UK

“Uchodźcy” rozczarowani Europą: Nudno, zimno, prostytutki za drogie, niesmaczne jedzenie, za małe kieszonkowe...

Ocena użytkowników:  / 46
SłabyŚwietny 
Już nie milion, lecz półtora miliona migrantów spodziewają się Niemcy do końca, wniosek z tego, że inne państwa również będą zmuszone skorygować swoje prognozy, w tym Polska, ale jest nadzieja, że część uchodźców wróci tam skąd przyszła, bo zamiast domku z ogródkiem i rasowego psa, „tak jak na filmach” znaleźli się w niezbyt- wg nich- komfortowych miejscach.Wizje tzw. uchodźców zaczynają się rozmijać z tym, czego oczekiwali, a ponurą dla nich rzeczywistością po przybyciu do wymarzonej Europy, coraz rzadziej unoszą do góry place złożone w literę „V” Zamiast darmowego domku z ogródkiem, w dobrej dzielnicy i rasowego psa – „tak jak na filmach” (szczera wypowiedź „uchodźcy” na pytanie reportera „Polityki”, dlaczego ucieka ze swojego kraju), czekają na nich przepełnione ośrodki dla azylantów, niepewność, co do dalszych losów..Ale nawet ci, co żyją w lepszych warunkach, mocno narzekają i tak np. 2500 azylantów, których przyjęła Finlandia, narzeka na nudy i fińską kuchnię której potrawy są „kompletnie pozbawione smaku” i skarży się, że jedyną rozrywką jest internet. Finlandia nie podoba im się również ze względu na klimat, dlatego żądają od władz Finlandii, by przeniesiono ich do Szwecji, gdzie spodziewają się większych atrakcji, bardziej wykwintnego jedzenia szybszych procedur dotyczących uzyskania azylu i wyższych świadczeń społecznych.
Bezczelne i roszczeniowe zachowanie egzotycznych przybyszów i kolejny kontyngent uchodźców rozeźliły flegmatycznych i spokojnych z natury Finów, którzy urządzili spontaniczną demonstrację przeciwko azylantom, którą tzw. postępowe media uznały za „faszystowską”, choć nikt nie propagował tej ideologii i haseł faszystowskich nie głosił.
Do lata uchodźcy byli wdzięczni za to, że mogą przebywać u nas”. „Od tego czasu sytuacja uległa zmianie. Opuszczają ośrodek, zamawiają taksówkę; mają, co jest dziwne, pieniądze, żeby przejechać kilkaset kilometrów.

W Niemczech, które – w rejonach skąd ruszyła uchodźcza fala – uchodzą za raj na ziemi, rzeczywistość okazała się bardzo ponura w zestawieniu z tym, co wcześniej widzieli na filmach propagandowych, w których zachęcano ich do imigracji do Niemiec, lub zachodnich telenowelach, oraz relacjami krewnych, czy przyjaciół, którzy przybyli wcześniej i którym udało się jeszcze zahaczyć o „socjal”.

Opuszczają ośrodek, zamawiają taksówkę; mają, co jest dziwne, pieniądze, żeby przejechać kilkaset kilometrów. Strajkują, bo się im nie podoba ośrodek i nie smakuje jedzenie. Biorą udział w bójkach”

Tymczasem widać, że Niemcy nie tylko nie są w stanie zapewnić mitycznych domków z ogródkiem, lecz mają kłopoty z zapewnieniem jakiegokolwiek, w miarę przyzwoitego, lokum, bo azylantom nie podobają się 20. osobowe pomieszczenia, bądź spanie w namiotach, kolejki do pryszniców, monotonne wyżywienie, zbyt wolny internet, a w jednym z ośrodków w Bawarii azylanci zaprotestowali nawet przeciwko temu, że żywność wydaje kobieta, a na przyjmowanie żywności z rąk osób płci żeńskiej, rzekomo nie pozwala im religia.
Bawaria, to „frontowy” land niemiecki, który przyjmuje na siebie główne uderzenie fali poszukiwaczy „domków z ogródkami”. Nic, więc dziwnego, że władze landu głośno domagają się od Angeli Merkel, by głośno powiedziała, tymże poszukiwaczom, stop.

TVN24 cytuje słowa wypowiedziane przez ministra spraw zagranicznych Niemiec, Thomasa de Maiziere: „Do lata uchodźcy byli wdzięczni za to, że mogą przebywać u nas”. „Od tego czasu sytuacja uległa zmianie. Opuszczają ośrodek, zamawiają taksówkę; mają, co jest dziwne, pieniądze, żeby przejechać kilkaset kilometrów. Strajkują, bo się im nie podoba ośrodek i nie smakuje jedzenie. Biorą udział w bójkach”. „Musimy jednak jasno powiedzieć, że od osób, które przyjeżdżają do Niemiec, wymagamy kultury dopasowania się. Muszą zgodzić się na miejsce, do którego te osoby kierujemy…”

Jeszcze kilka dni temu najbardziej pesymistyczne prognozy zakładały, że liczba uchodźców Niemczech, do końca roku osiągnie milion, ale, to już historia -prognozy się zmieniły i teraz, już oficjalnie podano, że będzie jednak o pół miliona więcej. Angela Merkel przestanie chyba, wkrótce powtarzać, że Niemcy przyjmą każdą liczbę imigrantów. Już teraz widać, że Niemcy udławiły się tymi, którzy już są. Premier Bawarii, Horst Seehoffer, partyjny koalicjant Angeli Merkel, bo reprezentujący partię CSU, mówi wprost, że nie można już wpuszczać nowych, a tych co są odsyłać tam skąd przyszli: „Europa ma prawo do samoobrony” - mówił w ostrej polemice z niemiecką kanclerz kilka dni temu.
Warto wyjaśnić zagadkę dotyczącą nagłej zmiany prognozy. Otóż zmiana wzięła się stąd, że oficjalne dane na temat uchodźców mówią o 10 tysiącach dziennie, tyle bowiem rejestruje się na przejściach granicznych. Dane te zakwestionował jednak szef monachijskiej policji, który stwierdził, na łamach dziennika „Focus”, że nie 10 tys., lecz, co najmniej trzy razy więcej migrantów przekracza granicę, tyle, że nielegalnie, a jest to o tyle proste, że na granicy austriacko – niemieckiej, nie ma żadnych zapór, więc „uchodźcy” przechodzą bez problemu obok przejścia. Policji udaje się wyłapać,tylko promil nielegalnych przybyszy, reszta rozpływa się nie wiadomo gdzie.

 Wracamy do innych państw „wzbogaconych” ostatnio o kolejnych przedstawicieli egzotycznych kultur. O sytuacji w Szwecji informuje rosyjski portal „Sputnik”przytaczając artykuł, ze szwedzkiego dziennika „Dagens Nyheter” Artykuł mówi o „zmianach modelu zakwaterowania”,- do niedawna uchodźców umieszczano w mieszkaniach i tak np. w dwupokojowym mieszkaniu z łazienką umieszczano cztery osoby, ale to się już skończyło – obecnie trwa gorączkowa adaptacja dwóch więzień oraz dużej hali na jednym z poligonów. Uchodźcy nie sypiają już na estetycznych tapczanach, lecz muszą zadowolić się materacami.

W Trelleborgu, mieście portowym dla promów, znanym m.in. z tego, że płyną stamtąd promy do Świnoujścia, w jednej z szkół, a ściślej - w należącej do niej sali sportowej, chciano umieścić 60. dzieci uchodźców (ich rodziców umieszczono, tymczasowo w innych obiektach, dopóki nie zostanie zakończona procedura w sprawie uzyskania azylu). Na czas pobytu dzieci migrantów odwołano zajęcia z wychowania fizycznego, a na ostatniej lekcji z tego przedmiotu, odbyła się pogadanka pod hasłem „ Jak ważne jest pomaganie innym”. Dzieci poinstruowane w tej szlachetnej sprawie wytłumaczyli rodzicom, że jak mają pomagać, ale oni, pewnie jacyś „ksenofobi”, „rasiści”, a może nawet „neonaziści”, nie tylko swoich pociech nie posłuchali, lecz wręcz się wściekli i zażądali od władz miasta, by odstąpiło od tej decyzji, bo oni nie chcą sąsiadować uchodźcami, nawet jeśli to są dzieci. Rodzice zagrozili, że jeśli ich żądanie nie będzie respektowane, przestaną posyłać dzieci do szkoły. Władze miasta ustąpiły rodzicom, a łóżka i inne sprzęty zniknęły tak szybko jak się pojawiły.

...miejscowe prostytutki niecnie wykorzystują uchodźców, każąc im płacić 120 euro za półgodzinną sesję, choć od miejscowych pobierają 80-100 euro, i to za godzinny numerek. Jest to- bez wątpienia- przejaw rasizmu, ksenofobi, nietolerancji i w ogóle neonazizmu...”

 W tym samym mieście pensjonariusze ośrodka dla uchodźców, skarżą się, że aby zjeść posiłek muszą pokonać aż... 1500 metrów w jedną stronę i martwią się, co to będzie w zimie.

W Holandii, w Ter Apel, gdzie znajduje się ośrodek na uchodźców, los pensjonariuszy jest również niewesoły. Jak podaje brytyjski „Express.co.uk”, azylanci narzekają na, to, że internet jest za wolny, że nudno, że śniadanie zbyt skromne a obiady i kolacje też niezbyt wystawne, skarżą się również na zbyt niskie kieszonkowe, bo nie wystarcza na papierosy.

Najgorzej jednak mają azylanci w węgierskim Debreczynie – jak donosi tamtejszy serwis internetowy „debrecen.info. hu” - miejscowe prostytutki niecnie wykorzystują uchodźców, każąc im płacić 120 euro za półgodzinną sesję, choć od miejscowych pobierają 80-100 euro, i to za godzinny numerek. Jest to bez wątpienia przejaw rasizmu, ksenofobi, nietolerancji i w ogóle neonazizmu ze strony węgierskich prostytutek, oraz wspomagających je „cór Koryntu” ze Słowacji, Ukrainy i Rumunii, które tam tłumnie zjeżdżają, bo miejscowe nie mogą z robotą nadążyć. Jest w Europie i na świecie całkiem sporo pań, przejętych losem tych biednych, egzotycznych chłopaków, może, by wszczęły jakąś charytatywną akcję i wybrały się do Debreczyna, bo po co chłopcy mają tyle płacić?

Janusz Młynarski