Nie lubię poniedziałków

Siła złego na Korwin-Mikkego, czyli: kto i dlaczego się boi Nowej Prawicy?

Ocena użytkowników:  / 31
SłabyŚwietny 

Lider Kongresu Nowej Prawicy jest obecnie najbardziej kopanym człowiekiem w Polsce. Ze wszystkich stron. A jeszcze niedawno media traktowały jak nieszkodliwego wariata i skandalistę. Czym się tak naraził Korwin-Mikke? Ano, tym, że coraz więcej ludzi traktuje go poważnie, w czym politycy czują zagrożenie dla siebie. JKM pokazuje również, jak przestać być niewolnikiem.{jcomments on}

W „Gazecie Wyborczej” oraz mniej ambitnej, internetowej mutacji „GW”, portalu „gazeta.pl” Januszowi Korwin-Mikkemu poświęcano co najmniej trzy artykuły dziennie i wszystkie o jednakowej, czyli dyskredytującej lidera KNP, wymowie. Nawet Jarosławowi Kaczyńskiemu nie poświęcano łamów w tak imponującej objętości. Podobnie działo się w innych mediach głównego nurtu, lub – jak kto woli - „mainstreamowych”. Co ciekawe ów główny nurt zasilany jest również przez również główne media prawicowe, czy raczej „prawicowe”. Cudzysłów jest o tyle uzasadniony, że prawdziwej prawicy trzeba szukać ze świecą – na pewno nie jest nią populistyczny PiS, czy wszelkie okołopisowskie przybudówki. Tak więc nad Nową Prawicą i Korwin-Mikkem zgodnie znęca się zarówno „Gazeta Wyborcza”, jak i „Gazeta Polska”, „Polityka” i „wPolityce”, TVP i TV Republika i -oczywiście - politycy od prawa do lewa. Obiektywnego lub korzystnego osądu J K-M dokonują jedynie media niszowe i naprawdę niezależne, oraz część tych Polaków, którzy dość mają „styropianowych oszustów” i nawet jeśli nie bardzo zgadzają się ideą liberalizmu krzewionego przez Korwin-Mikkego,to zamierzają na niego głosować.

Na tle bezideowych polskich polityków czy to z prawa, czy z lewa, Janusz Korwin-Mikke jest nie tylko ideowcem, ale wręcz rewolucjonistą (choć sam siebie nazywa kontrrewolucjonistą), co zresztą jest o tyle paradoksalne, że nie głosi nic nowego - bo cóż proponuje lider KNP? Otóż Janusz Korwin-Mikke  proponuje powrót do prawa naturalnego, czyli czegoś co obowiązywało w przeszłości, sprawdzało się, choć na kolejnych etapach rozwoju ludzkiej cywilizacji coraz bardziej traciło na znaczeniu. By wreszcie zaniknąć niemal całkowicie.

Czymże jest owo „prawo naturalne”? Wiem, że cytowanie wikipedii uchodzi, w niektórych środowiskach, za obciach, ale jako osoba z wykształceniem prawniczym, stwierdzam, że informacja dotycząca istoty prawa naturalnego, zawarta we wspomnianym, ”obciachowym” źródle, niczym się różni o tej, którą spotkamy w poważnych wydawnictwach z dziedziny prawoznawstwa. Cytuję więc: „Ma ono (prawo naturalne – przyp. mój) łączyć wszystkich ludzi oraz – pomimo wielu różnic kulturowych – zakładać pewne wspólne zasady postępowania. Według jego zwolenników jest trwałe i nie zmienia się pośród zmian historycznych, zmieniających się poglądów i obyczajów. Prawa tego nie można człowiekowi odebrać, bo oparte zostało na jego naturze. Broni ono ludzkiej godności, określa fundamentalne prawa i obowiązki człowieka. Jako podstawowe prawa wymienia się: prawo do samoposiadania, prawo własności, prawo do utrzymania życia, prawo do owoców pracy."

I dalej:

"Prawo natury reprezentuje wartości samoistne, autonomiczne, uniwersalne i ponadczasowe, które są przeciwstawiane prawu pozytywnemu (łac. ius positivum) – stanowionemu w danym czasie przez określonych ludzi, zmienne na przestrzeni dziejów(...). Prawo natury ma uzasadniać (bronić) nienaruszalne prawa człowieka i jako takie jest uważane za nadrzędne wobec prawa stanowionego, wobec czego zwolennik prawa natury jest zwolniony z przestrzegania prawa stanowionego, gdy jest ono z nim w sprzeczności. W szczególności koncepcje prawa natury poszukują odpowiedzi na pytania: jakie powinno być prawo stanowione, co to znaczy sprawiedliwość oraz czy i kiedy można odmówić posłuszeństwa prawu stanowionemu.”

Proszę wybaczyć mi ten przydługi cytat, (w którym i tak poczyniłem skróty) ale był on konieczny, ponieważ wielu z nas ma niewielkie pojęcie o tej kategorii prawa. Po drugie, większość rodzimych polityków tzw. prawicy, szczególnie – tu znów „tzw.”- katolickiej, często nadużywa tego określenia, świadomie, lub nie, ograniczając jego zakres, używając tego pojęcia jedynie w odniesieniu do aborcji i homoseksualizmu. Zgadzam się więc z W. Cz. Januszem Korwin-Mikkem, że określenie ich mianem idiotów, jest jak najbardziej zasadne.

U lidera KNP podoba mi się wiele rzeczy. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to elegancja, pewność siebie, inteligencja i poczucie humoru, choć tu muszę zastrzec, że moim zdaniem brakuje mu trochę dystansu do siebie – bardzo się denerwuje, gdy ktoś kpi z niego. No, ale nie jest to cecha dyskwalifikująca go, jako polityka, a poza tym - nikt nie jest doskonały.

Kolejną dodatnią, cechą jest jego stałość poglądów, co u polityka jest istotną wartością, bo świadczy o tym, że nie jest koniunkturalny i polityka jest dla niego czymś więcej niż źródłem dochodu.

Ma poczucie misji i wiarę w to, że prędzej czy później idee, którym służy, przebiją się do świadomości coraz większej części społeczeństwa. Jest wiecznym buntownikiem, dlatego jest tak uwielbiany przez młodzież. Nie jest to jednak bunt dla samego buntu, lecz bunt anty-systemowy, niezgoda na patologie, które, po wcześniejszym oswajaniu, stają się pełnoprawną, wręcz usankcjonowaną prawnie, normą społeczną (np. adoptowanie dzieci przez pary homoseksualne).

Korwin-Mikke proponuje czytelne i proste zasady, które mogą być niezrozumiałetylko dla kogoś z jednocyfrowym IQ. Nie ma ta nic, co zasługiwałoby na potępienie. Może natomiast razić retoryka stosowana przez niego – bywa gwałtowny, nie przebiera w słowach, ale to też jest plus, bo pokazuje to, że jest on bezkompromisowy i asertywny – mówi co myśli, nie jest demagogiem, nie kombinuje co zrobić, żeby się nie narazić, przypodobać, dziennikarzom, potencjalnym wyborcom itp. Wysyła jasny komunikat: „Mówię swoje, robię swoje. Jak się komuś nie podoba nie musi mnie popierać.”

Nieschlebianie jest więc cnotą, a przy ty formą selekcji. Korwin-Mikke jest skromny, nie chwali się wszem i wobec, jak powszechnie czynią, to różne „styropiany” (mianem „styropianów” określam tych, którzy zdradzili pierwszą „Solidarność”), tym mianowicie, że za komuny siedział w kryminale za działalność polityczną, że był internowany ( co „majnstrimy” starannie przemilczają, koncentrując się na trzeciorzędnych aspektach jego aktywności). I tak od pewnego czasu, wyciąga się mu przynależność do Związku Młodzieży Socjalistycznej. Działo się to w czasach licealnych, kiedy młodzi ludzie znajdują się na etapie poszukiwań.

„Kto nie był socjalistą za młodu, ten na starość będzie skurwysynem.” -mawiał Józef Piłsudski. Korwin-Mikke był i szybko przestał być, kiedy przekonał się czym to pachnie. Poza tym dla młodych wyborców, to prehistoria.

Janusz Korwin-Mikke naraził się tzw. prawicy „niewłaściwym” stosunkiem do „zamachu” smoleńskiego. Wyśmiał „obowiązujące” teorie przy pomocy logicznych wywodów. Ośmielił się też wyrazić zdziwienie z tego powodu, że Jarosław Kaczyński nie znalazł się w gronie podejrzanych o sprawstwo, względnie współsprawstwo domniemanego zamachu. Bo jeśli prokuratorzy biorą pod uwagę ewentualność zamachu, to muszą przede wszystkim – zgodnie z zasadą „is fecit, cui prodest”, ustalić, kto mógł dzięki przestępstwu skorzystać. Fakt, że Jarosław Kaczyński stracił brata, nie jest okolicznością wyłączającą z kręgu podejrzanych. Bardziej uzasadniać nie trzeba.

Media prawicowe przyprawiają JKM gębę „ruskiego agenta”, ponieważ śmiał stwierdzić, że Rosja postąpiła słusznie anektując Krym, a rząd Ukrainy, to faszyści. Jakby tego było mało, określił Jarosława Kaczyńskiego mianem „żydowsko-banderowskiego” agenta. Nieprawicowe media używają innej retoryki, choć też mającej na celu zdyskredytowanie JKM i jego partii. Kpią z niego co niemiara sugerując, że jest niezrównoważony psychicznie, nagłaśniając wszelkie możliwe potknięcia, drwiąc zarówno ze stroju, jak i nieznacznej wady wymowy.

Warto więc zadać sobie pytanie: Co sprawiło, że Janusz Korwin-Mikke stał się w ostatnim czasie najzacieklej atakowanym politykiem w Polsce? Przyczyn jest wiele, część wymieniłem wyżej: „niewłaściwy” stosunek do „religii smoleńskiej” i jej głównego kapłana, aprobata zachowania się w Rosji w kwestii Krymu i oraz opinia na temat wydarzeń na Ukrainie, ale nie to jest najważniejsze i najbardziej niebezpieczne dla oponentów, lecz zupełnie coś innego. Janusz Korwin-Mikke udowadnia, że w polityce nie trzeba posuwać się do kłamstw, że nie musi być ona zawiła, że dobre zasady życia społecznego już dawno zostały wymyślone i są uniwersalne nie kolidując z postępem cywilizacyjnym, i, że trzeba do nich wrócić. Korwin-Mikke zaleca myślenie, samodzielne wyciąganie wniosków i ogłaszanie je światu nie oglądając się na nic. „Bądź sobą, nie daj się zniewolić”.

Coraz więcej ludzi na świecie i w Polsce zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że są niewolnikami, że niemal każda sfera życia podlega kontroli i ani się obejrzymy, jak staniemy się do imentu zniewoleni do takiego stopnia, jaki nie śnił się nawet Orwellowi.

Ludzie, którzy myślą po swojemu i nie boją się tego okazywać, zawsze byli niebezpieczni dla systemu, więc nic dziwnego, że system z nimi walczy wszelkimi metodami, bo większa świadomość może niewolników zbuntować.

Życzę Nowej Prawicy zdobycia dużej liczby głosów, przynajmniej takiej, by miała wpływ na polską politykę i politykę w ogóle. Jest to możliwe.

I na koniec – nie jest to tekst zamówiony przez sztab Kongresu Nowej Prawicy, rozdrażnił mnie jedynie ten solidarny, zalatujący ścierwem atak pseudo-prawicy i pseudo-lewicy, rzeczników demokracji na Janusza Korwin- Mikkego. On przynajmniej nie twierdzi, że jest demokratą.  Więc, kiedy wygra, drżyjcie oszuści i złodzieje!

Janusz Młynarski