IDOL ANALFABETÓW

IDOL ANALFABETÓW

Paweł Tanajno – przedsiębiorca i polityk (PO, Ruch Palikota, DB) bez żenady napisał na...

Dwie Polski, czyli – Plwajmy na tę skorupę

Dwie Polski, czyli – Plwajmy na tę skorupę

Dwie Polski, czyli – Plwajmy na tę skorupę Cmentarz to być może najlepsze miejsce do...

MEDIA - PIERWSZA WŁADZA

MEDIA - PIERWSZA WŁADZA

MEDIA - PIERWSZA WŁADZA     Media żerują na naszej frustracji i strachu, na żądaniu...

A mógł powiedzieć:

A mógł powiedzieć:"Kryśka - znajdź se chłopa!"

Ulubionym zawołaniem posłanki Pawłowicz jest: „Zamknij mordę!”, kierowane do bliźnich,...

Nowa energia, nowa Polska.. z ciocią w tle

Nowa energia, nowa Polska.. z ciocią w tle

Musiał minąć ponad tydzień, żebym nabrał dystansu do wydarzeń przed Pałacem...

Wypieprzyć Polskę z Unii Europejskiej!

Wypieprzyć Polskę z Unii Europejskiej!

Unia Europejska powinna wywalić Polskę na zbitą mordę, nie bawić się w procedury,...

Przeciw bolszewizacji prawa

Przeciw bolszewizacji prawa

Dzień 16 lipca zapewne przejdzie do historii najnowszej państwa polskiego, ponieważ – w...

PARTIA CZY POLSKA?

PARTIA CZY POLSKA?

PARTIA CZY POLSKA? Jak to możliwe, że system wyborczy tak prosty i jasny jak ordynacja...

Macierewicz to nie wariat – jest znacznie gorzej

Macierewicz to nie wariat – jest znacznie gorzej

Antoniego Macierewicza uważałem do wczoraj za wariata, idealnie wpisującego się do...

Por. Stefan Mustafa Abramowicz - Wspaniały przykład oddania Ojczyźnie

Por. Stefan Mustafa Abramowicz - Wspaniały przykład oddania Ojczyźnie

Por. Stefan Mustafa Abramowicz - Wspaniały przykład oddania Ojczyźnie Ale pomimo...

wielkanoc 2017

wielkanoc 2017

{jcomments on}

UPOLITYCZNIONE SZKOŁY, CZYLI O CO CHODZI Z TYM STRAJKIEM?

UPOLITYCZNIONE SZKOŁY, CZYLI O CO CHODZI Z TYM STRAJKIEM?

UPOLITYCZNIONE SZKOŁY, CZYLI O CO CHODZI Z TYM STRAJKIEM? Protesty grup zawodowych...

Ręce precz od samorządów!

Ręce precz od samorządów!

  Ręce precz od samorządów! Rola samorządów w państwie zależy od całościowej jego...

rżnięcie

rżnięcie

  Krzysztof {jcomments on}

TUSK GWOŹDZIEM DO PISOWSKIEJ TRUMNY

TUSK GWOŹDZIEM DO PISOWSKIEJ TRUMNY

Już wiadomo, że za chwilę PiS będzie fetował swoją klęskę jako zwycięstwo, tym...

PRZEKLĘTY DAR WOLNOŚCI ..... i trochę o drzewach

PRZEKLĘTY DAR WOLNOŚCI ..... i trochę o drzewach

PRZEKLĘTY DAR WOLNOŚCI ..... i trochę o drzewach   „Wolność jest wielkim darem. Nie...

PiS czyli: Poniżać i Szmacić  (cz.I)

PiS czyli: Poniżać i Szmacić (cz.I)

Na Facebooku opublikowałem komentarz dotyczący, cierpiącej na bezjajowość opozycji...

EDUKACJA MARIONETEK

EDUKACJA MARIONETEK

            EDUKACJA MARIONETEK   Społeczeństwa istnieją dzięki posłuszeństwu: wobec...

TYLKO U NAS! Dlaczego PiS popiera wycinanie drzew? Odkrywamy prawdziwe powody.

TYLKO U NAS! Dlaczego PiS popiera wycinanie drzew? Odkrywamy prawdziwe powody.

Najpierw, jak jakiś najgorszy lewak, oburzałem się, na to, że minister Szyszko...

GRUBA BALETNICA, CZYLI EGALITARYZM W EDUKACJI

GRUBA BALETNICA, CZYLI EGALITARYZM W EDUKACJI

GRUBA BALETNICA, CZYLI EGALITARYZM W EDUKACJI   Największym problemem nauczycieli i...

władza

władza

     Krzysztof    {jcomments on}

cywilizacyjne dylematy Europy

cywilizacyjne dylematy Europy

Głośnym ostatnio stał się wywiad Jarosława Kaczyńskiego udzielony niemieckiemu...

mimozy

mimozy

{jcomments on}Krztsztof

„Bolek” czy nie? Nigdy się nie dowiemy

„Bolek” czy nie? Nigdy się nie dowiemy

Wałęsa wszedł już do światowej historii i nic ani nikt go stamtąd nie wymaże, a...

33 tys. znaków na temat szkolnictwa

33 tys. znaków na temat szkolnictwa

„Kwestia szkolna" jest istotną częścią „kwestii polskiej", tego, czym żyjemy i jak...

"W naszym angielskim domu" - Janusz Młynarski

Wzrokowe masowanie harmonijnych kształtów

Ocena użytkowników:  / 2
SłabyŚwietny 
Który to już powrót. Dlaczego Murzynka mnie nie lubi. Potrójnie nietykalni. Walet u Perełki. Kto pokochał moje więdnące wdzięki. Nachodźcy podnoszą głowę. Wyprawa do „Małych Indii” Wzrokowe masowanie harmonijnych kształtów i goły Hindus na przystanku. Kto narusza mój rytm, czyli wątpliwe uroku „multi-kulti”

Nie wiem jak nazwać to, co czuję – depresja? To chyba niezbyt właściwe określenie mojego stanu. W depresji odczuwamy ból duszy, a ja odczuwam raczej zobojętnienie, przetykane błyskami zaangażowania, wrażliwości na to, co dzieje się wokół mnie. Bólu, więc nie ma, ale entuzjazmu też nie. Na co dzień niczym się nie przejmuję, niewiele rzeczy mnie wzrusza, no może jeszcze muzyka. Moje myśli często wracają do bliższej i dalszej przeszłości, ale staram się tego unikać.

Przypominam sobie czasy, nie tak znowu odległe, kiedy z ochotą zasiadałem przy klawiaturze, by opisać kolejne przygody, których doświadczyłem w “naszym angielskim”. Naprawdę nie wiem, co się stało, że coraz rzadziej zacząłem tu zaglądać, a przecież, to nie było tak, że zapomniałem albo, że mi się nie chciało. Owszem, chciało mi się, bo było o czym pisać, ale ilekroć kładłem ręce na klawiaturę, pojawiały się opory, obawa przed tym, że spod moich palców wypłynie jakiś bełkot, jakieś pseudodowcipne wynurzenia, co przecież wielokrotnie mi się zdarzało. Co prawda, co jakiś czas zastrzegałem, że opowieści moje pisane spontanicznie, pod wpływem impulsu, że nie jest to przemyślana fabuła, lecz - sporządzane na świeżo - bilanse tygodnia, taki dziennik cotygodniowy.

Dziś o 3.09 w nocy podejmuję kolejnej próbę reaktywowania „Naszego angielskiego domu”, który od 2009 roku był publikowany na łamach dwóch polonijnych tygodników, a później tu w „The Polish Review” i miał dziesiątki tysięcy fanów, z których większość utraciłem, ale wierzę, że nie bezpowrotnie.

                                                                               ***

Ostatni odcinek mojej opowieści-rzeki, dotyczył perturbacji związanych z rwą kulszową, która dopadła mnie niemal równo rok temu. Niestety, niedługo było mi dane bezbolesne spacerowanie, ponieważ po kilku dniach, Niebiosa zdecydowały, że jest mi za dobrze, więc zesłano kolejną rwę, tym razem po lewej stronie. Całe szczęście, że nie wróciłem do swojego domu na Queens Park, lecz zostałem u Perełki. Gdybym wrócił, to pewnie zakończyłbym żywot, ponieważ ta druga rwa była jeszcze dotkliwsza – nie było mowy o najmniejszym ruchu ręką, a więc i o zadzwonieniu na pogotowie. Padłbym z bólu, pragnienia i głodu, jako, że moje domostwo, w którym mieszkałem sam, znajdowało się na uboczu, toteż moich wrzasków o pomoc nikt, by nie usłyszał.

Mój pobyt u Perełki był nielegalny, bo przecież nie byłem pełnoprawnym mieszkańcem, lecz tzw. waletem. Moja obecność, choć przecież praktycznie nieodczuwalna, dla pozostałych współmieszkańców, przestała się podobać Murzynce mieszkającej na piętrze – niejakiej Keishy, która próbowała zdominować mieszkańców narzucając im swoje porządki.

Pisałem już chyba o niej, ale przypomnę – pochodzi z Jamajki,ma około 40 lat, choć trzeba przyznać, że wygląda na 30, ciągle podkreśla, że jest obywatelką brytyjską i pochodzi z kraju angielskojęzycznego. Ten jej angielski, to bełkotliwy, używany na Jamajce, angielski slang, więc jeśli ktoś ją rozumie,to -co najwyżej – ona sama oraz jej rodzona matka i siostry. Podkreślając swoją brytyjskość Keisha zawsze dodaje, że ma większe prawa niż nie-Brytyjczycy. To wynoszenie się nad innych sprawiało, że Frederick, Francuz z Lyonu, który przez pewien czas tam mieszkał, zawsze się z nią kłócił, nie szczędząc jej ekstremalnie rasistowskich i -przyznać trzeba - prymitywnych epitetów, wskazując przy tym rozłożyste drzewo w ogrodzie, jako właściwe dla niej miejsce zamieszkania.

Inną sprawą jest, że Frederick gardził wszystkimi nacjami poza własną, co nie przeszkadzało mu mieć dziewczyny z Wybrzeża Kości Słoniowej, czarnej dziewczyny.

                                                                            ***

Oderwę się na chwilę od wycieczek w przeszłość i zajmę się najświeższą współczesnością, a wszystko dlatego, że w ostatnich tygodniach obserwuję wzmożone zainteresowanie moją osobą, i -co mnie najbardziej zaskakuje – owo zainteresowanie ma podłoże ...erotyczne, a, żeby było jeszcze ciekawiej, to stałem się obiektem westchnień osób młodych, a nawet bardzo młodych, dość powiedzieć, że najstarsza nie przekracza czterdziestki, a najmłodsza ma niespełna 18 lat! Takiego starucha, jak ja, powinno to wbijać w niesłychaną dumę, a ze mną dzieje się zupełnie coś odwrotnego – nie dość, że nie jestem dumny, to czuję jeszcze jakieś skonfundowany. Dlaczego? Zaraz to wyjaśnię.

Dość często ktoś prosi mnie na Facebooku o przyjęcie do grona znajomych i ja przyjmuję zaproszenia, w zasadzie bez wyjątku. W zasadzie, bo odrzucam spamy lansujących się panienek, które kolekcjonują wielbicieli i „lajki”. Pozostałe osoby to znajomi, znajomi znajomych, albo nieznajomi, które proponują mi znajomość, najczęściej dlatego, że podoba im się moja pisanina. Każdą taką propozycję przyjmuję z wielką radością i czuję się zaszczycony. Od kilku tygodni z podobną prośbą zaczęły się zwracać do mnie osoby cudzoziemskie. Z USA, Kanady, Australii, Nowej Zelandii, Nigerii, Grecji, Francji i Wielkiej Brytanii. Po zaakceptowaniu natychmiast wysyłają mi wiadomości w rodzaju: „Jesteś piękny! Czy możemy się bliżej poznać? Można się w tobie zakochać.”, albo „Podobasz mi się, dziękuję za przyjęcie zaproszenia. Za dwa tygodnie będę w Londynie, może moglibyśmy się spotkać u ciebie, albo w jakimś przytulnym hoteliku?”. Najpierw myślałem, że to są spamy, ale sprawdziłem te osoby – to ludzie z krwi i kości. I może nawet byłbym skłonny udać się do „przytulnego hoteliku”, gdyby autorami tych liścików nie byli... faceci!

Tak, wyłącznie faceci, w tym kilku czarnych, oraz jeden Japończyk, jeden Filipińczyk (po zmianie płci), ponadto Grecy, Amerykanie i wielu innych. W sumie prawie 80 osób. W wielu z nich, to ludzie na wysokich stanowiskach, nawet w armii USA, menedżerowie w wielkich korporacjach, artyści, biznesmeni. Najpierw ich przyjmowałem, ale kiedy tylko otrzymałem wyznanie, to od razu znajomość kasowałem, wyjaśniając, że jestem tradycyjnej orientacji. Kilka dni temu, z prośbą o przyjęcie do grona znajomych zwrócił się kolejny Grek. Obejrzałem jego profil – prezentował się na zdjęciu z dzieckiem na ręku. Ok, pomyślałem sobie, facet niekoniecznie musi być gejem, może to jakś Grek urodzony w Polsce i zna nasz język, to przecież nic nie zwykłego – emigrantów greckich mieszkało i nadal mieszka dość sporo. Może on lubi moją pisaninę? Przyjąłem go. Po godzinie otrzymałem następującą wiadomość, jak wszystkie wcześniejsze- po angielsku: „ Piękna damo, dziękuję ci za przyjęcie do grona znajomych. Zapraszam na wakacje pewne wrażeń”. Odpisałem mu, że nie jestem damą, a tym bardziej piękną, lecz obleśnym staruchem, że to jakaś pomyłka itp., ale on odpisał, że dla niego jestem piękną damą, że o pomyłce nie ma mowy i wzorem innych moich fanów przysłał mi zdjęcia swojej półnagiej sylwetki, na której prezentuje muskulaturę.

Nie przeczę, że w młodości wzbudzałem dość spore zainteresowanie osobników tej samej płci, ale nigdy nie wiedziałem dlaczego, bo przecież nie kręciłem tyłkiem, nie malowałem się i nie dawałem żadnych innych powodów panom, do intymnego zainteresowania moją osobą. Pamiętam, że czasem, choć rzadko dawałem się „uwieść”, tyle, że nigdy nie traktowałem tego jako uwodzenie, albowiem w tamtych czasach osoby o orientacji homoseksualnej nie afiszowały się z tym. Poza tym, „podryw” z ich strony nie był nachalny. Zachowywali się dużą delikatnością, kulturą, nigdy nie zdradzając rzeczywistych powodów, dla których postanowili mnie poznać. Owszem, wyczuwałem, że coś jest nie tak, że tych „podrywaczy” łączy coś wspólnego, ale to podpowiadała mi intuicja, a nie wiedza, doświadczenie. Zresztą ważny jest też kontekst czasowy – wtedy zjawisko, to nie istniało w codziennej świadomości, bo o tym się nie mówiło, chyba, że w dowcipach. I ja, tak, jak inni, coś tam wiedziałem o homoseksualizmie, ale wydawało mi się to nierealne, więc – w sumie nieprawdziwe, nawet wyobrazić sobie tego nie mogłem, choć -generalnie -na wyobraźni mi nie zbywało.

Od adoratorów otrzymywałem listy miłosne, choć – wtedy jeszcze- nie wiedziałem, że one właśnie takie są. Były w nich wiersze, wklejone serduszka itp., ale nawet takie oczywiste rzeczy nie powodowały u mnie, równie oczywistych, skojarzeń. Byli to ludzie tzw. wielkiego świata, kładłem więc to na karb ekscentryczności właściwej ludziom z tych sfer.

Oczy otworzył mi, dopiero, mój starszy kolega, świeżo upieczony lekarz, który zamierzał specjalizować się w psychiatrii – zwierzyłem mu się ze swoich, dziwnych znajomości. Muszę jednak przyznać, że otworzyły mi one wiele sfer, sprawiły, że zacząłem się zaznajamiać z bardziej wyszukaną literaturą, i sztuką w ogóle, przyznaję, że po części ze snobizmu, ale też po, to być godnym partnerem w dyskusjach, no i z ciekawości. Otworzyli mi oczy na inną wrażliwość i sprawili, być może, że dziś do ludzi innej orientacji nie podchodzę, jak pies do jeża.

To nagłe i niespodziewane zainteresowanie moją osobą w czasach obecnych, kiedy moje atuty i atrybuty natury fizycznej mogą budzić – co najwyżej - z bukietem kwiatów „dekomponujących” się na śmietniku, było dla mnie nie lada zagadką. Owszem wiadomo mi o dewiacji zwanej gerontofilią, o fascynatach turpizmu, ale dlaczego właśnie ja?

Głowiłem się nad tym, chyba przez tydzień i wreszcie olśnienie! To moje fotki na Facebooku, a właściwie jedna, na której jestem uwieczniony w malinowym szlafroku należącym do Perełki, a ona uznała, to – za, na tyle, niezwykłe, że godne sfotografowania. Wrzuciłem to na FB, nie dla absorbowania amatorów płci męskiej, lecz dla beki. Ktoś musiał przypadkiem natknąć się na to zdjęcie i podał je dalej.

                                                                           ***

 Czarna codziennie dręczyła Perełkę wypominaniem mojej obecności – że to nielegalne, że ja bałaganię (ciekawe jak, skoro nie wstawałem z łóżka?), że co by było, gdyby każdy tak sobie kogoś przyprowadzał itp. Nie pomagały tłumaczenia, że nie mogę chodzić, że wymagam opieki. Doszło, do tego, że Perełka bała się wychodzić – w ciągu dnia - z pokoju, by się nie natknąć na Keishę. Tyle, że noc też nie dawała gwarancji, że tak się nie stanie, ponieważ Murzynka prowadziła dość dziwny tryb życia. Kładła się spać na dwie godziny, po czym wstawała. Po dwóch godzinach aktywności znów się kładła, po to, by obudzeniu znów grasować po całym domu. Pomiędzy godziną pierwszą, a drugą w nocy, oprawiała jakiś dziwny rytuał, którego sensu nijak nie mogłem zrozumieć. Polegał on na przesuwaniu mebli i oraz upuszczaniu jakichś ciężkich przedmiotów na podłogę. Działo się to zawsze o tej samej porze i zawsze dochodziły z jej pokoju identyczne odgłosy. Do dziś pozostaje zagadką, co ona tam wyprawiała. Tymczasem Perełka, miała tej sytuacji coraz bardziej dosyć, zaczęła tracić swoją pewność siebie, wyglądało na to, że dała się zastraszyć.

Pewnego dnia Murzynka wywiesiła w kuchni „obwieszczenie”, że do rana następnego dnia mam się wynieść i zabrać swoje rzeczy z pawlacza (jedna torba z rzeczami osobistymi), strasząc, że zawiadomi policję o moim pobycie w tym domu. Nie obawiałem się policji, a nawet chciałem, żeby się pojawiła – udowodniłbym, że przebywam u Perełki z powodu niedyspozycji zdrowotnej, tymczasowo, bo przecież mam własne mieszkanie, ale nie mogę się do niego, ze zrozumiałych względów udać.

Jeszcze tego samego dnia poczułem się znacznie lepiej, na tyle, że już nie musiałem się czołgać, lecz przejść kilka metrów o własnych siłach. Polepszenie swojej kondycji postanowiłem wykorzystać, na zrobienie porządku z murzyńską terrorystką. Początkowo planowałem wejście do jej pokoju wraz z drzwiami i futryną, ale uświadomiłem sobie, że jestem jeszcze za słaby na tak efektowne „entree”, toteż zmuszony byłem wybrać wersję łagodniejszą.

Posługując się czterema kończynami wdrapałem się, po schodach na piętro i mocno załomotałem w jej drzwi, przyjmując, choć z trudem, pozycję pionową. Otworzyła wystraszona, co na moment sprawiło, że zrobiło mi się jej żal, ale wahanie trwało krótko.

Miałem nie podnosić głosu, lecz to, co zamierzałem powiedzieć, rzec spokojnie, ale dobitnie. Niestety, nie wytrzymałem i bluznąłem stekiem najohydniejszych wyzwisk, których do dziś się wstydzę. A później już, na spokojnie, wymierzyłem jej cios, słowny co prawda, ale na tyle skuteczny, że Murzynka sflaczała jak przebita dętka. Fizycznie i psychicznie.

Ciosem tym była groźba ujawnienia odpowiednim organom, że Keisha wyłudza dwa zasiłki, które otrzymuje z powodu niepełnosprawności narządów ruchu. Pamiętam, że kiedy sprowadziliśmy się, chodziła o kuli, jęczała przy każdym kroku, później jednak, kiedy już bardziej się z nami zżyła, przestała udawać, a nawet tańczyła podczas imprez, co akurat zostało przeze mnie sfilmowane, bez jakichkolwiek intencji, ot jak to na imprezach – robi się zdjęcia, filmiki. Prawdę mówiąc nie wiem, czy bym ją zadenuncjował? Myślę, że gdyby nadal była tak bezczelna, to pewnie bym się nie zawahał – nie byłaby to zemsta, lecz raczej obrona, ten babsztyl zrobił sobie przecież rozrywkę, ze stałego nękania Perełki i mnie.

Po tej zadymie ozdrowiałem i tylko lekki ból przypominał mi o jeszcze niedawnym koszmarze. Keisha zmieniła się nie do poznania – była przymilna, wręcz naskakująca, co-przyznam – było jeszcze gorsze, bo diabelnie krępujące i śliskie od wazeliny.

Tydzień później pojawił się u nas pracownik agencji, w której wynajmowaliśmy mieszkanie, Phil, który miał żonę Polkę, ale urodzoną już tutaj i słabo mówiącą po polsku. Phil przyszedł powiedzieć Perełce, żeby zaczęła myśleć o zmianie mieszkania, bo w tym domu niebawem zrobi się „czarno”. I nie chodziło o to, że ściany zostaną pomalowane na ten kolor, lecz o lokatorów. Otóż agencja, w której pracuje postanowiła przerzucić się na uchodźców, dzięki czemu będzie mogła liczyć na stały dochód zapewniany przez samorząd, jako, że obowiązkiem gminy jest zapewnienie uchodźcom zakwaterowania. Dodał, że jeszcze w tym tygodniu możemy się spodziewać dwóch nowych lokatorów z kraju egzotycznego, czyli Erytrei.

                                                                                ***

Kiedy rozpoczynałem swoją przygodę na Wyspach, jeszcze na początku lat 90., mieszkałem zawsze wśród Anglików i ze wszelką egzotyką miałem do czynienia dość naskórkowo. Wówczas „multikulturowość” mnie fascynowała. Przebywałem wówczas się Oksfordzie, za sprawą moich sponsorów i angielskich przyjaciół, mieszkałem wśród ludzi nauki, artystów i przez nich poznawałem ich przyjaciół pochodzących z Azji, Afryki, też naukowców, też artystów. Nie zdawałem sobie wówczas sprawy, że oprócz tej, inteligenckiej wielokulturowości istnieje jeszcze inna, ta – mówiąc delikatnie – nieinteligencka, nieintegrująca się, zasklepiona we własnych gettach, nieobywatelska, nie szanująca praw i obyczajów gospodarzy, próbująca narzucać swoje. Kiedy po kilku dłuższych pobytach zdecydowałem się już osiedlić na stałe, postanowiłem zanurzyć się w ów świat wielu kultur, do czego pchnęła mnie wrodzona ciekawość, ale i chęć odmiany dotychczasowego życia, a tylko taki tygiel etniczno-religijny, jak Londyn dawał możliwość zanurzenia się w tym, co wydawało się niezwykłe, tajemnicze, egzotyczne, atrakcyjne poznawczo. To wieloletnie obcowanie z ową wielokulturowością dostarczyło mi wiedzy, której nie zdobyłbym na żadnych, nawet najwybitniejszych uczelniach, tak mianowicie, że nie ma czegoś takiego jak integracja, przenikanie się kultur itp. Kiedyś się przenikały, mieszały, ale te procesy prawdopodobnie już się zakończyły wytwarzając coś, co nazwałbym „ostateczną odrębnością mentalnościową”, będącą skutkiem, trwającej tysiące lat, kotłowaniny. Nie jest możliwe już teraz by kultury się przenikały, tak jak nie jest możliwe, by zgodnie ze sobą żyły i prędzej czy później musi dojść do konfliktu. Snuję tu ponure wizje, ale może nie mam racji, może to jakoś rozejdzie się po kościach?

                                                                                     ***

W każdym razie, z Perełką podjęliśmy decyzję o zmianie kręgu kulturowego, na też egzotyczny, ale bardziej mi bliski, bo hinduski, a poza tym nie mieliśmy zbyt wielkiego wyboru.

Phil znalazł nam studio w „Małych Indiach” czyli w londyńskiej dzielnicy Southall. Miało być to lokum tymczasowe, ponieważ po przemieszkaniu kilku miesięcy Phil miał nam załatwić pełnoprawne, „prawdziwe” mieszkanie, na zamkniętym osiedlu z niewielkim parkiem, ośrodkiem rekreacyjnym, usługowym itp. Musieliśmy się więc trzymać zachodniego Londynu, okolic Ealing, żeby uniknąć dłuższej przeprowadzki. Istotne było również, to, że na Southall było stosunkowo mało osób pochodzenia i wyznania, które ostatnio dały się nam we znaki.

 Zanim doszło do przeprowadzki przyszło nam jeszcze miesiąc pomieszkać z uchodźcami, czyli dwójką dwudziestolatków, którym udało się przedostać w ciężarówce z Calais i przejść weryfikację azylową w brytyjskim ośrodku dla uchodźców.

Pierwszy pojawił się już nazajutrz po wizycie Phila. Młody, drobny Murzynek, lekko jeszcze zszokowany, troską jakiej doświadczył od rządu Jej Królewskiej Mości. Słabo mówił po angielsku, ale mogliśmy się dogadać, więc pomagaliśmy mu się wdrożyć w życie na wolności, wyposażając go w różne drobiazgi, a nawet pożyczając mu jeden z naszych laptopów.

Miał na imię Dawitt, mieszkał na piętrze będąc, tym samym, sąsiadem Murzynki. On to sprawił, że przez pół roku nie mogłem spojrzeć na cebulę i pomidory, a wszystko przez to, że przyrządzał jakąś wielce smrodliwą, erytrejską potrawę na bazie cebuli i pomidorów, której woń przenikała przez szczelnie zamknięte drzwi i utrzymywała się jeszcze przez kilka godzin. Gotował ją na dwa dni, ale codziennie odgrzewał, więc wdychaliśmy tę woń niemal bez przerwy. Drażniło nas to niesłychanie, z drugiej jednak strony chcieliśmy przecież wielokulturowości, więc milczeliśmy i ...wąchali.

Jakiś czas później gotowałem kalafiora. Nie pachnie on wtedy najładniej, bo jakieś związki siarki się wydzielają. Kiedy wyławiałem go z garnka, usłyszałem, że ktoś zbiega szybko po schodach. Wyjrzałem, żeby sprawdzić kto to i mało co się nie zderzyłem z Dawittem. To on tak pędził w celu poinformowania mnie, że nie życzy sobie takich okropnych zapachów. Nie odezwałem się, spokojnie kontynuując wyławianie kawałków kalafiora. Chyba źle zrobiłem nie reagując na jego wjazd do kuchni, bo już dwa dni później, kiedy piłem kawę w ogródku zabełkotał coś do mnie. Poprosiłem o powtórzenie i usłyszałem, że nie powinienem tu być, ponieważ przebywam tu nielegalnie.

Tu się akurat mylił, bo podczas rozmowy z Philem zalegalizowałem swój pobyt i normalnie płaciłem swoją część. Tymczasem nowy kontynuował, dawał mi chyba nawet jakieś ultimatum, ale byłem tak wściekły, że nie wszystko do mnie dotarło.

Próbowałem dojść do tego, jak to się stało, że w ciągu dwóch tygodni, z pokornego Murzynka, bojącego się własnego cienia, zrobiło się pyskate, bezczelne indywiduum, które nb. -jako brytyjski podatnik – utrzymywałem. Przyczyny -prawdopodobnie były dwie. Pierwsza, to rozmowy, które prowadziłem z nim w pierwszych dniach jego pobytu. Pytał mnie, między innymi, czy to prawda, że w Wielkiej Brytanii czarni są szanowani. Odrzekłem wtedy, że nie wiem nic o szacunku, natomiast wiem, że mają przywileje, większe prawa niż biali, że np. za obrażenie czarnego można trafić do więzienia na pół roku, natomiast gdy czarny obrazi białego, może spać spokojnie. Spodobało mu się to. Ja tymczasem rozwijałem temat i powiedziałem mu, że najlepiej mają czarni geje wyznający islam, bo wtedy jest potrójnie nietykalny, Dawitt wyznał wtedy, że jest chrześcijaninem tradycyjnej orientacji seksualnej i wystarczy mu fakt, że jest czarny.

Może trochę przesadziłem opowiadając o profitach, jakie daje odmienny od białego kolor skóry, tudzież niechrześcijańskie wyznanie i mniej typowa orientacja seksualna, ale życie pokazuje, że nie tak bardzo.

Drugą przyczyną mogło być poduszczenie Keishy, która prowadziła z nim długie rozmowy na schodach, kiedy to, od czasu, do czasu padało moje imię, i zapewne stąd wzięły się próby „wyeksmitowania” mnie.

Tak, czy owak, dla mnie, zwolennika równych praw dla wszystkich, to kolejny dowód, że przywileje dla mniejszości, czy to religijnych, etnicznych, czy seksualnych mają na nie wpływ demoralizujący. Politycy i różni działacze na rzecz praw człowieka mogą tego nie widzieć, ale ludzie mający z tym do czynienia na co dzień, widzą to doskonale.

 

Z zamiarem zamknięcia całego konfliktu rozwiesiłem nazajutrz kopie umowy na drzwiach Keishy i Dewitta, a gdy spotkałem go w kuchni zapytałem złośliwie, czy mój laptop mu służy? I wtedy znów zobaczyłem pokornego chłopca – niemal na klęczkach prosił, żebym mu nie zabierał, bo to jedyny kontakt z rodziną i przyjaciółmi. Wiedziałem doskonale o tym i nie zamierzałem go pozbawiać tego kontaktu, chciałem mu tylko przypomnieć, że nie potraktowałem go tak, jak on mnie. Odebrałem laptop dopiero w dniu przeprowadzki.

                                                                          ***

Pod koniec maja ubiegłego roku wylądowaliśmy na Southall i odżyliśmy. Wokół sporo egzotyki, właściwie sama egzotyka, rzeczywiście małe Indie. Siadywałem na ławkach i słuchałem magicznych dźwięków sitar i rytmów i melodii wybijanych na tablach i nieziemskich głosów hinduskich śpiewaczek, dobiegających ze wnętrza sklepów. Chłonąłem różnobarwność mijającego mnie hałaśliwego tłumu, egzotyczne, głębokie, tajemnicze piękno kobiet Orientu, ich harmonijne kształty, chłonąłem do tego stopnia, że niektórym wykonywałem wzrokowy masaż. Kształty nieharmonijne też się – oczywiście – zdarzały.

Na jednej z głównych ulic spotykałem codziennie o tej samej porze niewiarygodnie chudego, sędziwego i brodatego jegomościa, przyodzianego jedynie w przepaskę na biodrach. Bez względu na pogodę, zawsze o tej samej porze, przesiadywał na przystanku autobusowym. Nikt się na niego nie gapił, nikogo fakt ów nie zaskakiwał. Mężczyzna trzymał w ręku ołówek i sfatygowany gruby notes. Kreślił nim w coś w nieznanym mi sanskrycie. Próbowałem z nim porozmawiać, ale on milczał, aż wreszcie, którejś próbie odrzekł, łamanym angielskim, że mnie nie rozumie.

Ten półroczny pobyt w „Małych Indiach” -z jednej strony fascynujący, uświadomił mi, że osobnik z moim charakterem, przyzwyczajeniami, nie jest w stanie ani wtopić, ani stopić z inną kulturą, może – co najwyżej - być obserwatorem. Nie irytuje mnie to, że ktoś inaczej się ubiera, wierzy w to, czy tamto, że kultywuje takie, lub inne tradycje. Nie. Najbardziej drażnią mnie różnice w tempie, sposobie życia, które naruszają mój rytm. A nie chodzi o nic wielkiego, lecz o – nie lubię tego określenia, ponieważ brzmi bardzo urzędowo, sztywnie – zasady współżycia społecznego.O zachowanie się w sklepie, w metrze, w urzędach. Nieliczenie się z innymi, narzucanie swoich zwyczajów, hałaśliwość, agresywność. Dotyczy w dużym stopniu również i Polaków, ale to tym i innych sprawach, w następnej odsłonie „Naszego angielskiego domu”. Postaram się, żeby było ciekawiej i za tydzień. Cdn.

Janusz Młynarski

 

Komentarze   

 
supertlumacz
0 #2 supertlumacz 2016-04-29 05:54
"GW": PiS narzeka, że wymiana ambasadorów idzie zbyt wolno. Ile osób chce zmienić?

W PiS narzekają, że wymiana ambasadorów idzie zbyt wolno. "W MSZ słyszymy, że poszukiwanie kandydatów na ambasadorów łatwe nie jest, bo PiS nie ma kadr. Dlatego Waszczykowski szuka wśród naukowców" - ujawnia gazeta, powołując się na źródła w MSZ.

Większość dyplomatów wróci do kraju po lipcowym szczycie NATO i Światowych Dniach Młodzieży. "Do Kijowa ma pojechać Jan Piekło, ekspert niezwiązany z PiS, a do Berlina, Andrzej Przyłębski, mąż sędzi powołanej przez PiS do Trybunału Konstytucyjnego " - zdradza dziennik. Jest to nieuniknione, bo "spora część z ambasadorów pełniła funkcje ponad cztery lata" - przyznaje gazeta.

Minister "Waszczykowski chce wymienić ambasadorów m.in. w Wielkiej Brytanii, we Francji, w Portugalii, Holandii, Norwegii, a także w Waszyngtonie i w Rzymie. Nowy ambasador pojedzie też do Moskwy, gdyż obecna ambasador chce, jak słyszymy w MSZ, wrócić do kraju".

AB, PAP 06:57
2016-04-29
AB, PAP 29.04.2016 06:57
Cytować
 
 
supertlumacz
+1 #1 supertlumacz 2016-04-20 00:38
Mogą być rychłe duże zmiany w waszym (...) angielskim domu, dla Was....
.......................................
Artykuł opublikowany w GW o północy...

Większość uczestników zakończonej we wtorek międzynarodowej konferencji gospodarczej East Forum w Berlinie opowiedziała się za bezpośrednim dialogiem UE z kierowaną przez Rosję Unią Euroazjatycką w celu utworzenia wspólnej przestrzeni gospodarczej.

Prezes Komisji Wschodniej Gospodarki Niemieckiej Wolfgang Buechele poinformował, że 80 proc. uczestników konferencji, którzy wzięli udział w ankiecie, poparło pomysł nawiązania dialogu z blokiem gospodarczym składającym się z Rosji, Białorusi, Kazachstanu, Armenii i Kirgistanu.

"Jeżeli w Europie powstaną dwa konkurujące ze sobą bloki gospodarcze - UE i Unia Euroazjatycka, to doprowadzi to do procesów dezintegracyjny ch, szczególnie w krajach leżących pomiędzy nimi. Nie możemy do tego dopuścić" - powiedział Buechele. Kierowana przez niego organizacja reprezentuje interesy ponad 200 niemieckich firm utrzymujących kontakty handlowe z Rosją i innymi krajami Europy Wschodniej.

W ankiecie uczestniczyło 180 biznesmenów z Niemiec, Rosji i innych krajów Europy Wschodniej. 70 proc. z nich opowiedziało się za zacieśnieniem współpracy w dziedzinie energii, w tym także za realizacją projektu gazociągu Nord Stream 2. Tylko 9 proc. oceniło sceptycznie kooperację w sektorze energetycznym.

35 proc. ankietowanych liczy na zniesienie sankcji wobec Rosji jeszcze w tym roku. 27 proc. ma nadzieję, że restrykcje zostaną zniesione w przyszłym roku. 38 proc. nie spodziewa się w najbliższych dwóch latach odwołania sankcji.

Niemiecki biznes od dawna domaga się zniesienia sankcji wobec Rosji. Niemiecki eksport do Rosji zmniejszył się w zeszłym roku o 7,5 mld euro, co oznacza spadek o 24 proc. w porównaniu do roku 2014. W porównaniu z rekordowym rokiem 2012 obroty w handlu z Rosją spadły o niemal połowę.

"Rosja jest taką samą częścią Europy jak 28 krajów Unii Europejskiej" - powiedział Buechele w poniedziałek wieczorem podczas uroczystości otwarcia East Forum. "Wizja wspólnej przestrzeni gospodarczej od Władywostoku do Lizbony zasługuje na to, aby zabiegać o nią wszelki środkami dyplomatycznymi " - podkreślił niemiecki przedsiębiorca. Jak zaznaczył, współpraca z Rosją "przyczyni się do umocnienia pokoju w Europie".

Reprezentujący na konferencji Polskę sekretarz stanu w MSZ Aleksander Stępkowski ocenił, że propozycja budowy wspólnej przestrzeni gospodarczej od Lizbony do Władywostoku, wysunięta w 2010 roku przez ówczesnego premiera Rosji Władimira Putina, w obecnym kontekście politycznym "nie tylko się zdezaktualizowa ła, ale stała się propozycją wręcz abstrakcyjną".

Projekt Unii Eurazjatyckiej jest zdaniem Stępkowskiego projektem geopolitycznym, a nie gospodarczym. "Dlatego nie chcemy powrotu do +business as usual+ w relacjach gospodarczych UE z Rosją, kiedy naruszana jest integralność terytorialna jednego z krajów europejskich, a warunki porozumień mińskich wciąż nie są spełniane" - wyjaśnił wiceszef MSZ. Propozycję instytucjonaliz acji dialogu między UE a Unią Eurazjatycką uznał za "przedwczesną".

W dwudniowych obradach East Forum uczestniczyło ponad 400 osób z 40 krajów. Obecni byli m.in. rosyjski wiceminister rozwoju gospodarczego Aleksiej Lichaczow, była minister finansów Ukrainy Natalia Jaresko oraz przedstawiciele resortów gospodarki Armenii, Azerbejdżanu i Słowacji.

Z Berlina Jacek Lepiarz
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież