IDOL ANALFABETÓW

IDOL ANALFABETÓW

Paweł Tanajno – przedsiębiorca i polityk (PO, Ruch Palikota, DB) bez żenady napisał na...

Dwie Polski, czyli – Plwajmy na tę skorupę

Dwie Polski, czyli – Plwajmy na tę skorupę

Dwie Polski, czyli – Plwajmy na tę skorupę Cmentarz to być może najlepsze miejsce do...

MEDIA - PIERWSZA WŁADZA

MEDIA - PIERWSZA WŁADZA

MEDIA - PIERWSZA WŁADZA     Media żerują na naszej frustracji i strachu, na żądaniu...

A mógł powiedzieć:

A mógł powiedzieć:"Kryśka - znajdź se chłopa!"

Ulubionym zawołaniem posłanki Pawłowicz jest: „Zamknij mordę!”, kierowane do bliźnich,...

Nowa energia, nowa Polska.. z ciocią w tle

Nowa energia, nowa Polska.. z ciocią w tle

Musiał minąć ponad tydzień, żebym nabrał dystansu do wydarzeń przed Pałacem...

Wypieprzyć Polskę z Unii Europejskiej!

Wypieprzyć Polskę z Unii Europejskiej!

Unia Europejska powinna wywalić Polskę na zbitą mordę, nie bawić się w procedury,...

Przeciw bolszewizacji prawa

Przeciw bolszewizacji prawa

Dzień 16 lipca zapewne przejdzie do historii najnowszej państwa polskiego, ponieważ – w...

PARTIA CZY POLSKA?

PARTIA CZY POLSKA?

PARTIA CZY POLSKA? Jak to możliwe, że system wyborczy tak prosty i jasny jak ordynacja...

Macierewicz to nie wariat – jest znacznie gorzej

Macierewicz to nie wariat – jest znacznie gorzej

Antoniego Macierewicza uważałem do wczoraj za wariata, idealnie wpisującego się do...

Por. Stefan Mustafa Abramowicz - Wspaniały przykład oddania Ojczyźnie

Por. Stefan Mustafa Abramowicz - Wspaniały przykład oddania Ojczyźnie

Por. Stefan Mustafa Abramowicz - Wspaniały przykład oddania Ojczyźnie Ale pomimo...

wielkanoc 2017

wielkanoc 2017

{jcomments on}

UPOLITYCZNIONE SZKOŁY, CZYLI O CO CHODZI Z TYM STRAJKIEM?

UPOLITYCZNIONE SZKOŁY, CZYLI O CO CHODZI Z TYM STRAJKIEM?

UPOLITYCZNIONE SZKOŁY, CZYLI O CO CHODZI Z TYM STRAJKIEM? Protesty grup zawodowych...

Ręce precz od samorządów!

Ręce precz od samorządów!

  Ręce precz od samorządów! Rola samorządów w państwie zależy od całościowej jego...

rżnięcie

rżnięcie

  Krzysztof {jcomments on}

TUSK GWOŹDZIEM DO PISOWSKIEJ TRUMNY

TUSK GWOŹDZIEM DO PISOWSKIEJ TRUMNY

Już wiadomo, że za chwilę PiS będzie fetował swoją klęskę jako zwycięstwo, tym...

PRZEKLĘTY DAR WOLNOŚCI ..... i trochę o drzewach

PRZEKLĘTY DAR WOLNOŚCI ..... i trochę o drzewach

PRZEKLĘTY DAR WOLNOŚCI ..... i trochę o drzewach   „Wolność jest wielkim darem. Nie...

PiS czyli: Poniżać i Szmacić  (cz.I)

PiS czyli: Poniżać i Szmacić (cz.I)

Na Facebooku opublikowałem komentarz dotyczący, cierpiącej na bezjajowość opozycji...

EDUKACJA MARIONETEK

EDUKACJA MARIONETEK

            EDUKACJA MARIONETEK   Społeczeństwa istnieją dzięki posłuszeństwu: wobec...

