony, i takie, chociaż cudzoziemiec, wzbudzał zaufanie... iż wyniesiony został na stolicę biskupią w mieście Abo; później jeszcze wyżej, gdyż po śmierci Farlera zajął jego miejsce arcybiskupa Upsali i był prymasem Szwecji.

Poselstwo z prośbą o rękę królewnej Ryksy musiało być oczywiście jak najświetniejsze i jechało z rozgłosem; wszyscy o nim wiedzieli, i widzieli je. Zanim było postanowione, stanowiło przedmiot narad poufnych w ściślejszym gronie. Wiedzieli o tym zamiarze przede wszystkim bł. Jolanta, tudzież arcybiskup gnieźnieński Jakub Świnka, prymas Polski, który był głową stronnictwa narodowego. Zanim zaś poselstwo wyprawiono, starano się wywiedzieć prywatnie, jak będzie przyjęte. Nie pośle żaden monarcha dziewosłębów po to, żeby się spotkać z odmową, więc ze wstydem; takie sprawy załatwia się wpierw prywatnie, a potem dopiero publicznie. Kogoż miano pytać z tamtej strony morza, jak nie św. Janusza? Porozumiewały się stolice biskupie obu krajów i Dominikanie szwedzcy z polskimi. Działo się to więc za pośrednictwem Kościoła, gdy królewna Ryksa przybywała do Poznania w r. 1285 jako żona księcia Przemysława. O św. Januszu zaś usłyszymy jeszcze w następnym rozdziale.

Wówczas arcybiskup gnieźnieński Jakub Świnka postanowił wznowić królestwo narodowe bez względu na okoliczności. Skoro w Małopolsce to niewykonalne, więc zrobi się w Wielkopolsce. Choćby wznowione królestwo miało być ograniczone do samej tylko Wielkopolski, byle tylko było to królestwo! Byle nareszcie był król! Ale na koronację trzeba było pozwolenia papieskiego.

Zasiadał zaś wtedy na Stolicy Piotrowej papież Bonifacy VIII.

..............
Mój skrót aby sprostać ograniczeniom długości komentarzy w PR
..............


Było to w r. 1300. Wiedziano już o nim na papieskim dworze z opowiadania św. Janusza. Był zaś tego roku w Rzymie zjazd z całej Europy tak liczny, jak nigdy przedtem. Bonifacy VIII ogłosił na przełomie wieków XIII i XIV, na rok 1300, "miłościwe lato", jubileusz wtedy po raz pierwszy wprowadzony ze znacznymi odpustami (oteż obchodzono go co lat 50, później i do naszych czasów co 25). Pielgrzymek nagromadziło się Rzymie tyle, iż duże miasto żadną miarą nie mogło ich pomieścić. Powstało więc za murami miejskimi drugie niemałe miasto z namiotów. Cała Europa garnęła się do progów apostolskich. Stanowiło to triumf idei papieskiej.

Figura św. Janusza znajduje się w kaplicy w miejscowości Cieszacin Małym k. Jarosławia, na mapie: (klik).
Pozdrawiam serdecznie, Janusz

..............................
Jeszcze dla naukowej bezstronności. Imienia Janusz nie ma w Słowniku Imion Ossolineum
ISBN 83-04-03123-X

Jest tylko Janus z odniesieniami Jan, January.
Cytować
 
 
GretaRoyston
0 #3 GretaRoyston 2017-06-20 11:04
I see your site needs some unique content.
Writing manually is time consuming, but there is solution for this hard task.
Just search for: Miftolo's tools rewriter
Cytować
 
 
supertłumacz
0 #2 supertłumacz 2017-02-06 06:49
1. Ciągle jeszcze to co dzieje się ludzkim mózgu pozostaje nierozwiązaną zagadką, a więc i również to, co znajduje się w olbrzymim worku, opatrzonym etykietą: „choroby psychiczne”
O psychiatrii nie wiedziałem nic, bo to dziedzina biedna - nie słyszałem o międzynarodowyc h kongresach czy zakupach sprzętu diagnostycznego . Po śmierci żony poznałem schizofreniczkę . Fizycznie bardzo atrakcyjna, a jedno jej wcielenie było uosobieniem wszelkich możliwych cnót, łącznie z poczuciem humoru, obiektywizmem i samokrytycyzmem . W dobie Internetu
zbieranie danych jest łatwe. Oto moje wnioski , które mogą zainteresować Pana ciotkę.

Od około 200 lat w tej dziedzinie jest zastój jeśli pominąć badania wojskowe objęte ścisłą tajemnicą. Przyczyną jest znaczny udział symulantów od czasów Fryderyka Wielkiego - zmniejszenie odpowiedzialnoś ci prawnej z powodu niepoczytalnośc i (ang. not guilty by the reason of insanity). min. zwolnienie od poboru. Obecnie w Polsce kobiety stanowią zdecydowaną większość pensjonariuszy zakładów psychiatrycznyc h. Przynajmniej podczas pierwszej hospitalizacji połowa z nich to symulantki dla poprawy sytuacji bytowej i uniknięcia przemocy rodzinnej. Poza tym jak wiem od innej mojej bliskiej znajomej w wieku mej córki "u kobiety honor nie jest cechą dominującą" i taki pobyt nie hańbi. Wprost przeciwnie, można zaprzyjaźnić się z celebrytką np. z Violettą Villas. Wieloletnie przyjmowanie znaczących dawek leków , przede wszystkim relanium, wpędzi w chorobę każdego.
Inne polskie ciekawostki. Na oddziałach psychiatrycznyc h nie ma zakazu palenia (kuracja bezstresowa). Coraz łatwiej o skierowanie na kolejne hospitalizacje. Kilkanaście o łącznym czasie ponad rok zapewnia inwalidztwo pierwszej grupy ze wszystkimi przywilejami. Nie słyszałem o praktyce prywatnej, zatem budżetowe lekarki dla zapewnienia sobie etatu wzywają zawsze karetkę na sugestię pacjentki dla przejazdu kilkudziesięciu czy więcej kilometrów.
Moje prywatne obserwacje, nie naukowe (zbyt mała próbka reprezentacyjna ) Pensjonariuszki są ponadprzeciętni e naturalne i kobiece, a obwód biustu jest znacznie powyżej przeciętnej.

2. Zniósłbym ten lot jakoś, gdyby nie to, że przez tę prawie, całą dobą nie mógłbym palić. Była oferta 17, 5 godzinna, ale bilety, w obie strony kosztowałyby 2600 funtów, ta najtańsza opiewała na 1500. Nigdy nie zapomnę ośmiogodzinnego lotu do Nowego Jorku i męczarni jakich przeżywałem – tak dawał mi się we znaki głód nikotynowy.
Jeszcze kilkanaście lat temu paliłem tyle co Pan - minimum 2 paczki dziennie, zawsze tylko mocne i bez filtra. Sporo się zmieniło, pojawiły się papierosy elektroniczne. . Tak czy owak, głód nikotynowy można zaspokoić gumą Nicorette wszędzie i zawsze.

3. po staropolsku, to wrażliwe u mężczyzn miejsce nazywano „słabizną".
Wiele starych określeń zdumiewa trafnością. Staram się je przywracać., albo aktualizować.
Po upowszechnieniu socjalizmu zniknęło pachnące nieco feudalizmem określenie chlebodawca , a pojawiło się . pracodawca. mimo dominacji gospodarki rynkowej. A może kupiec pracy?
Cytować
 
 
bergerac
+3 #1 bergerac 2016-08-08 16:17
dzisuuus, Janusz!..ty to masz cięzkie zycie :)..
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież