Szykuje się ustawa o zwrocie Przemyśla Ukrainie

Ocena użytkowników:  / 5
SłabyŚwietny 
Ukraina oficjalnie roszczeń terytorialnych, do Polski nie zgłasza, ale pewien działacz liczącej się partii na Ukrainie i – uwaga – ekspert rządowy szykuje projekt ustawy roszczeniowej, która ma być podstawą do zwrotu Przemyśla, Chełma i okolicznych ziem, czyli tzw. Zakerzonia.

W portalu „Prawy.pl”, wyczytałem coś takiego:

Znany kijowski adwokat, działacz społeczny i ekspert rządowy Ołeksij Kurinnyj związany z nacjonalistyczną Partią Swoboda zapowiedział, że rozpocznie pracę nad ustawą zawierającą roszczenia terytorialne wobec Polski. Jeśli dokument ten zyska poparcie w Radzie Najwyższej to władze w Kijowie będą zobligowane wystąpić do Polski o „zwrot” terytorium dawnego „ukraińskiego” Księstwa Halicko – Wołyńskiego z XIII w. w postaci tzw. Zakerzonia, czyli Chełmszczyzny, Przemyśla, Jasła, Rzeszowa, Białej Podlaskiej, a być może nawet Lublina, jako „ukraińskich ziem etnicznych”.

Cała ta sprawa z "ukraińskimi ziemiami etnicznymi" zasługiwałaby na machnięcie ręką, jakieś świry zawsze i wszędzie się znajdą, w Polsce też żyją ludzie, którzy chętnie ruszyliby na Wilno i Lwów, a w Niemczech tacy, którzy ruszyliby na Szczecin i Wrocław. Dopóki takie roszczenia pozostają w sferze nieoficjalnej, nie są elementem doktryny politycznej danego państwa, nie ma się czego obawiać, ale, gdy jakieś znaczące ugrupowanie mające spore poparcie w parlamencie, wnosi projekt ustawy w sprawie roszczeń terytorialnych, to już robi się niebezpiecznie, ponieważ jeśli już tam trafi, to przy takim układzie sił (80 proc. popiera banderyzm) zostanie przegłosowana po myśli "Swobody".

Ustawa jest prawem, więc musi mieć skutki prawne, w tym wypadku ukraiński prezydent będzie musiał zastosować się do jej przepisów, a więc do upomnienia się u polskich władz o zwrot ziem należących do Ukrainy.
Nie wydaje mi się, żeby tę ustawę udało się, mimo wszystko, "Swobodzie" przepchnąć, ale z drugiej jednak strony- przecież nikt z nas, a nawet sami Ukraińcy nie sądzili, że kiedykolwiek Bandera, Szuchewycz et consortes, będą mieli swoje pomniki i ulice na Ukrainie, że awansują do rangi bohaterów narodowych, a negatywne opinie na ich temat będą karane więzieniem?! A jednak tak się stało. Czy ktoś z nas przypuszczał, że Poroszenko upokorzy prezydenta Komorowskiego, ogłaszając, w dniu jego wizyty, banderowskich zbrodniarzy bohaterami. Kolejnym upokorzeniem, była wizyta Poroszenki na Westerplatte z miniaturką upowskiej flagi w klapie, choć , przecież wszyscy wiedzą, że barwy Ukrainy, to żółć i błękit. Było jeszcze parę innych - nie wiem jak to nazwać - prowokacji (?), na żadną z nich tzw. czynniki państwowe nie zareagowały choćby najskromniejszą notą, spłynęło to po prostu, a nawet wręcz przeciwnie, z tym większą ochotą deklarowały wsparcie, pomoc finansową i rzeczową.
Mieliśmy jeszcze ostatnio propozycję uchwały o "polskim ludobójstwie na Ukraińcach", inicjatorzy doskonale wiedzą, że nic takiego się nie wydarzyło, ale przeciętny Ukrainiec nie wie nic, lub prawie nie wie o ludobójstwie wołyńskim, natomiast teraz dowiaduje się, że jeśli jakieś było, to polskie na Ukraińcach. I tego niebawem, uczyć się będą ukraińskie dzieci w szkołach, utrwalany będzie również mit o romantycznych rycerzach z UPA, honorowych, nie krzywdzących słabych i bezbronnych, biorących udział w otwartej walce przeciwko trzem wrogom, Niemcom, Sowietom i Polakom.
Kaczyści też nie reagują, tylko włażą w zadek spadkobiercom Bandery, a przecież pamiętamy reakcję Ukraińców, gdy polski parlament zapowiedział uchwałę o ludobójstwie ukraińskim? Co się wtedy działo, jakie naciski ze strony ukraińskiej były?
Ale nie dziwmy się - kiedyś Polska, kiedy miała jeszcze jaką taką pozycję w UE, Ukraina liczyła się z nią, ale kiedy przekonała się, że jesteśmy nikim, jedynie "mocarstwem taniej siły roboczej", przestała się nami przejmować. Poza tym na Ukrainie przejrzano intencje Kaczora, który ciągle marzy o podporządkowaniu Ukrainy, Polsce, tak, aby się stała elementem chorej koncepcji tzw. Międzymorza, koncepcji Piłsudskiego, z której zresztą on sam zrezygnował, odkurzonej później przez durnego Giedroycia. Oczywiście chodzi o Międzymorze pod przywództwem Polski.

Te roszczenie wobec Polski, mają na celu odwrócenie uwagi Ukraińców od rzeczywistych problemów i wprawienie ich w dumę, połechtanie, jacy to stanowczy są, jak twardo potrafią się upomnieć o swoje.

 

Chciałbym jeszcze napomknąć o „ukraińskich ziemiach etnicznych”. Otóż państwo Ukraina powstało na początku lat 90. ubiegłego stulecia, w wyniku rozpadu ZSRR, natomiast wcześniej, głównie na początku XX wieku pojawiały się efemerydalne twory, quasi-państwa nigdy nie uznawane przez inne państwa, nawet i państwo kozackie Chmielnickiego nie było traktowane jako państwo.

Staroruski kronikarz Nestor, tak pisał w swojej „Powieści dorocznej”

Roku 6489 [981]. Poszedł Włodzimierz ku Lachom i zajął grody ich: Przemyśl, Czerwień i inne grody, które do dziś dnia są pod Rusią. Tegoż roku i Wiatyczów zwyciężył i nałożył na nich dań od pługa, jaką i ojciec jego brał.”
Wynikałoby z tego, że skoro, te ziemie zostały odebrane Lachom (Ukraińcy do dziś mówią tak o Polakach), to znaczy, że były „etnicznie lackie”, czyli polskie. Wiem, że to głupie, bo na tych ziemiach bytowali wcześniej Scytowie, Celtowie i licho wie, kto jeszcze, na całym świecie, wszędzie tam, gdzie żyli ludzie, terytoria przechodziły z rąk, do rąk, raz należały do tych, innym razem do innych. Tak czy owak, wówczas kiedy tereny obecnej Ukrainy były przyłączane do Polski, takie państwo nie istniało i nigdy wcześniej też.

Janusz Młynarski {jcomments on}