TYLKO U NAS! Dlaczego PiS popiera wycinanie drzew? Odkrywamy prawdziwe powody.

TYLKO U NAS! Dlaczego PiS popiera wycinanie drzew? Odkrywamy prawdziwe powody.

Najpierw, jak jakiś najgorszy lewak, oburzałem się, na to, że minister Szyszko...

GRUBA BALETNICA, CZYLI EGALITARYZM W EDUKACJI

GRUBA BALETNICA, CZYLI EGALITARYZM W EDUKACJI

GRUBA BALETNICA, CZYLI EGALITARYZM W EDUKACJI   Największym problemem nauczycieli i...

władza

władza

     Krzysztof    {jcomments on}

cywilizacyjne dylematy Europy

cywilizacyjne dylematy Europy

Głośnym ostatnio stał się wywiad Jarosława Kaczyńskiego udzielony niemieckiemu...

mimozy

mimozy

{jcomments on}Krztsztof

„Bolek” czy nie? Nigdy się nie dowiemy

„Bolek” czy nie? Nigdy się nie dowiemy

Wałęsa wszedł już do światowej historii i nic ani nikt go stamtąd nie wymaże, a...

33 tys. znaków na temat szkolnictwa

33 tys. znaków na temat szkolnictwa

„Kwestia szkolna" jest istotną częścią „kwestii polskiej", tego, czym żyjemy i jak...

"W naszym angielskim domu" - Janusz Młynarski

Rażenie muzułmanów piersią

Ocena użytkowników:  / 6
SłabyŚwietny 
Cyc anty-muzułmański. Świńska kanapka w klozecie. Impreza z ciepłokrajowcem. Miłość, która nadeszła później. Przepaść, czyli co różni Polskę od UK. Czego chcesz polski palancie?

Pod koniec ubiegłego tygodnia byłem świadkiem ciekawego zdarzenia, do którego doszło w Central Middlesex Hospital. Udałem się tam, ponieważ musiałem się zgłosić do kontroli prawego oka, zoperowanego miesiąc wcześniej. Nie było to nic poważnego i prawdopodobnie zapomniałbym o tym zabiegu, gdyby nie esemes przypominający mi wizycie. Chodziło o sprawdzenie, czy po wszczepieniu soczewki dobrze widzę i czy nie ma jakichś komplikacji. Nie wiem dlaczego, ale przyjechałem do szpitala o godzinę za wcześnie, widocznie spojrzałem na niewłaściwy zegarek. Rozzłościło mnie to, ponieważ jestem wyjątkowo niecierpliwy,więc godzinne oczekiwanie na swoją kolej wydawało mi się torturą nie do wytrzymania. Poszedłem do recepcji się zameldować, a tam się okazało, że zostaną przyjęty za półtorej godziny, bo jakiś sprzęt uległ awarii. Miałem ochotę zabić recepcjonistkę, następnie wskrzesić i znów zabić, ale szybko sobie uświadomiłem, że przecież to nie jej wina i krwiożerczość mnie opuściła. Nie daleko szpitala był jakiś pub, więc udałem się w jego stronę, jednak po drodze zdałem sobie sprawę, że do lekarza raczej nie wypada przychodzić, nawet na małej bani, więc zawróciłem. Pozostało mi już tylko snucie się po korytarzach, z przerwami na palenie papierosów. Kiedy znudziło mi się łażenie po szpitalu, postanowiłem usiąść. Ale nic z tego, wszystkie miejsca w poczekalniach były zajęte. Wszedłem w jakichś boczny korytarz i znalazłem wreszcie taką, w której było niemal pusto, tyle, że była to poczekalnia dla matek z dziećmi. Nie przejąłem się tym, wziąłem jakąś gazetę ze stolika i zacząłem ją przeglądać. Kilka miejsc dalej siedziała jakaś, młoda kobieta i karmiła dziecko piersią. W dzisiejszych czasach publiczne karmienie piersią jest o tyle niekłopotliwe, że nawet, jak ktoś chce się pogapić, to nic nie zobaczy, ponieważ ktoś mądry wymyślił specjalne osłony, które można kupić w sklepach. I właśnie ta pani z takiej osłony korzystała. Od czasu, do czasu mówiła coś szeptem do swego maleństwa, a, że siedziałem dość blisko, to usłyszałem, że szepcze po polsku. Miałem nawet zamiar nawiązać rozmowę, ale nie zdążyłem, bo oto zza recepcyjnej lady wyłoniła się korpulentna, piegowata blondynka. Trzymając w dłoni nagryzioną kanapkę, podeszła zdecydowanym krokiem,do karmiącej i powiedziała:

-Proszę tu nie karmić dziecka piersią, proszę wyjść do toalety.

-Nie rozumiem? Dlaczego mam iść do toalety? -spytała Polka nie przerywając karmienia.

- Bo, to może urazić muzułmanów!

Rozejrzałem się po prawie pustej poczekalni. W kącie siedziała somalijska para z dzieckiem, nieco dalej Somalijka tak stara, że mogła być winna Mojżeszowi pięć złotych i jeszcze jakaś młoda, zaawansowana ciężarówka, również w muzułmańskim przyodziewku.

-A ty obżerasz się przy nich wieprzowiną. Powinnaś iść do toalety i tam ją zjeść, żeby nie urazić muzułmanów. -spokojnie odrzekła matka Polka.

Piegowata odruchowo schowała kanapkę za siebie.

-Nie chowaj – widziałam, że bekonem.

Piegowata schowała się – jak niepyszna – za ladę, a ja zacząłem bić brawo. Chciałem coś zagadać, do tej naszej, rezolutnej rodaczki, ale akurat nadeszła jej kolej i wywołano ją do gabinetu.

***

Nigdy jeszcze, tu w Londynie nie mieszkałem w tak zacisznym miejscu. Osiedle, w którym pędzę swój żywot, składa się z 10. jednopiętrowych budynków. Z lotu ptaka wyglądają jak zygzak. Front każdego budynku wychodzi na ulicę, natomiast zaplecze na coś w rodzaju parku, do którego tylko mieszkańcy mają dostęp. Wszystko tu jest, łącznie z kawiarnią, brakuje tylko sklepu. Michael, administrator mówi, że w przyszłym roku rozpocznie się budowa niewielkiego basenu, wszystko jednak zależy od głosowania mieszkańców w tej sprawie, bo czynsz, choć minimalnie, ale będzie musiał pójść w górę.

Na sąsiadów też nie mogę narzekać, a najbliższymi są dwie muzułmańskie rodziny, jedyni muzułmanie na całym osiedlu. Przewspaniali ludzie, więc czasem mi głupio, że tak ostro jadę po wyznawcach Allaha, no, ale po katolikach, Polakach też jadę, a i po sobie, jak trzeba, więc jakoś się to bilansuje.

Wstyd powiedzieć, ale – choć minęło już ponad pół roku od mojego zamieszkania – nadal nie mogę zapmiętać imion moich sąsiadów -ci, co mieszkają zaraz za ścianą pochodzą z Indii, ale mają jakieś trudne imiona, ci z Somalii łatwiejsze, bo arabskie, ale zapamiętałem tylko te męskie, żeńskie są jakoś mniej przyswajalne.

Ci hinduscy odwiedzili nas już nazajutrz po naszym wprowadzeniu się. Przynieśli jakiś sok i ciasteczka i zadeklarowali wszelką pomoc, że jakby coś, to możemy na nich liczyć. Wpadają, co dwa, trzy dni, zawsze z czymś, przeważnie z ciasteczkami i pytają, czy nic nam nie potrzeba, czy dobrze się czujemy? Ja, czy Perełka nie mamy takich nawyków, nie mamy w sobie takiej troskliwości, co powoduje u nas wyrzuty sumienia i sprawia, że często nam głupio z tego powodu, że nie rewanżujemy się równie często.

Pomiędzy nim a nią jest spora różnica wieku. On jest młodszy o kilkanaście lat – on ma około 50 lat, ona jest sporo po sześćdziesiątce. Ona jest Aleniska i pękata, jak matrioszka, a on wysoki i szczupły, ale widać, że są ze sobą szczęśliwi i jeśli zdarza się z nimi niezgoda, to tylko w jednym przypadku.

Kilka miesięcy temu, niezbyt późnym wieczorem zapukał do mnie właśnie ten sąsiad i zapytał czy lubię whisky. Co za pytanie?! Przecież ktokolwiek spojrzy na mnie, ten od razu wie! Nie musi się pytać! Ale nieważne, może miał źle dobrane okulary. Tak, czy owak usłyszał odpowiedź entuzjastycznie twierdzącą. Jego pytanie miało związek z tym, że jego żona nie lubi, jak on pije i dlatego on nie pije. To znaczy -w domu nie pije. Nie musiał dwa razy powtarzać. Wpuściłem go do środka. Gość wyjął 300 gramowe maleństwo, co mnie trochę rozczarowało, bo spodziewałem się co najmniej 0, 70 l. No cóż, lepsze 300 gramów niż 100, albo nic.

Okazało się – niestety – że to mizerna objętość butelki, to niejedyny problem. By go przybliżyć muszę, choć nie chcę, znów zahaczyć o wielokulturowość. Otóż ludzie z tzw. ciepłych krajów piją alkohol w zupełnie innym tempie, niż ludzie krajów północnych, do których i ja się zaliczam. Potrafią oni spędzić pół imprezy przy jednej lampce wina i drugie pół przy kolejnej. Ja też nie miałbym nic przeciwko temu, gdybym mógł poprzestać na dwóch lampkach, bo wyszłoby taniej, tyle, że nic bym po nich nie poczuł, nawet gdybym wypił je natychmiast. Poza tym nie lubię win, poza węgierskimi półwytrawnymi, ale przede wszystkim najważniejsze są dla mnie efekty, czyli nie smak, lecz stan, który powoduje wypity alkohol. Z tych to powodów preferuję alkohole wysokoprocentowe, bez dodatków w postaci soków, czy coli. Pierwsze cztery kolejki wypijam dość szybko, po czym lekko zwalniam tempo.

Mój sąsiad jest niestety „ciepłokrajowcem” i to ze wszelkimi, tego pochodzenia, konsekwencjami. Pije, ale z długimi przerwami pomiędzy jedną, a drugą kolejką, a na dodatek w małych dawkach, czyli takich, co dno szklanki ledwie zakrywają. Dłuższe interwały pomiędzy kolejkami nie mają zupełnie sensu, bo to jest tak, jakby za każdym razem pić od nowa - to, co wypijesz, zdąży wywietrzeć. Jednym słowem: czysta „marnacja”, bo jak mawiali starzy lwowiacy: „Ani w dupi, ani w głowi”. Z trzema setkami whisky radzę sobie zazwyczaj w ciągu godziny, natomiast pijąc sąsiadem męczyłem się ponad cztery godziny!

Mój współtowarzysz jest osobą bardzo rozmowną, ale widać te dawki były dla niego wystarczające, ponieważ rozgadał się do tego stopnia, że w ogóle nie dopuszczał mnie do głosu. Opowiedział mi cały swój życiorys, z którego zapamiętałem jedynie początek, ponieważ, jak ktoś mówi zbyt długo, to ja się, w pewnym momencie, wyłączam, udając tylko, że słucham. Zapamiętałem jedynie to, że poznał swoją żonę w Indiach, kiedy przyjechała z Anglii odwiedzić rodzinę. Jego marzeniem zawsze było wyrwać się, gdzieś w świat, a najchętniej właśnie do UK. Gdy spotkał ją u znajomych uznał, że dzięki niej ma szansę na zrealizowanie swoich marzeń, więc przyssał się do niej, naskakiwał, a, że niewiasta była dużo starsza i przeciętnie urodziwa, to skradł jej serce. Nie kochał jej, tylko Anglię, ale ona dała się nabrać. Kiedy odprowadzał ją do pociągu wiozącego ją na lotnisko wyznał jej miłość. Później pisał do niej czułe listy, a ona do niego, a po dwóch latach wysłała mu zaproszenie. Gdy już przyjechał do Londynu, pobrali się. Marzenie się spełniło. Dostał pracę, jako księgowy, poczuł się pewniej i zaczęło mu trochę odbijać. Zaczął dyskretnie popijać, ciągnęło go też do kobiet, ale – jak solennie zapewniał – nigdy żony nie zdradził, choć nieraz niewiele brakowało. Potrafił sobie powiedzieć „nie”, bo czuł, że byłoby to świństwo, wobec kogoś, kto tak wiele dla niego zrobił.

-Długo się męczyłem, aż wreszcie... ją pokochałem i tak już zostało.

Myślę, że ten fragment jego biografii był nie tylko najwartościowszym elementem jego wynurzeń, ale również czymś najwartościowszym, co ostatnimi czasy usłyszałem, albowiem dowodzi to, że człowiek może panować nad instynktami, nad egoizmem, w imię lojalności, wierności, w imię nie czynienia krzywdy drugiej osobie, a szczególnie najbliższej.

Wierzę, że mój sąsiad mówi prawdę, ponieważ widzę, jak rozmawia ze swoją małżonką, jak ją traktuje, jak troszczy się o nią. Można by się przyczepić, o to, że lubi się czasem napić, no, ale cóż, nikt nie jest doskonały.

***

Z mojego osiedla mam kilka minut do tzw. community centre, które jest czymś w rodzaju dzielnicowego domu kultury. Tu zaczynał swoją działalność słynny zespół „Deep Purple”, a nieco dalej miał swój sklepik i warsztat naprawczy sprzętu RTV, James Marshall, który później, już w latach 60 zasłynął na cały świat z produkcji kolumn głośnikowych i wzmacniaczy „Marshall”, mówi się o nich „kultowe”.

Zmarły cztery lata temu Jon Lord, lider i klawiszowiec „Deep Purple” zapisał community centre połowę swojego majątku – ciekawostka taka.

Wybrałem się tam na wystawę prac plastycznych osób niepełnosprawnych. Galerie sztuki odwiedzam coraz rzadziej, bo coraz trudniej wypatrzyć, coś na czym można zawiesić oko, a na takich wystawach, jak te, gdzie pokazuje się prace osób niepełnosprawnych, to zupełnie coś innego. Tu muszę dodać, że są to osoby dorosłe, niepełnosprawne intelektualnie, często na poziomie pięcio, sześciolatków, bądź z początkami demencji, albo też cierpiące na różne odmiany schizofrenii, chorobę afektywną dwubiegunową itp., ale niewymagające leczenia szpitalnego.

To jedyne miejsca, gdzie prace są niebanalne i bardzo tajemnicze, pełne niesłychanej kolorystyki. Czyżby natura rekompensowała im w ten sposób, to czego nie dała w dniu narodzin albo w kolejnych etapach życia. Niepojęty jest ludzki umysł!

Każdy obraz, każdy rysunek, rzeźba czymś przyciągają. Jeśli niektóre są nieporadne, to zadziwiają symboliką, inne niesamowitymi barwami, albo kształtami, jednak, co najciekawsze, prace te emanują radością, pokazują inny świat, piękniejszy, poetycki, choć nie są to dzieła w konwencji realizmu.

Margot, 22. letnia dziewczyna, porażenie mózgowe, porażenie dolnych kończyn, IQ poniżej 50, a więc poziom sześciolatki, pomalowała słoiki farbami do szkła. Zrobiła to tak, że niemal nie sposób się domyślić, jakie było pierwotne przeznaczenie tych przedmiotów. Niektóre słoiki mają symetryczne wzory, wpasowane w siebie figury geometryczne, inne z kolei opatrzone są, pozornie przypadkowymi, kolorowymi plamami, jednak po bliższym przyjrzeniu okazywało się, że jest w tym logika, a jak logika, to kompozycja – każdy kolor miał swoje „przedstwicielki” w postaci trzech plam, kolorów było 16, plamy różnej wielkości, a słoik z daleka wyglądał, jak oblepiony jesiennymi liśćmi. Na innym Margot namalowała kwiaty jasnoróżowe stokrotki na zielonym tle. Namalowała je tak, że uzyskała efekt trójwymiarowości! Niepojęte!

Pomyślałem sobie wtedy o Polsce, o tych wszystkich biedakach pozostawionych samym sobie, traktowanych jak warzywa, jak piąte koła u wozu, skazanych na wegetację, a przecież można pomóc organizując im czas, a oni potrafią się naprawdę wspaniale odwdzięczyć.

Cóż z tego, że w Polsce są już autostrady, że prawie każdy ma samochód, komputer, internet, że właściwie dysponujemy wszystkimi zdobyczami cywilizacji. Cóż z tego – przepaść cywilizacyjna, choćby między Wielką Brytanią, a Polską, w dalszym ciągu jest bardzo głęboka i nie chodzi tu o przedmioty, lecz przymioty.

***

Patrzę, jak Cameron dwoi się i troi, by zastopować to, co sam rozpędził, czyli wyjście Wielkiej Brytanii z Europy. Inna sprawa, że – właściwie – nie miał wyjścia. Przed ubiegłorocznymi wyborami, niejaki Farage ze swoim UKIP deptali mu po piętach, anty-imigrancka retoryka trafiała do coraz szerszych kręgów wyborców, a przecież Cameron, tak naprawdę, wcale nie chciał wychodzić z UE, lecz raczej uniezależnić się w większym stopniu od Brukseli, ale przede wszystkim zneutralizować bardziej radykalną konkurencję. Zagrał va banque i zaproponował referendum, czym zamknął gębę UKIP-owcom, ale -jak wiadomo -każda akcja ma swoje następstwo w postaci reakcji i tą reakcją będzie wynik referendum. Sondaże pokazują, że na dwoje babka wróżyła – niby zwolenników pozostania jest więcej, ale to różnica minimalna. O wszystkim zadecyduje frekwencja – ci, którzy są przeciwni Brexitowi są bardziej świadomymi wyborcami, co z oznacza również, że są też bardziej zdyscyplinowani, że na pewno pójdą głosować.

Ale nie rozumiem jednej rzeczy – nie rozumiem niektórych naszych rodaków, którzy są bardzo antyunijni, a jednocześnie boją się Brexit i jego konsekwencji. Zdecydujcie się palanty, czego chcecie! CDN

Janusz Młynarski 

Komentarze   

 
supertłumacz
0 #3 supertłumacz 2017-02-06 04:47
6 lutego 2017

Opisy JM są tak plastyczne że oszczędzają mi fatygi podróżowania dlatego mimo dezaprobaty dla jego (postępowania (pijaństwo i rakotwórcze papierosy) oceniłem maksymalnie ten artykuł. Jednak nie ma róży bez kolców. JM nie wyciąga wniosków z relacjonowanych faktów, dlatego nie mogłem powstrzymać się od uszczypliwych pytań retorycznych.
Kolejność taka jak odnośnych relacji w artykule.

1. Chodziło o sprawdzenie, czy po wszczepieniu soczewki dobrze widzę i czy nie ma jakichś komplikacji.
Czy w Polsce w ramach ubezpieczenia można liczyć na taką usługę medyczną ? Czy w trosce o pacjenta bywa wzywany telefonicznie lub sms-em?

2. Nigdy jeszcze, tu w Londynie nie mieszkałem w tak zacisznym miejscu.
A Polaków niewielu?

3. -Długo się męczyłem, aż wreszcie... ją pokochałem i tak już zostało. Myślę, że ten fragment jego biografii był nie tylko najwartościowsz ym elementem jego wynurzeń, ale również czymś najwartościowsz ym, co ostatnimi czasy usłyszałem, albowiem dowodzi to, że człowiek może panować nad instynktami, nad egoizmem, w imię lojalności, wierności, w imię nie czynienia krzywdy drugiej osobie, a szczególnie najbliższej.
Myślę że podobnych przypadków jest w UK więcej, ale nie wśród Polaków. Jak skończył morderca który ożenił się z Brytyjką, ubezpieczył ją wysoko na życie , a potem przy współudziale przybyłej z Polski rodziny zakopał żywcem?

4. Z mojego osiedla mam kilka minut do tzw. community centre, które jest czymś w rodzaju dzielnicowego domu kultury. Zmarły cztery lata temu Jon Lord, lider i klawiszowiec „Deep Purple” zapisał community centre połowę swojego majątku
Te udogodnienia socjalne, np. mieszkania komunalne, nie są darem Bożym. Kosztują. Polacy również z nich korzystają. Czy zdarzają się zapisy testamentowe Polaków na rzecz brytyjskich instytucji społecznych i charytatywnych?

5. Pomyślałem sobie wtedy o Polsce, o tych wszystkich biedakach pozostawionych samym sobie, traktowanych jak warzywa, jak piąte koła u wozu, skazanych na wegetację, a przecież można pomóc organizując im czas, a oni potrafią się naprawdę wspaniale odwdzięczyć.
To przede wszystkim kwestia pieniędzy
Czy Pan coś zrobił dla nich? Uprzedzając podobne pytanie pod moim adresem szczerze mówię że ja też nic. Wynarodowiłem się. Owszem, wspomagałem jeszcze kilka lat temu kilka rodzin w Egipcie jako tak zwany foster parent. Polakom od kilku lat nie pomagam, bo trudno mi znale w Polsce choć jedną osobę godną okazania pomocy.
Poza tym ciągle pozostaję osobą prywatną, nie mam autorytetu, a moje rady są nagminnie lekceważone. Właśnie pochowałem przyjaciela staruszka którego żona zignorowała moją radę natychmiastoweg o zabrania go do domu po udanej operacji neurochirurgicz nej (wylew). Z pacjentem był już kontakt, ale ustał "kiedy zsunął się z wysokiego łóżka szpitalnego na głowę jak pośrednio dowiedziałem się od opłaconej przeze mnie salowej. Zmarł w ciągu tygodnia od zsunięcia, ale już nie jako pacjent. Ordynator przekonał idiotkę aby tymczasowo przeniosła go do prywatnego zakładu opieki. Liczne w Polsce. Prezes PZU Życie Wieczerzak, lekarz, w czasie procesu zawstydzał biegłych. No cóż, takie powołanie ...Przypadkowo znam jego koleżankę ze studiów . "Niczym się nie wyróżniał"

6. Ale nie rozumiem jednej rzeczy – nie rozumiem niektórych naszych rodaków, którzy są bardzo antyunijni, a jednocześnie boją się Brexit i jego konsekwencji.
Tylko jednej? Dobry Pan jest.
Cytować
 
 
niepelnosprawny,org
0 #2 niepelnosprawny,org 2016-06-11 16:43
podtytuł rażący...
"Cóż z tego, że w Polsce są już autostrady, że prawie każdy ma samochód, komputer, internet, że właściwie dysponujemy wszystkimi zdobyczami cywilizacji. Cóż z tego – przepaść cywilizacyjna, choćby między Wielką Brytanią, a Polską, w dalszym ciągu jest bardzo głęboka i nie chodzi tu o przedmioty, lecz przymioty."
a bankowość?
Cytować
 
 
Mirek
+1 #1 Mirek 2016-05-26 10:37
[fv][fv]Tekst dla lubiących czytać , dla niecierpliwych za długi.....[/fv] [/fv]
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież